SK Flowers.

NIEKTÓRE IMIONA, WYGLĄD I RODZICE ZOSTALI ZMIENIENI.

Powoli otworzyłam oczy. Widok pomarańczowego sufitu nie był mi nieznany, widuję go codziennie od 14 lat. Powoli wstałam i ujrzałam pomarańczowe ściany, patrzyłam prosto na drewniane biurko z przyborami, książkami i zeszytami do szkoły oraz kwiatkiem. Westchnęłam i sięgnęłam po telefon leżący na szafce nocnej. Była godzina 8:15, na 10 mam być w szkole na zakończenie roku. Wstałam i poszłam do łazienki, miałam takie szczęście że nigdy nie była zajęta jak wstawałam. Mamcia Tamao i Wujek Ryo wstają około 6 bo muszą ten „zajazd” wielkości małego stadionu dzięki prezentowi od mamy mojej cioci dla mamy… Spokojnie weszłam do pomieszczenia i umyłam się, podeszłam do lustra i spojrzałam w nie. Miałam idealny nosek ani nie za mocno, ani nie za lekko zadarty, moje, blond włosy sięgały mi do pasa, a brązowe oczy były duże i błyszczące, każdemu przypominały oczy mojego taty. Zaśmiałam się i uczesałam, potem związałam włosy w warkocz. Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju, podeszłam do szafy i wzięłam z niej naszykowany mundurek z żakietem.  Ubrałam go i usiadłam na koto-pufie by założyć skarpetki.

-Sądzisz że na prawdę dziś przyjadą..?- usłyszałam głos mojego brata. Nie byłam zaskoczona, słyszałam jego myśli, wiec wiedziałam że idzie.

-Obiecali…-odparłam. Chłopak parsknął kpiącym śmiechem, spojrzałam na niego. Był wyższy ode mnie jakieś 5 centymetrów, był też o rok starszy. Miał blond włosy i… tylko to różniło go od ojca, nawet nosił mandarynkowe słuchawki jak on.

-Na prawdę myślisz ze dotrzymają obietnicy?- patrzył na mnie tym swoim specyficznym spojrzeniem.

-Tak…- odparłam spokojnie. Pomimo wyglądu mój brat był… zamknięty w sobie, drażliwy, trochę agresywny, nerwowy, ale najbardziej lubił mieć święty spokój. Ja natomiast byłam raczej opanowana, wesoła, miła i wierze w to co ojciec, czyli „nie ma sensu przejmować sie tym na co się nie ma wpływu”. Skończyłam się ubierać, wzięłam moje ukochane medium, oraz niebieskie słuchawki w żółte kropki, telefon no i portfel. Na dole już było czuć zapach z restauracji. Może opiszę jak to działa. Ten budynek jest „dla rodziny i pracowników”, ale tylko piętro. No znaczy na dole jest jeszcze pokój Ryo i Mamci Tamao, oraz jej córki, która pracuje tu jako kelnerka, jak ja w weekendy, po szkole i w wakacje. Poza pokojami „pracowników”  jest tu też duża restauracja, a na górze pokój mój, Hany i rodziców.

-Hej Yuriko!- zawołała wesoło Kotori, córka Tamao i przyjaciela taty Jack’a. Była ona dziewczyną o ciemno fioletowych oczach i różowych, w miarę długich, włosach.

-Cześć, jak tam?-zapytałam siadając przy stole za barem.

-Jak zawsze urwanie głowy.-podała mi owsiankę.- Już idę!- krzyknęła do nowo przybyłych osób. Położyła na tacy filiżanki z kawą i naleśniki. Wzięła tace i poszła do jakiegoś stolika, zauważyłam ze Hana wychodzi z tostem w ustach, jak zawsze oleje nawet rozdanie świadectw, a tak się starał w tym roku, nic nie musiał poprawiać.. Wiem ze choć się nie przyznaje, też liczy że przyjdą… Westchnęłam i zajęłam się jedzeniem, wzięłam do rąk dziennik i zapisałam małą notatkę. Poszłam umyć miskę, wpięłam we włosy spinkę w kształcie niebieskiego słonecznika z żółtym wnętrzem którą dawno temu dostałam w prezencie od mojego taty. Poprawiłam mundurek i żegnając się z Mamcią i Wujkiem pobiegłam do szkoły. Szłam spokojnie słuchając muzyki i pisząc z przyjaciółkami i kuzynostwem. Mają dziś przyjechać. Oni mają specjalny domek, dość duży żeby wszyscy się zmieścili, no cóż dość ich dużo…  22 osób…. znaczy 2 mieszkała z nami, ale pojechali do gastronomika z internatem, wracają na wakacje.

-Witaj Yuriko-przywitał mnie duch, kiedy szłam obok cmentarza. Był to blady chłopczyