Świat Miki, Myszką nazywanej cz.1- Gehenna, Piekło, Pandemonium jak zwał tak zwał zabierzcie mnie stąd na wszystkie żelki świata!!!

Każdy wschód i zachód słońca jest tak różny… Każda gwiazda tak inna… Pojedyncza osoba, nie ważne jak bardzo jest podobna do kogoś z wyglądu lub charakteru jest inna. Tak wiele można zauważyć kiedy ma się tak wiele czasu… Kiedy nikt nie zagaduje do ciebie, kiedy masz spokój… Patrzenie przez okno w klasie było moją ukochaną i jedyną rozrywką w tej budzie… Jak zawsze widziałam ich… Może uznacie mnie za wariatkę, ale mam już 16 lat, jestem w technikum, a moja psychika wysiada i ładnie mi mówi że oto tam na dachu mojej graficzno-modowo-cyfrowej budy stoją sobie postaci z gier, anime i innych tego typu rzeczy w które grałam, oglądałam lub czytałam. Chodzenie do psychologa wafla mi pomaga, westchnęłam i spojrzałam na nauczycielkę od matematyki. Niska, krótkie blond włosy, grubawa i charakter suki… Nie ma to jak się wyżyć na 30 nieletnich którzy niestety nic nie mogą jej zrobić, poczekaj aż będę starsza, tak ci z laczka przyjebie że się nie pozbierasz… Z tak pozytywną myślą poszłam i rozwiązałam jej przykład z rysowania funkcji liniowych.

Resztę lekcji jakoś przetrwałam, przerwy tez minęły mi dość miło, miałam tam jakiś przyjaciół w tej szkole. Najczęściej zadawałam się z … Cóż może będę mówić ksywkami… Izayą, krótkowłosą dziewczyną w okularach, o niebieskich oczach, jest dość niska, rozgadana dość łatwo się denerwuje, ale jest na prawdę miłą i zabawna. Shizuo wysoką szatynką o brązowych oczach, oraz z Kuro i Popi. Kuro ma czarne włosy i zielono-piwne oczy, jest w połowie chińczykiem, a Popi jest chuda, niska, ma krótkie brązowe, pofarbowane od spodu na niebiesko, zawsze nosiła coś czarnego i często na jej stopach były glany. Powrót do domu był czymś czego nienawidziłam… Założyłam swoją jeansową kurtkę, plecak wrócił na swoje miejsce na moim kręgosłupie, wcześniej jednak ze średniej kieszeni wyjmując nauszne słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i żegnając się wyszłam ze szkoły. Na dzień dobry wpadłam na Tao Rena z Shaman kinga, zabiłam go wzrokiem i poszłam dalej omijając pozostałe postacie z tego animca. Dziwiło mnie to że było ich dziś bardzo dużo… O wiele więcej, jak zawsze tylko ja ich widziałam… Nosz cholera jasna, kto wymyśla to gówno!?

(-Że co słucham?!

-Miki uspokój to swoje ADHD czy co masz…- szkielet znany każdemu z gdy Undertale podszedł i położył kościstą dłoń na ramieniu Autorki- A poza tym… Witajcie drodzy czytelnicy… Jak widzicie to co w nawiasie to tak zwane „jebanie 4 ściany” które autorka stosuje… Postacie, czytajcie Miki z opka, mogą nas słyszeć… Swoją drogą nie mogłabyś wymyślić jakiegoś innego imienia? To jest już nudne…

-Nie będzie nudne!- zaprotestowała autorka rzucając w kościotrupa poduszką.- Poza tym teraz nie będzie większości opowiadań…

-W sumie znając tego lenia to prawda…- wychylił się zza książki złotooki chłopak o wdzięcznym imieniu Ren.- Radzę ci szanuj życie, jak się ją wnerwi to małe, podszywające się pod kobietę coś potrafi przywalić konkretnie…

-Oboje się zamknijcie bo zabiorę tobie kethup!-zagroziła konkretnie wnerwiona autorka tego chłamu- a tobie mleko!- wskazała na chłopaka bez koszulki, czemu był bez koszulki? Bo ta brązowowłosa dziewczynka tak sobie zażyczyła, a co myśleliście, muszą być jakieś przyjemności z pisanie, nie? xD Jednak groźba podziałała i po chwili w pokoju rozlegały się tylko błogie dźwięki „Stronger than you” w wersji Friks z Undertale)

No tak… Nawet tego nie skomentuję… Weszłam sobie do mojego domku, rzuciłam teczkę na podłogę i padłam na łóżko. Leżałam tak dość długo, wiedziałam ze i tak ich zobaczę… Wnerwiłam się w końcu i spojrzałam na lewo. Siedział tam Sans obierając mandarynkę i gadając z Yoh i kimś tam jeszcze. Spojrzał w końcu na mnie, ja wstałam i zeszłam do kuchni gdzie czekało na mnie spagetty. Stąd wiem ze oni są najpewniej prawdziwi, albo ja jestem takim pojebem że zapomniałam ze to ugotowałam… Papyrus stał obok z uśmiechem… Tak typowy dla niego… Więc usiadłam i zaczęłam jeść, spostrzegłam że poza Papyrusem jest tu też Sans, Yoh i Amaimon co jest dziwne bo nawet Papy rzadko stoi przy mnie… Po chwili wiedziałam czemu… Wiedziałam dopiero po tym jak przestało kręcić mi się w głowie i w końcu prawie jebłam łbem o podłogę.

(Postać z nowego opka jebła butem w piękne, fioletowe drzwi z napisem „Autorka”. Podeszła do dziewczyny w okularach i złapała ją za ramiona po czym zaczęła nią trząść.

-CO NA MIŁOŚĆ ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI TO MA ZNACZYĆ!??!?!?!?!?!?!?-zawyła przeraźliwie.

-Że dosypali ci proszków nasennych… A teraz wracaj tam!!!!- Autorka wstała, uniosła nogę i wykopała postać z powrotem do opowiadania)

Nie wiem ile spałam, ale obudziłam się na dość miękkim materacu w dziwnym pokoju. Wstałam powoli trzymając się za głowę. Kurde co mi jest? Opiłam się piccolo, czy co? Jak będę alkoholiczką to tak entuzjastycznie powitam każdy poranek mego życia… Wstałam powoli i pisnęłam kiedy moje bose nogi dotknęły zimnej jak lód podłogi. To dało mi otrzeźwienie. Rozejrzałam się dookoła… Cóż szału nie ma… Szare ściany, czarne kafelki, szafa, umywalka, kabina prysznicowa z zasłonką, jakiś plecak, stolik, pufa i szafa. Na podłodze obok łóżka leżały grube skarpetki i martensy. Ubrałam odzież na stopy oraz obuwie, potem wstałam i podeszłam do plecaka. Otworzyłam ten worek i pierwsze co znalazłam to list zaadresowany do mojej amebowatej osoby. Otworzyłam go zaciekawiona o co może chodzić, bo mam nadzieje że nie jest to jakiś debil godny opowiadanka „uprowadzonej dla sexu*”. Wiadomość brzmiała tak.

„Witaj moja droga Myszko

Zapewne masz wiele pytań, na które z chęcią odpowiemy, lecz najpierw musimy cię poprosić o zaufanie nam i zdanie się na nas… Pomieszczenie w którym się znajdujesz jest twoim pokojem nam kilka następnych tygodni. Twoim jedynym zadaniem jest zdanie jak największej ilości testów, będziesz konkurować z innymi uczest…”

Zatrzymałam się w połowie słowa bo pokój… ruszył do góry… Może w dół, nie wiedziałam, dla tego szybko wróciłam do czytania listu, cóż wydaje się dość ważny… Dla jasności, nie nie bałam się że ktoś mnie porwał, miałam przeczucie ze będzie okej… Gdzie ja skończyłam..? A no tak! Tutaj!

„…z innymi uczestnikami, którzy jak ty są tutaj, macie oddzielne pokoje. Niedługo, jeśli nie w chwili w której czytasz ten list, zacznie się pierwsza konkurencja. Prosiby, zabierz plecak i ustaw się przed drzwiami, kiedy się otworzą biegnij ile sił będziesz mieć w nogach. Nie liczy się ilość zdobytych rzeczy, a czas, jeśli jednak skończysz wcześniej znajdź drzwi z liczbą 3 i przejdź przez nie, potem okaże się czy wygrałaś, albo czy przegrałaś, osoba z najmniejszą ilością zaliczonych przedmiotów zostanie odesłana do domu. 

Powodzenia i do zobaczenia moja droga Myszko”

Co to ma kurwa znaczyć?! Porywają mnie, przetrzymują wbrew mojej woli, rozbierają i ubierają w jakiś strój ala matrix… Moment co!? Spojrzałam na siebie, martensy, czarne leginsy, czarna bluzka z krótkim rękawem i cyfrą „3″ no i związane w warkocz włosy… Nie wiem kto to zrobił, ale mu przyjebie… Postanowiłam jednak posłuchać listu, zarzuciłam worek na plecy i stanęłam przed drzwiami w ostatniej chwili bo winda po chwili się zatrzymała. Wzięłam głęboki oddech i przyjęłam pozycję do biegu. Moje fioletowe włosy postanowiły się zbuntować i kilka kosmyków wyskoczyło z gumki opadając na moje czoło i jasnoniebieskie oczy, cóż… Tak czy owak nie mam czasu się tym przejąc.

-Zawodnicy!- nawet nie wiedziałam że są tu głośniki.- Po rozpoczęciu macie 10 minut na obejrzenie sprzętu lub znalezienie schronienia. Potem labirynt zacznie przemieszczać ściany, a stwory zostaną wypuszczone, jeśli natraficie na innego zawodnika możecie walczyć, uciec lub zostawić go w spokoju, jednak jedną, najważniejszą zasadą jest :Nie wolno wam się nawzajem zabić…- przełknęłam ślinę, może i moje życie jest delikatnie do niczego, ale bez przeginki co?-… Powodzenia!!!- rozległ się pisk, a drzwi powoli się otworzyły, nawet nie do końca a ja już wybiegłam, na początek miałam tylko 2 cele, kryjówka i przegląd sprzętu.

Zatrzymałam się po sprincie schowana za drzewami, bo one nie mogą się nagle ruszyć, nie? Usiadłam i zaczęłam przeglądać rzeczy. Cóż całkiem przydatne… Latarka, scyzoryk, zapałki… Ale byłą też broń, jakieś wisiorki, jojo i inne bzdety… No i woda i kanapki… Postanowiłam zjeść kawałek drożdżówki, a potem się rozejrzeć. Właśnie śledziłam dziewczynę którą widziałam przez gałęzie, miała czerwone włosy i szare oczy oraz dość ciemną karnację, ale nie jak afro-amerykanin, po prostu opaloną… Gdy nagle rozległ się głośny gwizd oznaczający upłynięcie tych 10 minut. Zdziwiło mnie to ze dziewczyna zaczęła zapieprzać jak na promocję w lidlu… Miałam właśnie ruszyć kiedy przede mną pojawiły się drzwi z kotkiem i biedronką, zdziwiona jak 7 diabłów złapałam klamkę, po czym przez nie przeszłam. Znalazłam się w ciemnym pokoju, widziałam tylko pomarańczowo-czerowne kafelki na podłodze.

-Witaj!- usłyszałam łagodny i melodyjny głos. Spojrzałam na … O jaja se robita?! Gdzie moje psychotropy! Ludzie widzę biedre z serialu „Miraculous biedronka i czarny kot”.- Nazywam się biedronka, odpowiesz mi na pewne pytanie?- spytała.

-Okej.- wzruszyłam ramionami i założyłam ręce na piersiach.

-Podasz mi imiona 4 kwami i powiesz czym są?- uśmiechnęła się lekko.- A potem powiesz mi jak nazwałabyś swoje? I czym by było?- dziwne pytanie…

-Cóż… Plagg jest kotem, Tiki jest biedronką, Nuru jest… motylkiem, albo ćmą… No i Weiji jest żółwiem… Swoje nazwałabym… Luna i byłoby wilkiem, albo Fung i byłby smokiem…- powiedziałam.

-Doskonale!- uśmiechnęła się dziewczyna i podała mi 2 klucze i 2 przypinki.- Powodzenia w następnych etapach!- i wypchnęła mnie z pokoju do miejsca w którym byłam, troszkę wredne z jej strony. Cóż… Przypomniało mi się że miałam w plecaku 2 worki, jeden narysowanym kluczem, a drugi z przypinkami, wyjęłam je i włożyłam dane przedmioty do odpowiedniego worka. Wstałam i ruszyłam szukając kolejnych drzwi, bo chyba właśnie to miałam zrobić.

Nie natknęłam się na nikogo i zaliczyłam chyba wszystko związanego z nadprzyrodzonymi stworami takimi jak diabły, demony, szatan, śmierć i tym podobne… Szłam i szłam, znudzona jak nie wiem co, przydałaby się muza… No i znowu się przesuwa, wnerwia mnie to wszystko, czemu te ściany się ruszają? Westchnęłam i poszłam ścieżką, natknęłam się w końcu na kolejne drzwi z narysowanym kulkowym Amidamaru. Przeszłam przez nie, a tam zauważyłam Yoh, zdziwiło mnie to, ale co ja tam mogę zrobić.

-Hej-uśmiechnął się, typowe dla niego…- Odpowiesz mi na pytanie? Trochę dziwne ale… Jak ma na imię mój syn, syn Rena i do kogo jest podobna matka Hao? No i gdzie była finałowa bitwa? Na jakim kontynencie?

-Hana, Men, do Anny i zaginiony kontynent Mu…- odparłam bez wahania. Chłopak wyglądał na zaszokowanego, dał mi kluczyki i przypinki i poszedł. Poszłam i niedługo po tym znalazłam ostatnie drzwi. Jedyne co tam widziałam to mały, niebieski płomyk.

-Czy Szatan nienawidził ludzi? Jakie jest jego marzenie? Czy Szatan nie potrafił kochać?- rozległ się głos. A to do czego jest?! Kurde… Pomyślmy… Niebieski… Takie pytania… Moment! Ao no exorcist! No tak!

-Nie, nie pałał nienawiścią do ludzi dopuki nie zabili pewnej osoby… Jego marzenie to połączyć Gehennę i nasz świat, potrafił kochać… Kochał kobietę o imieniu Yuri…- powiedziałam cicho, lubiłam taki obraz Szatana… Niby stworzył każdego demona, niby powinien nienawidzić ludzi, a tak na prawdę nic do nich nie miał… Dopóki nie zabili jedynej która go rozumiała, jedynej którą pokochał, jedyna która znosiła jego płomienie… Przede mną pojawiły się kluczyki i breloki. Wzięłam je i wyszłam, potem usłyszałam to ze mamy iść do swoich drzwi, więc poszłam ich szukać. Nie zajęło mi to długo, okazało się że wyniki czy co tam będą dopiero jutro, więc dziś mamy już wolne.

Uprowadzona dla sexu porzućcie nadzieje ci którzy to przeczytacie albowiem takiego gówna o torturach seksualnych nie znajdziecie nigdzie indziej… Oczywiście nie chcę obrażać Autorki tego co tu jest napisane, ale dla mnie, a mało wiem o tych sprawach, to nie jest przekonujące…

Oficjalnie dziękuje Darze która pomogła mi z pytaniami. Cóż jeszcze…. Chyba nic, miłego czytania myszki :3

TAG od Will

Jako ze jestem leniem patentowanym nie chcę mi się wysilać mózgu… Więc zrobię tag o który prosiła Will… No cóż… Zacznijmy tego crapa…

1.BoA- Masayume chasing

2.Toby Fox- Megalovania

3.Scissors Sisters- I can’t decide

4.BIGBAND- Fantastic Baby

5.2PM- Take off

6.Toby Foc(chyba)- Drop pop candy

7.Sister Sladge- we are family

8.Imagine Dragons- Warriors

9.Imagine Dragons- Radioactive

10.Fall out boy- Immortals

11.Fall out boy- the phoenix

12.Fall out boy- my song know what you did in the darknes

13.Meghan Trainor- Better when i’m deancing

14.American Authors- Best day of my live

15.Skillet- Good to be alive

16.Set it off- Wolf in sheep’c clothing

17.Nael Yami- New soul

18.Gorillaz- Feel good

19.Toby Fox- Hopes and dreams

20.Eurobeat Brony- Discord

Okej… To pierwsze które wpadły i do głowy…

Sans:Zabawne ciągle słuchasz muzyki, a nie mogłaś znaleźć tych 20 piosenek…

Cichaj-,-

Let’s talk

Hej^^ Jak widzicie jest nowy adres, nagłówek… Opowiadania nowe się pojawią jak widać… Mam zamiar cóż… Pradę mówiąc tylko parę opowiadań będzie dokończonych, a resztą albo zacznę od nowa, albo o niej zapomnę… Na pewno będzie jedno nowe, które już zaczęłam, będzie ono raczej inne od tego co pisałam nie będzie miało konkretnej fabuły w swym istnieniu, będzie bo będzie… Nie mam za wiele co więcej mówić… No może poza jednym.

BARDZO PRAWDOPODOBNE BĘDZIE ZE TO CO PISAŁAM NA BLOGERZE BĘDZIE TUTAJ KOŃCZONE…

Choć to tez nie do końca pewne…

Jeszcze jedno… Pomimo wszystko jak się orientuje spośród tych którzy czytają mojego bloga to piszę najczęściej, więc proszę was, po prostu proszę, nie zacznijcie mi truć w pewnym momencie że ja jestem teraz leniem i nie piszę… Fakt ostatnio dość mocno zaniedbałam pisanie, ale… Nie mam pomysłów, anie weny, a jak wracam do domu chcę odpocząć po dniu w szkole… Teraz już nie jestem w gimnazjum a w technikum, czyli będę tam kiblować do 20 roku życia, więc możliwe że będę do tego czasu pisać, potem nie wiem. Cóż na teraz to wszystko^^

Miłego czytania moje myszki^3^

SK Flowers 2

Patrzyłam prosto na ojca moich przyjaciół, a dokładniej na młodszą jego wersję. Horokeu Usui stał przełykając lekko ślinę, miał on jednak z 15 lat a w tej chwili znam go jako faceta koło 30, będącego ojcem 3 dzieci i mężem kuzynki mojej mamy. -Brawo śnieżynko, zdradziłeś nasze pozycje-zawarczał ktoś stając obok niebieskowłosego. Nie wiem jak, nie wiem czemu, ale na prawdę… to są nasi rodzice za młodu. -O żesz jasne cholera!!!!!- Men zaklął widząc młodą wersję swojego ojca. -Chłopaki daj cie spokój…-usłyszałam głos… Pomimo że powinnam go znać nie było tak… Powoli podniosłam wzrok na chłopaka… Był prawie identyczny jak Hana… Poza brązowymi włosami… W głowie mi się zakręciło, nogi zmiękły, a ja poczułam tylko że upadam.

***

Powoli uchyliłam powieki. No pięknie, znowu zemdlałam, ech powinnam jeść jednak więcej tego żelaza, magnezu czy czego tam bo to serio mi już przeszkadza w życiu. Wstałam z łóżka, tak leżałam u siebie w pokoju. Rozejrzałam się, zauważyłam czarnego kota który uważnie się we mnie wpatrywał. Był to Lian, stróż Mena, uśmiechnęłam się do niego i wstałam. Kot podszedł i podsunął pod moje nogi jakiś napój, no cóż mamusia mag największy świata. Westchnęłam, wiedziałam że on na prawdę nie da mi spokoju, ani nawet wyjść z pokoju, jeśli tego nie wypiję, więc wzięłam fiolkę, spojrzałam niepewnie na kota i wypiłam. Poczułam się lepiej, podziękowałam kotu i wyszłam z pokoju.

-A więc to przez wyrwę? O bez jaj przecież wyrwy czasoprzestrzenne pojawiają się tylko na wezwanie maga lub demona, rzadko na wezwanie innego.- usłyszałam głos Mena.

-A ty skąd wiesz takie rzeczy?-zapytał nieznany mi głos.- I niech oni przestaną tak na mnie patrzeć! To straszne!-zachlipiał.

-Mięczak.-burknęła Luna, uśmiechnęłam się lekko. Jej brat pewnie tylko wywrócił oczami i zaczął czytać lub rysować.

-Co to miało znaczyć?!-krzyknął ktoś, miał ton podobny do Harukiego mulata o czarnych włosach z czerwonymi pasemkami i szarymi oczami.-Łaaaaaaa!- po chwili z salonu wypadł …No cóż przyszły ojciec właśnie Harukisia, czyli Choco. Za nim wyszedł…o coś podobnego do pokemona Venonata rycząc na Choco.

-Hej Venona.-powiedziałam. Niby pokemon zmienił się w śliczną dziewczynę o czarnych włosach które wewnątrz były ciemnoróżowe, i niebieskich oczach była ubrana w gotycką sukienkę.

-Witaj Yuriko.-powiedziała słodko.- A TY GDZIE NĘDZA ISTOTO!- jej twarz zmieniła się, jej blada skóra zrobiła się czarna, oczy zastąpiły 2 czerwone, lśniące okręgi, a zęby wyostrzyły się i zwiększyły. Choco zaczął uciekać, a ja weszłam do salony. Men uśmiechnął się i do mnie podszedł. Przytuliłam się do niego, a on mnie pogłaskał po głowie, drugą ręką obejmując mnie w tali.

-Patrzcie, patrzcie jakiś Tao ma uczucia.-zaśmiał się niebieskowłosy. Mordercze spojrzenia 2 par złotych oczu i jedna para czerwonych zamordowało go wzrokiem.

-Mój drogi Lianie mógłbyś wywalić śmieci?-zapytał najstarszy z dzieci Tao. Po chwili na ścianie pojawił się cień, potem niebieskie światełka jako oczy, a potem uśmiech kota z Chesayer. Ze ściany wypadły łańcuchy i związały Horo, ten pisnął i zaczął się wyrywać.

-P…Przepraszam, mógłbyś odwołać ducha? Bardzo proszę, on czasem mówi same głupoty.- westchnęła długowłosa blondynka o brązowych oczach. Była to moja matka chrzestna o imieniu Maja. Men westchnął.

-Skoro pani tak ładnie prosi-powiedział z miną „mnie wychowali na dżentelmena” i wypuścił Horo z łańcuchów. Zaśmiałam się lekko.

-Widzieliście może gdzie tego debila wywiało?-spytałam Luny i Leo. Chłopak westchnął w stylu „o idiotach nie rozmawiam”

- Widziałam tylko jak wychodził.. Wziął to coś…- burknęła, ja wiedziałam o co chodzi, oni chyba nie bardzo.

-Więc trzeba się ruszyć i go poszukać…-zakwiliłam sama do siebie. Wstałam, wszyscy z mojego pokolenia, poza Kotori która obsługiwała ludzi w knajpce, wstali i poszli się ubrać by mi pomóc.

~~~

Chodzenie po tym mieście nocą było prawie samobójstwem, lecz jeśli jest się w 5 osoby i jest się szamanem to nic złego… Sprawdziliśmy kilka pabów, klubów, restauracji i sklepów, ale w żadnym go nie było. Mój kochany, durnowaty brat przepadł jak kamień w wodę. Nasi przyszli rodzice, a właściwie tylko 7 z nich, postanowili nam pomóc. W końcu pomyślałam chwilę i doszłam do wniosku że jeśli nie ma go w tych miejscach jest tylko jedna opcja…Straszne wzgórze…. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam?

-Wiem gdzie iść-powiedziałam radośnie i pobiegłam w tamtą stronę. Reszta ruszyła za mną. Nie pomyliłam się… Może poza faktem że spodziewałam się innego widoku… A nie, nie Hany który leży z przebitą na wylot nogą starając się bronić przed dziwnym stworem. Zaniemówiłam, tak samo jak reszta… Lecz nie wszyscy byli tacy jak ja… Men szybko ruszył do ataku, a Leo i Luna wysłali swoje duchy by mu pomóc. Ja stałam i powoli opadłam na kolana, nie ja byłam tą odważną z rodzeństwa…

-Uważaj!-krzyknął ktoś i odepchnął mnie na bok, jednocześnie blokując atak kontrolą ducha stworzonej na strzelbo-mieczu.- Psia krew, zabierz ją stąd!- poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i gdzieś ciągnie, moja trzeźwość myślenia wróciła z przerwy i dała mi po mordzie. Spojrzałam na dziewczynę która mnie ciągnęła. Miała ciemną karnację, ale nie taką jak afro amerykanie, czarne włosy z czerwonymi pasemkami i szare, nie widzę ich, ale poznaję tą dziewczynę, oczy. Domyśliłam się kim jest chłopak który mnie obronił… Miał taki sam kolor skóry jak ona… Włosy czerwone z czarnymi pasemkami i czarne oczy… Moi kochani Haruki i Sanako… Kochane rodzeństwo McDonellów…

-Rose! Różany strzał!- krzyk dziewczyny przerwał ciszę, jej biały pistolet bez oporów wykonał jej polecenia zabijając czarne, maziowate stwory. Jej brat atakował stwory to strzałem to przecinaniem ich na pół. Wzięłam się w końcu w garść i potrząsnęłam głową.

-Eve! Forma ducha!- krzyknęłam wyciągając i zakładając zerówki.- Do okularów!- przedmiot na moim nosie rozrósł się na cało powierzchnię mojej głowy tworząc niby hełm.  Wiecie jak w grach wideo wyglądają takie ikonki chodzenia? Ja miałam coś takiego… Posłałam kilkanaście małych robotów by pomóc reszcie, ale stworów i tak było za dużo…

-Nie damy rady tym cholerstwom!-powiedział Haruki rozwalając jednego stwora.

-Ten chłopak ma rację!- dodał Yoh.- Ale nie mamy jak się wycofać!- zauważył. Zaklęłam pod nosem… Faust i moja przyszła matka zajęli się Haną, a pozostałe 5 osób walczyło… Znaczy 4 bo ciocia Dara została pokonana i chowa się za zielonowłosym… I nagle kilkanaście stworów rozpadło się bo coś białego przeleciało przez nich.

-Jest! Baza zaliczona!-zaśmiał się czyiś idealny głos. Od razu go rozpoznałam, spojrzałam na swoją kuzynkę, miała krótkie, obcięte na taką długość na złość matce, brązowe włosy i zielone oczy. Ubrana w czarną koszulkę z dekoltem i bez rękawów, oraz zielone, jeansowe shorty, na szyi naszyjnik z białym motylem, a w rączkach kij bejksbolowy. Zaśmiałam się.

-Hej Momo!- to było jej przezwisko, na prawdę nazywała się Antonina Rozalia Asakura-Dithel. Moja kuzynka znana z sprzeciwiania się matce, chrzanienia tradycji i uwielbiania szaleć.

-Heja kuzynko! Przyprowadziłam jeszcze jedną pomoc! Spotkałyśmy się na przystanku!- zachichotała.  Obok niej zauważyłam dziewczynę średniego wzrostu o fioletowych włosach i niebieskich oczach. Miałą na d\sobie długą, asymetryczną koszulkę na krótki rękaw, jeansową kurtkę, rajstopy w poziome, czarno-turkusowe, paski, czarne szorty i martensy w czaszki.

-Sans… Blastery…- jak na zawołanie wokół stworów pojawiły się czaszki jakby dinozaurów i zniszczyły maź. Wszyscy patrzyli na swoją wybawczynię ubraną w niebieską, świecącą teraz bluzę*.

-Dzięki Vicki!- powiedział Haruki wzdychając z ulgą.- Bez ciebie zostały by z nas same…Kości.-zachichotał( chodzi o to ze Vicki jak jej ojciec jest nekromantą)

-To było suche jak kości Sansa…- skomentowała jago siostra lekko załamana.

-Nieeeee-zalamentował Men.- Epidemia sucharów się zaczęła.- załamany czerwonooki podszedł do mnie i oparł głowę na moim ramieniu.

-Zadzwońcie jak ten psychiatryk się skończy…- powiedziały bliźniaki zakładając słuchawki na uszy.

-Biedaczyska… -westchnęła Sanko chowając pistolet do pochwy.- A ty się ogarnij matole!-walnęła brata w głowę.

-Eeee… Przepraszam, możemy iść? On się wykrwawia…- zauważyła Dara. Wszyscy na nią spojrzeli.

-Jasne…- powiedziała czarnowłosa i ruszyła. Potem podeszła do Choco.- Chcesz usłyszeć kawał?-zapytała.

-Eh!!!!- westchnęli wszyscy.

-Jasne.- ucieszył się ten z afro.

-Puk, puk- uśmiechnęła się słodko.

-Kto tam?-zareagował starszy McDonell.

-Bór jodłowy!- odparła jego siostra.

-Jodeł pełen bór?-zapytał chichocząc.

-O nie wiedziałam ze umiesz jodłować bracie!- pochwaliła rodzeństwo. Śmiech Choco pierdolnął o nasze bębenki. Leo widocznie nie wytrzymał i podszedł do Sanko.

-Puk, puk.- zaczął. Zdziwienie mulatki było na poziomie 9000, ale odparła.

-Kto tam?

-Krzyk.-powiedział brązowowłosy.

-Jaki krzyk?-zdziwiła się dziewczyna.

-KRZYK SIE ROZLEGNIE JAK NIE PRZESTANIECIE OPOWIADAĆ TAKICH DOWCIPÓW!!!!-skoczył na nią i potrząsnął jej ramionami. Cała komedia sytuacji polegała na lekkim hipokryźmie, ale i tak wszyscy się zaśmiali. Jego siostra zdusiła lekko śmiech, ale nie wytrzymała i wtuliła się w ramię brata po czym zaśmiała słodkim głoskiem. Każdy kto ich znał wiedział ze ta dwójka bardziej przypomina parę, a nie rodzeństwo( jednak autorka[mua-,-] zostałaby zjebana, zajebana, otruta, spalona, usmażona*libania innych okrutnych śmierci* za kazirodcze podteksty więęęęęc… Walić to pewnie i tak je zrobię ^^’) pomimo to nie przeszkadzało nam to… Nawet ich matka nic nie miała przeciwko, tylko ich ojciec…

Doszliśmy do domu dość szybko, znaczy ja i większość, bo Haruki, Sanko, Choco i Yoh zostali na końcu bo Asakura nie chciał biegać, a reszta chciała pożartować. Dara chowała się za Lysergiem przed morderczym lokiem Momo, a reszta patrzyła dziwnie na Vicki która miała minę pt.”mam w nosie co o mnie myślicie” i wtulała się w swojego ducha, Sansa. Dziewczyna jak ojciec kochała martwą osobę i miałą w nosie co inni o tym mówią, ale ja i inni ją lubiliśmy, co z tego ze jest nekromantką? Sans też z resztą jest spoko. Fioletowowłosa razem z przyszłym, zastępczym ojcem zajęła się leczeniem mojego braciszka, a ja pomogłam Kotori robić herbatę, po czym Men przyszedł, opieprzył nas że dźwigamy, kiedy damy nie powinny tego robić przy mężczyźnie i zaniósł tacę z naparem i ciastkami na stół.

-Tak w ogóle…-odezwała się w końcu blondynka o krótkich włosach do której byłam tak podobna, czyli Anna.- Co go zaatakowało?-zapytała.

-Cóż, o ile wiem to tylko akumy, maziowate demony niskiej klasy… Niestety „ekspertka”… -zrobiłam nawiasy z palców.- …od demonów będzie tu za…-spojrzałam na Mena pijącego mleko, wychwycił moje spojrzenie i nie przerywając wchłaniania nabiału pokazał mi 4 palce.-… 4 dni to nie jestem pewna.- wróciłam do picia herbaty.

-Czemu zaatakowały twojego brata?-zapytała nieśmiało Hinata z konta w którym siedziała z lekko przyciągniętymi do siebie nogami i obejmowała jej jedną ręką, a drugą trzymała, opierając na udach, kubek herbatki.

-Cóż… Mój brat jest ważny dla jakiegoś projektu związanego z turniejem… Ale nie bierze tego na poważnie… Dla tego zabito go już jakieś 12 razy…- powiedziałam jedząc ciastko.

-Tylko 9, nie przesadzaj, nie mam takich zdolności masochisto-sadystyczno-samobójczych… Jeszcze…-usłyszałam za sobą leniwy ton. Powoli spojrzałam na brązowe tęczówki, takie same jak moje.

-Nareszcie się obudziłeś…Hana.- dodałam, a on zamykając jedno oko podrapał się po tyle głowy, robiąc jeszcze większy bajzel na swojej łepetynie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ktoś mi jeszcze powie że nie umiem długich rozdziałów pisać to go jebnę maczugą…-,-

Dedykacja… Właściwie nie wiem dla kogo… Dla wszechświata~

*W Undertale potwory nie umierają, a zmieniają się w pył i ten pył często wnika w rzecz którą najczęściej nosili lub lubili, dla tego dla Sansa to bluza^^

Upadła Nicol Prolog

Legendy głoszą że przed ludźmi na ziemi żyły stworzenia takie jak elfy, krasnoludy, żywe szkielety,magowie, wampiry i wilkołaki. Niektórzy myślą że stworzenia zginęły wraz z narodzeniem ludzi, inni mówią że ukrywają się wśród człowieczej rasy, a inni mówią że kryją się po lasach i jaskiniach czekając na zemstę.

-Pytanie-przerwała mi bezczelnie szarowłosa dziewczyna o święcących delikatnym, żółtym blaskiem oczach. Wywróciłam oczami i spojrzałam na bezczelne dziewczynę, ciekawe czy Maiko też ma takie problemy.

-Tak Donkoster?-zapytałam kulturalnie, ale z nutką tonu „czego znowuż chcesz smarkulo?”.

-Po co nam pani czyta ludzkie legendy? Przecież znamy je i znamy też prawdę!- zmarszczyła brwi. Westchnęłam i przeczesałam długie, granatowe włosy. Zamknęłam i otworzyłam powieki ukazując lśniące lekko fioletowe tęczówki.

-To prawda moja droga…- powiedziałam kiwając lekko głową.- Ale musicie je znać by wiedzieć jak oni was dostrzegają by łatwiej było wam unikać podejrzeń.-Wstałam, moje trampki na obcasie stuknęły o kafelki, a za duże spodenki podniosły się lekko i opadły. Moja luźna koszulka w kolorze bieli, poza czarnymi rękawami , opadła na nie ponownie. Poprawiłam moje zerówki.- Takich jak my nie zostało wiele…Musimy wiedzieć jak się nie zachowywać… Wiecie że nasze życie opiera się na Bractwie zabójców, kowalach, magach oraz… Gildii złodziei do której należę ja i Maiko, jesteśmy jednymi z najstarszych członkiń tej gildii.- dzieci patrzyły na mnie z błyszczącymi oczami.

-Nich Pani nam więcej o sobie powie!- zapiszczał ktoś.

-I o tej Maiko!-powiedział ktoś inny.

-No cóż…-westchnęłam i poprawiłam włosy.- Ja jestem elfim magiem żyje już około 500 lat, specjalizuję się w magi ognia, strzelaniu łukiem, posługiwaniu się sztyletami. Maiko natomiast ma ciekawszą i dłuższą historię. Jest córką króla leśnych elfów, jest świetną łuczniczką oraz magiem zwłaszcza w magii leczenia.

-A gdzie teraz jest?-zapytał chłopak o brązowych włosach.

-Teraz..? O ile pamiętam byłą niedawno dowiedzieć się trochę o Gadach… A teraz ma wolne-wzruszyłam ramionami.

Lekcja w końcu się skończyła a ja mogłam iść do domu mojej partnerki. Maiko i ja znamy się od 200 lat i od tylu razem pracujemy. Szukałam jej godzinę, może dwie, ale nie znalazłem, westchnęłam i przybrałam postać kobiety, ludzkiej dziewczyny. Poszłam do miasta i się rozglądałam. Maiko, w przeciwieństwie do mnie, fascynuje się ich kulturą. Chodziłam już jakieś pół godziny i ani śladu mojej partnerki, westchnęłam i już miałam odejść kiedy ją zobaczyłam i nie była sama. Stała jako człowiek. Miała krótkie brązowe włosy oraz zielone oczy, tak jak normalnie. Stałą obok jakiegoś chłopaka miał ciemne włosy, złote oczy i raczej był drobnej postawy. Zielonooka zauważyła mnie, pożegnała się z chłopakiem i podbiegła do mnie.

-Co to było? Podrywasz ludzi?-zapytałam karcącym tonem.

-Ej, to nie ja obiecałam wyjść za tego Asakurę 500 lat temu!- No cóż, tu mnie ma…

- Dobra, dobra… Idziemy na czekoladę? Pamiętaj że dziś spotykamy się z informatorami…- powiedziałam wskakując na jakieś drzewo.

-Pamiętam, przecież to ja to załatwiłam…- zaśmiała się. Pomimo to widziałam że jest smutna że nie dałam jej pogadać z tamtym chłopakiem dłużej.

-Ej… Maiko pamiętasz… Ludzie kiedyś umrą, a my będziemy żyć bardzo długo… Nie możemy się do nich przywiązywać… Wiem to z własnego doświadczenia…- powiedziałam smutnym tonem.

-Wiem Nicol…. Niestety wiem…

SK Flowers.

NIEKTÓRE IMIONA, WYGLĄD I RODZICE ZOSTALI ZMIENIENI.

Powoli otworzyłam oczy. Widok pomarańczowego sufitu nie był mi nieznany, widuję go codziennie od 14 lat. Powoli wstałam i ujrzałam pomarańczowe ściany, patrzyłam prosto na drewniane biurko z przyborami, książkami i zeszytami do szkoły oraz kwiatkiem. Westchnęłam i sięgnęłam po telefon leżący na szafce nocnej. Była godzina 8:15, na 10 mam być w szkole na zakończenie roku. Wstałam i poszłam do łazienki, miałam takie szczęście że nigdy nie była zajęta jak wstawałam. Mamcia Tamao i Wujek Ryo wstają około 6 bo muszą ten „zajazd” wielkości małego stadionu dzięki prezentowi od mamy mojej cioci dla mamy… Spokojnie weszłam do pomieszczenia i umyłam się, podeszłam do lustra i spojrzałam w nie. Miałam idealny nosek ani nie za mocno, ani nie za lekko zadarty, moje, blond włosy sięgały mi do pasa, a brązowe oczy były duże i błyszczące, każdemu przypominały oczy mojego taty. Zaśmiałam się i uczesałam, potem związałam włosy w warkocz. Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju, podeszłam do szafy i wzięłam z niej naszykowany mundurek z żakietem.  Ubrałam go i usiadłam na koto-pufie by założyć skarpetki.

-Sądzisz że na prawdę dziś przyjadą..?- usłyszałam głos mojego brata. Nie byłam zaskoczona, słyszałam jego myśli, wiec wiedziałam że idzie.

-Obiecali…-odparłam. Chłopak parsknął kpiącym śmiechem, spojrzałam na niego. Był wyższy ode mnie jakieś 5 centymetrów, był też o rok starszy. Miał blond włosy i… tylko to różniło go od ojca, nawet nosił mandarynkowe słuchawki jak on.

-Na prawdę myślisz ze dotrzymają obietnicy?- patrzył na mnie tym swoim specyficznym spojrzeniem.

-Tak…- odparłam spokojnie. Pomimo wyglądu mój brat był… zamknięty w sobie, drażliwy, trochę agresywny, nerwowy, ale najbardziej lubił mieć święty spokój. Ja natomiast byłam raczej opanowana, wesoła, miła i wierze w to co ojciec, czyli „nie ma sensu przejmować sie tym na co się nie ma wpływu”. Skończyłam się ubierać, wzięłam moje ukochane medium, oraz niebieskie słuchawki w żółte kropki, telefon no i portfel. Na dole już było czuć zapach z restauracji. Może opiszę jak to działa. Ten budynek jest „dla rodziny i pracowników”, ale tylko piętro. No znaczy na dole jest jeszcze pokój Ryo i Mamci Tamao, oraz jej córki, która pracuje tu jako kelnerka, jak ja w weekendy, po szkole i w wakacje. Poza pokojami „pracowników”  jest tu też duża restauracja, a na górze pokój mój, Hany i rodziców.

-Hej Yuriko!- zawołała wesoło Kotori, córka Tamao i przyjaciela taty Jack’a. Była ona dziewczyną o ciemno fioletowych oczach i różowych, w miarę długich, włosach.

-Cześć, jak tam?-zapytałam siadając przy stole za barem.

-Jak zawsze urwanie głowy.-podała mi owsiankę.- Już idę!- krzyknęła do nowo przybyłych osób. Położyła na tacy filiżanki z kawą i naleśniki. Wzięła tace i poszła do jakiegoś stolika, zauważyłam ze Hana wychodzi z tostem w ustach, jak zawsze oleje nawet rozdanie świadectw, a tak się starał w tym roku, nic nie musiał poprawiać.. Wiem ze choć się nie przyznaje, też liczy że przyjdą… Westchnęłam i zajęłam się jedzeniem, wzięłam do rąk dziennik i zapisałam małą notatkę. Poszłam umyć miskę, wpięłam we włosy spinkę w kształcie niebieskiego słonecznika z żółtym wnętrzem którą dawno temu dostałam w prezencie od mojego taty. Poprawiłam mundurek i żegnając się z Mamcią i Wujkiem pobiegłam do szkoły. Szłam spokojnie słuchając muzyki i pisząc z przyjaciółkami i kuzynostwem. Mają dziś przyjechać. Oni mają specjalny domek, dość duży żeby wszyscy się zmieścili, no cóż dość ich dużo…  22 osób…. znaczy 2 mieszkała z nami, ale pojechali do gastronomika z internatem, wracają na wakacje.

-Witaj Yuriko-przywitał mnie duch, kiedy szłam obok cmentarza. Był to blady chłopczyk o szarych włosach i niebieskich oczach.

-Hej Usagi-odparłam stając przy nim, zawsze wychodzę wcześniej żeby z nim pogadać.

-Późno idziesz do szkoły-zauważył. Zaśmiałam się lekko, niewiele duchów zwraca uwagę na datę, bo po co im to? Dni już ich nie obchodzą…

-Dziś jest zakończenie roku…-powiedziałam.- Jest Hana?-spytałam patrząc w stronę strasznego wzgórza, gdzie zaczęła się przygoda mojego ojca.

-Był na chwile a potem sobie poszedł, pewnie wróci później… -powiedział i popatrzył na mnie.- Ładnie ci w takim mundurku-uśmiechnął się.- Idź już bo się spóźnisz…- patrzył na mnie dalej, uśmiechnęłam się wesoło, pomachałam mu i poszłam.

Jak można było się spodziewać ceremonia była nudna. Kilkoro uczniów wygłosiło mowę, potem dyrektor mówił o obozach letnich, o zarządzie uczniowskim i o wynikach egzaminów. Potem poszłam do swojej klasy po świadectwo, a potem do Hany po jego świadectwo. Miał rację i rodziców nie było, ale nie mogli się dostać na samolot, cóż wiem jaką mają pracę i nie byłam zła. Choć… Było mi smutno, jednak wiem że takie zadanie dał im Król Szamanów. Zakichany debil mym skromnym zdaniem.

Po odniesieniu dyplomów, zostaniu wytarmoszoną przez mamcię Tamao za świetne wyniki, przebrałam się w rybaczki i żółtą tunikę na ramiączka, oraz trampki na koturnie o które walczyłam i w końcu się wściekłam to się poddali. Wzięłam saszetkę i dopięłam ją do paska, wpakowałam portmonetkę, telefon, włożyłam MP3 z podpiętymi słuchawkami założonymi na głowę i poszłam.

Siedziałam na strasznym wzgórzu, lubiłam to miejsce tak jak ojciec. Obok mnie ktoś usiadł, uśmiechnęłam się do ducha. Ludzie boją się tu przychodzić, nawet szamani się ograniczyli, ale ze mną duchy nie zadzierały głównie z faktu iż jak mamusia jestem itako.

-No i jak?-miękki, męski głos. Pomimo że Odo był yokai* nie jest jakiś wredny, znaczy dla innych tak, ale dla mnie nie. Chłopak miał dość długie, białe włosy z czerwonymi pasemkami oraz czerwone oczy.

-A dobrze, rodziców nie było, brat mi zwiał przez co w domu jest wojna, a ja zapomniałam kupić gumy do żucia… – westchnęłam i oparłam o niego. Pogłaskał mnie.

-Wiesz że mają pracę… Dobra to tekst dla Hany…- powiedział bawiąc się moimi włosami.- Wiem że ci smutno, może do nich zadzwoń?

-Rozładowała im się bateria, a nie mają gniazdka… Ale przyślą mi dziennik-uśmiechnęłam się słodko. Chłopak się zaśmiał.

-No, no, no…- poczułam jak bym dostała deską w łeb.-Czyż to nie Asakura-Brzydula.- trzymajcie mnie bo zabije jak psa! Spojrzałam na rudowłosą dziewczynę o niebieskich oczach. Dziewczyna z mojej klasy i… Kolejna, powiedziałabym że biedna ale z tą zdzirą to nie działa, powalona dziewczyna od wyrzutków.

-Frida wypierdzielaj stąd bo jak ci zajadę z klątwy to się przez rok nie pozbierasz suko-zawarczał Odo na dziewczynę.

-Morda w maskę sukinkocie- odburknęła. Nasze piękne warczenie które odbywało się już od pół godziny, a duchy robiły zakłady a Odo przyznawał punkty.

Kiedy mówiłam jej ze hipopotam z zoo prosił o zwrot wagi to nagle na niebie otworzyła się jakaś wyrwa. Obie spojrzałyśmy na to zaciekawione, a po chwili rozbiegłyśmy się w różne strony bo najpierw zleciała wielka kula bawełny lub lenu, a potem ludzie, a na koniec dziwne coś wyglądające na demony, pięknie bo mało się tego dziadostwa plącze…

-Co do?!-zapytałam kiedy obok mnie wylądował duch, taaa… jest już dość ciemno, to zwykły zły duch… Kogo ja nabieram?!- Jasna Cholera!- wrzasnęłam i szybko zaczęłam uciekać, ale mam swoją moralność… Nie goniły mnie… Poszły do nieprzytomnych…przybyszy z nieba? Tak to dobre określenie. Mniejsza, nawet nie myślałam kiedy stworzyłam kontrolę ducha i złapałam złe duchy w siatkę z neuronów. Yokai jednak szybko się z nią rozprawiły, no cóż… To nowy atak nie czepiać się!

Pomimo wszystko dawałam sobie z nimi radę… No cóż, dawałam sobie dopóki reszta nie rozplątała się z siatki… Jasna cholera! Nie mogłam już sobie poradzić, nie wiem ile ich było.

-Dobra, dobra!- usłyszałam nagle, kiedy waliłam jednego który podszedł za blisko w miejsce które boli. Nagle wszystkie yokai zaczęły uciekać.  Niektóre chyba nie zdążyły, bo zostały wciągnięte w najciemniejsze miejsce. Potem, kiedy poza mną i nieprzytomnymi nie było nikogo z miejsca w którym zniknęły demony wyłonił się chłopak o ciemnej niczym karmel miał czarne włosy i czarne oczy, z głowy wystawały mu rogi.

-H…hej -przywitałam demona. Znałam go, był to „stróż” mojego narzeczonego.

-Ah! Yuriko!-podszedł i pocałował moją dłoń.- Jak miło cię widzieć, Men właśnie szedł do ciebie razem z Leo i Luną. Co tu się tak właściwie stało?- rozejrzał się.

-No… Więc zobaczmy… Kłóciłam się z Fridą od wyrzutków, no i nagle niebo zostało…rozerwane..?-bardziej zapytałam niż powiedziałam.- No i wypadły Yukai i… I ci ludzie!- nagle sobie o nich przypomniałam i pobiegłam do nich. Tam już chodziła 3 osób, Leo, Luna i Men, gdy ten ostatni mnie zobaczył podbiegł do mnie i mnie przytulił. Men Tao był moim narzeczonym miał 14 lat, tak jak ja. Postawił mnie z powrotem na ziemi skłonił się i ucałował moją dłoń.

-Jak zawsze wyglądasz pięknie, moja droga Yuriko.- podał mi kwiat białą różę, mój ulubiony kwiat. Uśmiechnęłam się.

-Cześć Yuriko- Leo i Luna jak zawsze mówili równocześnie. Oboje mieli brązowe włosy, dziewczynka związała je w kitki, a chłopak związał je w kitkę. Oczy mieli złote, lecz chłopiec miał spokojne spojrzenie, a dziewczynka miała je raczej łobuzerskie i pewne siebie.

-Hej, łał urośliście jakieś 15 centymetrów! A gdzie Nina?-zapytałam ignorując nieprzytomnych.

-A no wiesz…. Wolała jeszcze coś załatwić, będzie za parę dni. A kim są oni?-zapytał patrząc na nieprzytomnych.- A przede wszystkim… Gdzie są?!-szybko przyciągnął do siebie rodzeństwo i mnie. Nie było to dziwne, liczba nieprzytomnych zmniejszyła się z 17 do 10. Zbladłam i szybko stworzyłam kontrolę ducha.

-Spokojnie…-powiedziała Luna.- Oni są na drzewie, na tamtym budynku i w krzakach…- wszyscy na nią spojrzeliśmy.- No co? Venona już dawno uwięziła ich duchy.

-Adikol zatruł ich broń, jeśli dużej ją potrzymają to zasną.- Leo poprawił ramiączko plecaka.

-No a Asriel ich spokojnie wywali z kryjówek…-powiedział Men kładąc rękę na moim ramieniu.

-ŁAAAAA!!! PAJĄKIIIIII!-zakwilił ktoś z krzaków. Wszyscy tam spojrzeliśmy. Chłopak miał na sobie szorty i granatową koszulkę, miał niebieskie włosy i czarne oczy. Oczy nam się rozszerzyły, no cóż… Jeśli pozostali to ci o których myślę to przysięgam że sprawdzę skład mojej owsianki zanim ją zjem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Taaaaa…. Mam nadzieje że się podoba…. Pozdrawiam…

*Japońskie widmo, złe duchy takie jak ogniki, lub taki nasz bazyliszek

SKK 12 Ponowne, choć nieświadome, spotkanie

Nina siedziała już w pociągu, a Men żegnał się z Miki, ojcem i młodszym rodzeństwem. Po chwili chłopak siedział już w pociągu z mini walizką jedzenia, bo przecież każda matka ma tak że dziecko nie może nigdzie wyjechać bez prowiantu dla tuzina osób. Dziewczyna grała w karty ze swoim duchem, potem jej brat się dołączył, gdy nagle pociąg mocno zahamował. Men przywalił lekko w siedzenie i złapał młodszą siostrę.

-Co to było?-zapytała dziewczynka rozglądając się zaniepokojona.

-Nie wiem, ale pójdę sprawdzić- chłopak wstał i wyszedł. Nie zauważył nikogo, każdy przedział był pusty. -Co się dzieje..-zapytał chłopak.

-Hej…-usłyszał znajomy głos. Odwrócił się i zauważył dziewczynę o zielonych ochach i różowych włosach.- Dla jasności Lezli, córka Zeke’a Asakury, Króla szamanów.

-Lezli znamy się 8 lat… O co tu właściwie chodzi?!- zapytał jak sobie uświadomił że tu chodzi o coś poważnego i to w cholerę poważnego.

-No widzisz… Musicie się czegoś nauczyć więc…-zaśmiała się lekko i pokazała na jeden z przedziałów. Spały tam Yuno, Keli, Winter i Tośka. – Spokojnie, tylko śpią…-uspokoiła zmartwionego chłopaka.- Wiesz… to nie mój pomysł, tatuś twierdzi że tak będzie najlepiej…- wzruszyła ramionami.- Uważajcie na siebie.- uśmiechnęła się na do widzenia i zniknęła.

-Czemu mam wrażenie że to się źle skończy…-jęknął chłopak i poszedł po siostrę i bagaże.- Nina! Przesiadamy się.- powiedział zabierając wszystkie rzeczy. Dziewczyna szybko mu pomogła i poszła za nim.

-O co biega?!-zapytała widząc przyjaciółki.

-Nie mam pojęcia, ale to wina króla szamanów!-odparł próbując obudzić dziewczyny, z marnym skutkiem.

-Jak ja nie znoszę wujka- syknęła Nina.- Trzeba je stąd zabrać.- powiedziała i wyjęła małą figurkę smoka. Chłopak szybko zrobił wielką dziurę w boku pociągu. Zobaczyli tam wielką, niebiesko-czerwoną dziurę.

-Jak ja nienawidzę takich rzeczy-westchnął Men i wypchnął bagaże do dziury, potem złapał siostrę i razem z nią, trzymając śpiące, swoją drogą jak można w takim momencie spać? A dobra wracając… Trzymając je wskoczył do czerwono-niebieskiego wiru, nic nie poczuł, nie zobaczył, po chwili jednak ostry wiatr uderzył go w twarz i rozwiał włosy. Otworzył czerwone jak róże oczy i rozejrzał się. Siedział na wielkiej skale, dziewczyny dalej pozostawały w objęciach morfeusza, a jego siostra stała i otrzepywała spódniczkę.

-Czemu zawsze my? Czemu zawsze wir? Czemu akurat na pustyni!?- dziewczynka wściekle tupnęła nóżką odzianą w czerwone baleriny.- Dobra, ty je pilnujesz, ja idę na zwiady.- poinformowała brata poprawiając pasek białych spodenek, obciągnęła delikatnie czerwoną koszulkę na krótki rękaw z nadrukami smoków.

Men i tak nie miał nic do powiedzenia, więc po prostu usiadł i patrzył jak jego siostra idzie. Nina natomiast nie śpieszyła się, twierdziła ze jeśli ma coś znaleźć i tak to znajdzie. Obok niej szybowały dwa duchy. Znana wam już wszystkim Ara i inna, dziewczyna wyglądająca na około 16 lat. Miała czarne włosy, no i… więc… często zmieniała sobie kolor oczu, teraz miała brązowe, nazywała się Yun-Shu( Tak wiem gówniane imię-,- Nie oceniajcie mnie-,-) i była siostrą Liana(Dara wie o kogo chodzi xd Ja też cię Bason kocham xD). Miała ona kocie uszy i ogon, oraz jej źrenice były jak u kota, ostre paznokcie były pomalowane, a ubrana była w krótki, biały top i turkusowe spodenki z wysokim stanem., a na stopach sznurkowe sandałki.

-Czego szukamy?-zapytała układając się wygodnie w powietrzu. Nina spojrzała na nią, kochała dziewczynę jak siostrę, dla tego poprosiła y była jej stróżem. Do tego czarnowłosa była wyjątkowa, bo w połowie była człowiekiem, to jedna z zagadek na które nawet matka ducha, Neko, nie znała odpowiedzi.

-Miasta, ludzi, straganu, wędrowców… Czegoś… Kogoś kto będzie nam w stanie pomóc znaleźć miejsce w którym możemy się zatrzymać, albo chociaż w którym możemy znaleźć zapasy jedzenia i wody…- powiedziała dziewczynka i wtedy coś zauważyła, uklękła i podniosła małe ziarenka ryżu. Popatrzyła uważnie i zauważyła napisy. „Mi”, „Anna”, „Mo”, „Kaja”, „Dara”, „Ren”, „Jeanne”, „Horo”, „Lyserg”, po raz drugi „Horo”,”Hao” i Choco”. Dziewczyna nie rozumiała czemu ktoś wyrzucił piętnaście ziarenek ryżu z napisami. Wzruszyła ramionami i schowała znalezisko do jednego z licznych woreczków które zawsze nosiła przy sobie. Ruszyła w dalszą drogę, szła rozmawiając z duchami i śmiejąc się. Po około pół godziny zauważyła kilka osób, ucieszyła się, lecz nie była głupia, podeszła i ukryta za skałą zaczęła słuchać rozmowy znajomych jej osób, problemem był jednak fakt że nie wiedziała skąd.

-Nie wierze że dałyśmy się w to wmieszać…-warknęła dziewczyna o fioletowych oczach i czarnych włosach związanych w wysoki , koński ogon.

-A ja że daliśmy się w to znowu wmieszać…-warknął… No cóż przyszły ojciec Niny. Dziewczynka prawie dostała palpitacji serca. Po chwili zrozumiała że mówią o ryżu. Dała go Arze, a ta niezauważalnie rozsypała go niedaleko nich.

-Znalazłam!!!- krzyknęła uradowana zielonowłosa, zapewne bardziej szczęśliwa z faktu ze nikt nie zobaczy kogo napisała niż z samego zaliczenia zadania. Inni po chwili też znaleźli swoje wypociny.

-A ty kim jesteś?-usłyszała za sobą Nina. Spojrzała na Mikihise(chyba tak, w nosie mam, sorry Yoh, ale nigdy nie lubiłam twojej rodziny-,- Poza tobą, Hao i Zeke’am oczywiście^^). Patrzył na nią uważnie co było widać przez dziury w masce.

-Eee…. Harcerką- uśmiechnęła się dziewczyna z widocznym zakłopotaniem.- Chce Pan kupić ciasteczka?- Mikihisa widocznie w to nie uwierzył i patrzył na nią ze znudzoną miną.- A dobra-burknęła i kopnęła mężczyznę w brzuch, po czym wskoczyła na skałkę i wspięła się na sam szczyt.

-Igamaki! Shigaraki! Za nią!- wydusił ojciec Yoh. Dwa wilcze duchy ruszyły za dziewczynką. Ta zaśmiała się i wyjęła breloki w kształcie chuj(czui).

-Yun-Shu! Rorma ducha! Do Chuj!- krzyknęła. Czarnowłosa kocica zmieniła się w pomarańczowo-złotą kulkę z kocimi uszami, otoczoną łańcuchami, po czym opętała broń.

-Jakim cudem…?- zdziwił się Ren trzymając Guan-Dao.

-Co jest Ren?-zapytał Horo.- Znasz ją?

-Nie, ale jej broń pochodzi z Chin, to coś takiego jak wielkie grzechotki, a te kule ważą około pięć kilogramów…- wyjaśnił.

-Brawo!-krzyknęła dziewczynka siedząc na jednym z wilków, a drugiego waląc wielką kulką.- Masz pięć plus z broni, a teraz odwołajcie te maluchy bo je zapieczętuje!

-Bezczelna!-zbulwersował się ojciec, i wujek, Asakurów. Po chwili pod jego gardłem spoczywało ostrze Guan Dao należące do Mena.

- Masz dziesięć sekund żeby odwołać te kundle, albo będę zmuszony pobrudzić sobie broń twoją krwią, uwierz mi ja też tego nie chcę, niedawno czyściłem ostrze.- powiedział biało-czarno włosy chłopak. Mikihisa przełknął ślinę i odwołał duchy widząc jak jego synowie, ich kuzynka i Zeke są oplątani kontrolą ducha zamieszczoną w jo-jo Tośki, Horo, Choco, Ryo, Mo i Mi są unieruchomieni przez ogoni wielkiego, dziewiecio ogoniastego lisa, a reszta czyli Gumi, Maja, Kaja, Miki, Ren i Lyserg mają zamrożone nogi i nie mogą się ruszyć przez Winter.

-Dzięki brat! Wam też dziewczyny! -uśmiechnęła się dziewczynka i zeskoczyła lądując na siatce stworzonej z systemu zero jedynkowego stworzonej przez Yuno.

-Kim jesteście?-zapytał Yoh. Patrząc na wszystkich. Zwłaszcza na Blondynkę o brązowych włosach. Z resztą inni też patrzyli na pomocników fioletowowłosej.

-Ja jestem Keli Asakura, córka Hao i Kayi…- zacięła się. Nie wiedziała jak ma im powiedzieć… Jej ojciec teraz jest z Gumi, a Zeke ożenił się z Hinatą, nie miała jak im to wyjaśnić więc zrobiwszy minę „jestem obecnie poza zasięgiem tej planety i proszę się odwalić” popatrzyła w niebo.

-Ja nazywam się Antonina Dithel-Asakuro, wszyscy mówią mi Tośka.- uśmiechnęła się zielono oka. Zbaraniała mina Lyserga i wkurzona mina młodej Asakury były wręcz bezcenne.- Córka Dary i Layserga.- Oboje zrobili się czerwoni, a Dara tuląc mocno zielonowłosego przepraszała go, a ten udawał sfochanego.

-Winter Usui- uśmiechnęła się zadziornie niebieskowłosa wskazując na siebie kciukiem-Córka Horo i Mo, choć mama zostawiła tatę i teraz moją nową mamą jest Maja Sakamoto- wyjaśniła dziewczyna zakładając nogę na nogę, siedziała na skale.

- Yuno Asakura- powiedziała brązowowoka dziewczyna lekko się kłaniając.- Córka Yoh i Anny.- patrzyła na wszystkich z uśmiechem. Młoda Kyoyama poczerwieniała jak dojrzały pomidor, a Yoh wytrzeszczył oczy.

-Nasza?!-wydusił z siebie.

-ICH!??!?!?!?!?!-dodali wszyscy.

-Jakim cudem?! Jesteś za ładna na córkę Anny!!!! Poza tym ty masz cycki!!! Anna nie ma!- powiedział Choco. Po chwili dostał w łeb od Anny, a potem od wnerwionego Yoh który krzyczał „GDZIE SIĘ ZBOCZONY PEDOFILU PATRZYSZ?!?!?!?!”.

-Ja cię facet popieram!-Krzyknęła Keli- Nie mówiąc że Yuno jest aniołem a ta tu blondi to głupia, wredna suka!!!!- dodała. Twarz Anny zmieniła kolor z normalnego odcienia, na biały, potem fioletowy, a na koniec czerwoną ze złości.

-Jak śmiesz?!-wydarła się Anna próbując uderzyć najstarszą Asakurę z przyszłych czasów.

-Mówić prawdę…- dodała cicho Tośka.

-A wy?-zapytała zakłopotana Tamao, która przyszła razem z Anną i Jun. Patrzyła na Mena który poprawiał kitki, które niedawno sobie zrobiła Nina.

-Nazywam się Men Tao, a to moja siostra Nina Tao, jestem synem Rena i Jeanne Tao, a…-zaczął tłumaczyć chłopak o czerwonych oczach.

-A ja córką Rena i Miki.- uśmiechnęła się Nina.

-Czy wy se ze mnie jaja robicie..?-zapytał Ren.

-Skąd wy się tutaj wzięliście..?- zapytała Jun, której oczy świeciły się na wiadomość że ma bratanka i bratanicę.

-Lezli, a raczej jej tatuś- tu z nienawiścią popatrzył na Zeke’a- stwierdził że mamy tu coś do zrobienia… No i jak byliśmy w pociągu podrzucił nam je- kiwną głową w kierunku pozostałych dzieci wesołej gromadki- i wrzucił w czerwono-niebieski wir….

-…a potem wylądowaliśmy tutaj!- wykrzyknęła Nina śmiejąc się razem ze swoim duchem.

-Potem spotkałyśmy was i resztę znacie-dokończył duch dziewczynki. Wszyscy patrzyli na czarnowłosą kotkę.

-A to kto..?-zapytała Gumi patrząc na Miki, no cóż, duch Niny był bardzo podobny do ducha jej siostry więc miała prawo, a nawet obowiązek się zdziwić.

-Nazywam się Yun-Shu jestem córką Neko i Bsona- przedstawiła się, w tym momencie, brązowooka.

-Ja jestem Lian- obok niej pojawił się chłopak, wyglądał na starszego i był wyższy od dziewczyny, również miał kocie uszy, ale nie posiadał ogona, czarne włosy jak u siostry i niebieskie oczy.- Jej brat…- Ren spojrzał na Basona którego szczęka znajdowała się trzy metry pod ziemią i Neko, która wręcz promieniała ze szczęścia.

-Co się z nami wszystkimi stanie..- powiedział zażenowany Zeke.

-Nie narzekaj.- burknął Hao. Oboje zaczęli się kłócić. Po około godzinie tłumaczenia jednego i tego samego w końcu, w miarę, zrozumieli i poszli do Patch.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dłuższy rozdział macie dzięki Darze…. A teraz zdjątka xD

 Lezli

 Yun-Shu

 Lian

SKK 11 Po 8 latach

Na początek… Zakładam ze mnie zabijecie, ale trudno… A z resztą zobaczcie…. Men siedział przy łóżku siostry. Był wściekły, ciągle przypominała im się ta wpadka z czasem, właściwie wrócili dość szybko, zaraz po tym jak Hana wtedy do nich wrócił. Pomimo wszystko ich rodzice prawie umarli ze strachu. Całą paczka od tamtego czasu widywała się co roku. No znaczy prawie. Hana ma już 21 lat, ma żonę i dziecko, mieszka gdzieś w Japonii, już nie przyjeżdżał tak często, no ale cóż… Kono zamieszkał na stałe w Ameryce i pisze scenariusze komedii. Lezli przyjeżdża co roku, jest D.J-em jak jej matka w klubach na całym świecie.  Koko i Keni są studentami szkół gastronomicznych, Dante czasem odwiedza chłopaka, sama jest znanym weterynarzem jak i lekarzem. Lejla i Lucy  uczą się w szkole aktorskiej i tanecznej, Luni uczy się na wróżkę i bardzo często lata na dłuższe terminy do Majka uczęszczającego do akademii dla detektywów. Czelsi uczy się w normalnym liceum i planuje studia, ale nie wie jakie, no a Yukki, z nim jest dziwna historia bo on nic nie mówi no chyba że Winter która uczy się w szkole, jeździ na zawody pływackie i sportów zimowych i często jeździ w odwiedziny do Yuno. Zabolało go serce kiedy pomyślał o blondynce, ona uczyła się na medium a w szkole miała same dobre oceny, postanowił zerwać zaręczyny ku uciesze swego ojca, często odwiedza ją Keli też często do niej przyjeżdżała, z resztą Tośka też… A co z nim? No cóż Men zmienił się dość drastycznie, przez wiele walk w której wyniku w końcu doszło do tragedii miał czarno białe włosy i nadal czerwone oczy. Kilka blizn na wyrzeźbionej klatce piersiowej i umięśnionym ciele. Był też spokojniejszy z wiecznym Poker facem na twarzy. -Bracie..- usłyszał głos swojej młodszej siostrzyczki. Spojrzał w stronę drzwi i ujrzał ją. Miała na sobie spódniczkę i bluzkę z długim rękawem.- Co robisz? -usiadła obok mnie na parapecie. -Myślę…- odparł chłopak.- Niedługo znowu ich zobaczymy- dodał po chwili. -Nie wszystkich…- westchnęła młoda Tao, jej włosy były bardzo długie. – Będą tylko Winter, Keli, Tośka i Yuno…. No i my…. Chyba że nie chcesz jechać…- dodała spokojnie. Chłopak popatrzył na nią, pomimo ze miała 11 lat wyglądała co najmniej na 15, no poza tym ze była niższa, lecz była dziecinna tak jak matka, pomimo to spokój, radość i słodkość zawsze gościły z dziewczyną. Nawet sam Wujek En był dumny z dziewczyny która szybko się uczyła i zdobywała foryoku, oraz zdolności bojowe.  Mena też się nie mógł powstydzić, ale i tak rzadko miał okazję ich widywać. Chłopak zaśmiał się, a dziewczyna spojrzała na niego ze słodziutkim uśmiechem.- Po kolacji mamy się spakować, a kolacja jest za chwilę.- oznajmiła Nina i odeszła zamykając za sobą drzwi. Men spojrzał za okno i uśmiechnął się.

***

Yuno siedziała i gadała z Tośką i Keli, a Winter tylko słuchała i piła herbatę, jakoś nie wyznawała się na trendach w modzie i nie miała najmniejszej ochoty nawet tego udawać.. Keli zmieniła w końcu temat na taki który interesował wszystkich, no poza Yuno która została zapytana.

-Yuno, czemu ty tak właściwie nie chcesz być narzeczoną Mena? Jak pamiętam jeszcze niedawno mówiłaś nam jak bardzo go kochasz…- dziewczyna miała piękne, długie, czarne włosy i błyszczące złote oczy.

-Właśnie to dość ciekawe…- Tośka piła cole z McDonalld’a w którym były całkiem niedawno. Miała ona dość długie brązowe włosy i śliczne zielone oczka.

-Inna sprawa ze się chłopaczyna zmienił choć moim zdaniem na lepsze…- zaśmiała się Winter. Była ona śliczną, a w ręcz przepiękną dziewczyną o niebieskich włosach i czerwonych oczętach.  Jej matka odeszła od ojca, a macochą dziewczyny została Maja Sakamoto, młodej Usui to nie przeszkadzało dogadywała się z kobietą bardzo dobrze i miała młodsze rodzeństwo, którym chętnie się zajmowała.

-Dziewczyny proszę…- Yuno swoim miękkim i jedwabistym głosem, który był lekko zmieszany, wręcz je błagała by o to nie pytały.- To skomplikowane…- westchnęła po chwili ciszy w której 3 pary oczy wymuszały wręcz kontynuowanie opowieści.

-Jak to skomplikowane?!- Tośka zmarszczyła brwi, była najmłodsza z całego towarzystwa i pomimo to że rozumiała tyle co one to czasem udawała idiotkę.

-Bo ja chcę żeby on sam mnie poprosił o to bym z nim była, a nie żeby to robił dla tego że mu tak każą…- powiedziała spokojnie. Dziewczęta słusznie się załamały.

-Niech zrozumiem… Zrobiłaś zamieszanie na cała rodzinkę, sprawiłaś że pradziadek, prababcia i dziadek przewracają się w grobie, babcia się załamuje, a wszyscy pozostali poza twoim ojcem przez miesiąc chodzą smutni bo nie mogłaś się zapytać czy Men się z tobą ożeni z miłości?!-Keli zbierała się z twardej, drewnianej podłogi z miną „ty se chyba, kuźwa, żartujesz!”.

-Mniej więcej- Yuno uśmiechnęła się słodkim uśmiechem Asakurów. Tośka patrzyła na nią z miną mordercy, Keli strzelała z oczu piorunami, a Winter patrzyła z załamaną miną mówiącą „poważnie!?”.

-Wiesz co, ja słyszałam wiele głupot, ale czegoś takiego to i u mnie w wiosce nie wymyślili…- niebieskowłosa przejechała sobie ręką po twarzy.

-Wiesz, nie chcę cię martwić, ale Men prędzej dojdzie na piechotę do Słońca niż przyzna się że cię kocha…- Tośka gryzła sobie słomkę od napoju.

-Nie mówiąc już o tym że zachowałaś się cholernie samolubnie! Nawet jeśli Men się nie przyznaje to wiadomo ze cię kocha!- Keli walnęła pięścią w stół.- Pomyślałaś co on poczuł?! Na jego miejscu bym z ciebie zrezygnowała i poszukała kogoś innego, co powinien zrobić twój ojciec a nie męczyć się z tą…- czarnowłosa zaczęła swój standardowy wykład, tak jak matka uważała że Anna jest wredną krową i podziwiała Yoh, czyli swojego wujka, że z nią wytrzymał, ze nadal się jej słucha i ze jej ani nie uderzyła,ani co ważniejsze nie zabił, na co one miały ochotę po miesiącu widywania Anny przez 3 godziny. Keli posunęła się dalej niż matka i otwarcie mówiła co myśli o dawnej Kyoyamie.

-Weź zażyj leki na uspokojenie i gardło…- westchnęła Antonina. Tutaj mała ciekawostka, pomimo że jej matka przekonywała ją do Anny ta podzielała zdanie Keli, ale zachowywała to w niewiedzy przed Anną, oczywiście na prośbę matki.

-Przestań jeździć po mojej matce…- westchnęła Yuno.

-Tam nie ma po czym jeździć- powiedziała złośliwie czarnowłosa.- Do prawdy twoja matka ma rozmiar A0 czy jak?- no cóż dziewczyna miała już 17 lat, a jej dekolt był wielkości E, więc nie było za bardzo jak jej dogryźć w tym temacie. Resztę dnia spędziły na pogadankach o różnej tematyce począwszy od faktu iż większość dziewczyn wypycha sobie stanik zakończywszy na ulubionym zwierzęciu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Też was, mordeczki, kocham^-^

 Antonina Dithel

 Yuno Asakura

 Winter Usui

 Keli Asakura

 Nina Tao

Men Men Tao

Opowieść Miki 4

„Czasem zamykam oczy i próbuje sobie coś przypomnieć…

-Co wtedy widzisz?

-Tylko Ciebie…”

Słońce wstało oznajmiając wszystkim że pora się zwlec z łóżeczka i zjeść śniadanie po czym ruszać do Rejketsuo. Maja, Gumi, Kaja, Hinata i Uniko siedziały już u Miki, która robiła śniadanie, a ponieważ miała „dzień dobroci dla niedorozwojów umysłowych, którzy w większości przypominają zwierzęta”, to robiła je i dla wesołej gromadki. Anna zeszła na śniadanie, Gumi i Maja ciepło ją przywitały, Uniko, Kajka były zajęte, natomiast Miki, jak i Hinata rzuciły jej nieprzyjemne spojrzenie. Hinata była na nią zła z powodu takiego ze śmiała być wartościowa w oczach Zeke’a, a Miki zawsze miała coś do tej dziewczyny (OSTRZEŻENIE!!!! Nie, nie uskuteczniam hejtów na Annę, ale postanowiłam że Miki i Anna nie będą za sobą przepadać, a wręcz będą sobą gardzić, opisuję tu jaki na początku miałam stosunek do Anny). Obie zawsze reagowały na siebie jak demon na anioła… Nienawidziły się, ale problemem były ich charaktery. Anna zawsze szefowała, zawsze byłą silniejsza, ale kiedy spotkała Miki to się zmieniło. Dziewczyna szybko dała jej do zrozumienia że przy niej jest słabiakiem. Niestety blondynka nie umiała się z tym pogodzić i nadal próbowała rządzić Miki, ta zazwyczaj ją ignorowała, lecz gdy pewnego dnia Anna ją mocno zdenerwowała, Kyoyama została ożywiona, a po chwili, z wielką raną w brzuchu i złamaną ręką, odwieziona do szpitala.

- No proszę już gotujesz? Myślałam ze zwierząt nie wpuszczają do kuchni.- Anna patrzyła na Miki z wyższością.

-Anno tak tanie zagrywki? Ale mogę pobawić się w twoją grę, a teraz wypieprzaj.- uśmiech brunetki był słodki, ale głoszący że za chwilę obedrze blondynkę ze skóry.

-A niby czemu? Wjechałam ci na ambicję?- zaśmiała się blondynka.

-Nie skoro zwierzęta nie mają wstępu do kuchni to won głupia krowo- warknęła Miki. Anna zacisnęła pieści.

-DOŚĆ TEGO!- warknęła, a za nią pojawiły się jej.- Prosisz się o to od mojego przyjazdu!!!!

***

Yoh i Hao szli tłumacząc kuzynce że ani Ren, ani młoda Makoya nie nadają się do związków, a już na pewno nie ze sobą nawzajem. Byli już prawie pod domem dziewczyny, kiedy nagle usłyszeli odgłosy walki. Bliźniaki pobladły i prawie rzucili się na drzwi do domu. Powstrzymała ich Dara łapiąc za koszulki na karku.

-Spokojnie, to tylko Miki… Ciekawe z kim walczy….- zaczęła się zastanawiać, a chłopcy wykorzystując ten fakt wyrwali się jej i wpadli do domu. Yoh prawie padł na zawał widząc jak Anna nasyła na Miki shikigami. Ta jednak się uśmiechnęła i po sekundzie powietrze przecięła katana. Po duchach Anny nie było śladu, śmiech brązowookiej rozbrzmiewał po domu, przerażając większość gości.

-Łał…. Nasłała je na Miki 69 razy, całkiem sporo.- powiedziała Gumi pijąc kawę z kubka z namalowanymi Vocaloidami. Yoh zbladł bardziej i prawie padł, Hao, jako dobry brat, złapał swojego młodszego(o 10 sekund, ale zawsze) braciszka i patrzył na to z szeroko otwartymi oczętami.

-Nadal jesteś tak żałosna jak byłaś.- wszyscy patrzyli zszokowani na to zajście.

-Taa… Z rodziną najlepiej na zdjęciu i na środku żeby cię potem nie wydarli…- burknęła Maja pijąc herbatę i jedząc gofry.- A właśnie, śniadanie jest zrobione…- powiedziała do wszystkich.

-A co jest?- Dara pomimo że na prawdę przejmowała się obiema przyjaciółkami wiedziała że ani jedna, anie druga nie ma zamiaru pozabijać się nawzajem. Więc zachowała spokój, wiedziała że jak się wtrąci to ONA mocno oberwie, a nie miała na to ochoty, inna sprawa ze przez to mogłaby mieć zabranego ducha na jakiś tydzień czy dwa…

-Gofry.- odparła spokojnie długowłosa blondynka.

Po tym wszystkim Yoh jak ostatni idiota próbował powstrzymać nadciągającą apokalipsę, no i mu się nawet udało, ale co oberwał to jego, a dostał dość mocno… No cóż… Wróżmy do tematu który zaczęłam czyli… Jak w końcu zebrali swoje tyłki i poszli do szkoły. Anna i jej kuzynka, jak można było przewidzieć, strzelały w siebie piorunami i mordowały wzrokiem. Wszyscy inni gadali sobie spokojnie, no poza Haosiem który pomagał Yoh. Dara gadała z resztą strasznej paczki z Polski, a wesoła gromadka szła gadając na każdy temat jaki mógł być. No ale cóż, nic nie może być dobrze kiedy ktoś z rodziny Asakura się na coś uprze, a teraz najmłodsza z tej rodzinki stwierdziła że Ren i Miki są sobie przeznaczeni i jak można przewidzieć podeszła do młodego Tao, bo Makoye  znała za dobrze i wiedziała że jak się ktokolwiek zbliży to zginie.

-No to…- zaczęła rozmowę słodkim tonem- Co sądzisz o Miki?-popatrzyła na Rena błyszczącymi oczkami. Ten miał minę której nie da się opisać, nazwijmy ją lekko załamaną.

-Jest agresywna, wredna, zarozumiała, silna, tajemnicza i …. dziecinna- ostatnie powiedział z dziwnym niesmakiem. Dara stała tam z oczami jak talerze i podkówką na twarzyczce.

-Ale jest ładna, nie?- próbowała dalej, no cóż, zgadzała się z opisem dziewczyny, ale wiedziała że ma też dobre strony…

-Ta…. I co?- chłopak widocznie miał ochotę przerwać rozmowę, a najlepiej odejść od natrętnej Asakury, ale niestety nie ma tak łatwo, jak ta się uprze to i górę przesunie.

Dziewczyna dalej męczyła chłopaka, aż w końcu przybyło wybawienie w postaci wielkiego budynku szkoły. Na dziedzińcu było bardzo wiele osób, a jeszcze więcej zmierzało w kierunku placówki. Ludzie z niedowierzaniem patrzyli na wesołą gromadkę, no cóż… Nie zawsze widzi się bohaterów którzy uratowali cały świat… No a po tym krótkim zachwycie pobladli jak papier na widok Zeke’a i Hao, jakaś dziewczyna nawet zemdlała. Natomiast pewna białowłosa dziewczyna o czerwonych oczach zasłoniła usta i patrzyła na to przerażona. No cóż… Ale teraz akcja zostanie przekierowana w stronę trzech osóbek.  Chłopaka o biało-czarnych włosach i szarych oczach, i bliźniaczek jedna o blond włosach i brązowych oczach, a druga o czarnych włosach i niebieskich oczkach. Wszyscy uśmiechnęli się do siebie na widok Uniko, Mai, Kai. Hinaty, Gumi i Miki. Dziewczęta zaczęły iść w ich stronę, spod ich sukienek wyrosły, malutkie, średniej długości ogonki zakończone niczym symbol pik. Chłopak szedł za nimi szykując bagnet (rodzaj broni…. Wpiszcie w google jeśli jesteście ciekawi, ale to taki jakby nóż…). Uniko spojrzała na nich i rozpoznała ich w mgnieniu oka, dziwiło ją jednak że tak mało się zmienili. Odwróciła głowę niby naturalnie, ale szeptem ostrzegła swoje przyjaciółki. Uśmiech, kpiący i przerażający, który zagościł na ustach każdej z nich przeraziłby samego diabła. Po chwili zauważyły jeszcze kilka osób które zmierzały w ich stronę, lecz oni mieli na głowach kaptury.

-Jakie to urocze.- szepnęła Hinata szykując swoje talizmany.- Próbują nas wziąć z zaskoczenia.- zaśmiała się.

-To już się robi nudne- westchnęła Maja poprawiając swoje rękawiczki bez palców sięgające jej do łokci.

-Taa….-Atakują nas już po raz 93 odkąd skończył się turniej…- Uniko szykowała swój łańcuch.

-Przynajmniej się nie nudzimy….- Kaja wyjęła z woreczka małą laleczkę w kostiumie pokojówki.

-Wolałabym oglądać jakiś występ Vocaloidów niż z nimi walczyć….- burknęła niezadowolona Gumi zakładając na szyję słuchawki.

-Nie marudźcie… Zawsze mogło być gorzej….- zaśmiała się Miki szykując brelok w kształcie kosy.- Czas się troszkę zabawić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Eeee… No cóż… Jutro święta, jej….

A więc życzę wam wszystkim Wesołych i radosnych świąt spędzonych z najbliższymi wam osobami, cudnych prezentów, smacznego karpia… Nie jestem najlepsza w składaniu życzeń… No i tylko tyle mam wam do powiedzenia że… Nie mogę się doczekać nowego cudnego roku… Który przybliży mnie do 18 ._. Zmieniam zdanie niech ktoś zatrzyma czas ;~;

Opowieść Miki 3

Wszyscy stali i patrzyli się na trójkę mieszkańców domu oraz na ich rodziców. Dara z uśmiechem przywitała się z Gumi i Leo, Miki mordowała ją wzrokiem, a ta i tak ją przytuliła na powitanie.

-Kto przerywa mi American pie!??!?!?!?!- do przedpokoju wpadła Kaja z pijaną na ustach(w przenośni). Przeleciała po wszystkich wzrokiem, który spoczął na bladym jak papier Choco.-TY?!?!?!?!- zawarczała niczym buldog. Niedoszły komik zaczął szukać drogi ucieczki, ale nie udało mu się to, czerwonowłosa skoczyła na niego, powstała wielka chmurka i po chwili Choco leżał na ziemi na brzuchu, a Kaja tuliła go w szyi leżąc mu na plecach.- Już mi nie zwiejesz! Złapałam cię i nie puszczę!

-Kaja zabrudzisz mi dywan jego krwią to cię posiekam, ożywię , posmaruje miodem i puszcze do os lub niedźwiedzi, a wy nie stójcie jak ostatnie sieroty bo wszystkim przywalę.- warknęła Miki i poszła do pokoju.

-Napijecie się czegoś?-zapytała głowa domu, czyli( Nie chce mi się wymyślać imienia dla matki;-; wiec będzie pierwsze lepsze) Alice matka Miki, Leo, Marty i adoptowana matka Gumi.

-Wszyscy napijemy się herbaty- powiedziała jedyna niezdenerwowana całą sprawą czyli Dara. Wszyscy weszli do salonu w któym siedziała poza mieszkańcami i Kają która już widzieliśmy Maja, Uniko o czarno-zielono-szarych włosach oraz Hikari. Kaja tuliła mocno Choco i całowała go po całej twarzy.

-WEJŚCIE SOBIE POKÓJ!!!!!- warknęła w końcu Maja wywalając ich do jednej z wielu sypialni gościnnych.

-Mam dziwne wrażenie że jeśli tam będą sami to Kaja nam kiedyś wyjdzie z wesołą nowiną że jest w ciąży… Poza tym skoro ty ich tam wywaliłaś ty to sprzątać będziesz.

-Shit happenes…-burknęła Uniko jedząc paluszki. Spojrzała na nich zimnym jak tyłek pingwina wzrokiem niebieskich oczu.

-Dobra siadajcie, Anna za chwilę przyjdzie, a ty moja droga Daro…. Ty idziesz ze mną po więcej żarcia. Młoda Asakura przełknęła ślinę i z uśmiechem „za chwilę zginę śmiercią męczennika” po szła za Makoyą.

-AŁA!!!!!!!- po całym domu dało się słyszeć smutny krzyk bólu Dary.- Za co!?- potem już nie można było usłyszeć odpowiedzieć. Po chwili weszła Makoya z zastawą herbaty, a potem Dara z tacą pełną przekąsek i guzem na głowie, a z oczek płynęły strumienie łez. Za nimi weszła Gumi z słuchawkami na głowie, lekko podrygując i niosąc tacę z resztą przekąsek. Nastała cisza jak makiem zasiał. Ryo zostawał wgnieciony w ziemię przez Uniko która dawała mu tym jasno do zrozumienia że ma nawet się do niej nie odzywać. Cisza trwałą ,i trwałą, i trwała aż tu nagle trzask drzwi. Do domu weszła Anna.

-Dara mówiłam Ci że masz go pilnować! Wyszedł a jest jeszcze słą…by…- dokończyła blondynka która podtrzymywała… Hao Asakurę, prawdziwego Hao Asakurę który krwawił.

-Anna… Co ty robisz..?- Yoh miał minę pobitego pieska.

-Ej te cykor że cię zdradza uspokój swoją chorą wyobraźnie, a jego na stół i to szybko!- warknęła Gumi. Uniko wstała i podeszła do stołu po czym zaczęła go operować, po chwili rana chłopaka była oczyszczona i zszyta.

-No, no, co to za zebranie..?-zapytał ich rozbawiony głos. Miki powoli się odwróciła i ujrzała Zeke’a… Uśmiechnęła się i rzuciła na niego by go przytulić. Długowłosy zdziwił taką reakcją dawnej uczennicy, ale pozwolił na to, po Makoyi podbiegła Hinata i również go przytuliła.

-Oboje się obudzili… Jej…- Dara miała wypisane na twarzy że jest średnio zadowolona. Z jednej strony jej prawdziwy kuzyn się obudził i teraz będzie z nim wszystko okej, ale z drugiej jej przodek żyje i ma się całkiem dobrze, dodatkowo ma po swojej stronie dwie z kilku najsilniejszych szamanów świata, a to już jest powód do zmartwień…

-NO BEZ JAJ!!! TO ZEKE JESZCZE ŻYJE?! I JESZCZE TO JEST PRAWDZIWY BRAT YOH!? NA LITOŚĆ ŚNIEŻNYCH NIEDŹWIEDZI CO TU SIĘ WYRABIA?!?!?!?!?- najwidoczniej było to za dużo informacji dla Horo.

-Welcome to the dark site we have cookies and brain fuck- zaśmiała się Uniko.

-CO ONA DO MNIE ROZMAWIA!?-zakwilił niebieskowłosy.

-Wszyscy spokój!!!!!- Maja nie wytrzymała.- Wszyscy spokój bo jak pizgnę to znajdzie cię się pod mauszką Rosją!!!!!

-Eeee… Przepraszam…-pisnął Hao.- Mógłby ktoś pomóc mi wstać i podejść do kuzynki..?-wszyscy patrzyli na niego. Wyglądał niewinnie, niczym porzucony szczeniaczek z kolcem w łapce podczas burzy z błyskawicami, gradem, deszczem i śniegiem jednocześnie. Gumi podeszłą i pomogła chłopakowi.

-Witaj w domu wariatów, kaftanik i wpierdziel za darmo, potem już płatnie-zaśmiała się na widok przerażonej miny chłopaka w który to najwyraźniej uwierzył, nic dziwnego nie uważacie? Wszyscy zajęli się sobą. O dziwo powstało ze tak to ujmę mini przyjęcie. Choro, który w końcu wyrwał się Kaji i siedzi cały w szmince, Ren, Horo i Yoh pili jakieś soki. Ryo całkiem dobrze dogadał się z Uniko i aktualnie gadali o motorach. Anna wrzeszczała na wszystkich poza Ryo i Mantom. Manta dogadał się z Martą która go i tak ściskała biorąc za chibi człowieczka, ale i tak się dogadali i grali sobie w jakąś grę planszową. Maja i Gumi oglądały jakąś komedię. Hinata gadała z Zeke’am, Ho patrzył na rozwścieczoną Annę, a Dara po kolei siadała i gadała ze wszystkimi. Miki usiadła obok Rena i piła fantę z puszki.  Chłopak patrzył na nią zaciekawiony, tak jak pozostałe dziewczyny, poza Darą, miała na sobie szorty i fioletową bluzkę, stroje dziewcząt różniły się jedynie kolorami. Włosy związała w wysoki kucyk i zmyła makijaż.

-Co się tak na mnie gapisz jak na małpę w zoo?-warknęła w końcu. Chłopak lekko się speszył, nie chciał żeby zauważyła jak na nią patrzy.

-A co nie wolno? Mam oczy to patrzę, masz problem?-odwarknął.

-Nie, ale ty za chwilę możesz mieć bo nie będziesz mieć oczu.- uśmiechnęła się sadystycznie pokazując swoje ostre, pomalowane na czarno, paznokcie. Ren patrzył na nią z niewzruszoną miną, nie wierzył że by go chociaż zaatakowała, a tu niespodzianka. Poczuł na policzku lekki ból i spływającą ciepłą substancję. Miki oblizywała paznokcie z krwi…. jego krwi… Złapał się za polik i patrzył na nią z niedowierzaniem.

-Słodka…- uśmiechnęła się do niego.- Ty z tą miną też jesteś słodziaśny.- wstała i odeszła. Ren siedział i patrzył za nią zaskoczony. Dara podeszła do Anny z miną kotka.

-Renowi chyba spodobała się twoja kuzynka.- powiedziała lekko podekscytowana. Wzrok blondynki mówił jedno, że wcale w to nie wierzy, lecz znała Darę za dobrze by nie wiedzieć co ta kombinuje.

-Dara nawet nie próbuj, błagam. Ren był jedną z osób które pomogły Yoh zabić, a raczej niby zabić jak widać, Zeke’a. Poza tym Miki od pięciu lat jest w nieszczęśliwej miłości, a sześć lat temu straciła pamieć, daj rzesz spokój bo to nie wyjdzie… Poza tym Ren ma kłopoty z wyznawaniem uczuć nawet przed samym sobą… Więc nawet nie próbuj…- Anna gadała takie mądre argumenty, lecz Asakura wcale, a wcale nie słuchała, za punkt honoru uznała sobie zrobić parę z tej dwójki.

Koło północy wszyscy zostali zmuszenie do umycia się i pójścia spać w pokojach gościnnych. Ustalono że Hao i Yoh będą spali u Dary, reszta zostanie u Makoyi, no poza Choco którego Kaja zmusiła do zamieszkania u niej. Tak minęło im szesnaście dni, codzienne kłótnie, walki na słowa, pieści, oraz treningi, posiłki i relaks, czasem i zwiedzanie. Aż tu we wtorkowy poranek przyszły listy z Rejketsuo szamańskiej szkoły w Polsce, jednej z wielu na świecie, znajdowała się niedaleko ich domów, więc postanowili się tam przejść, ale dopiero od poniedziałku, więc na razie dalej mogli leniuchować, kłócić się, wygłupiać i romansować, to odnosi się głównie do Kaji.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Okej… Więc… Dedykacja dla Dary i … No cóż zapraszam na next ^^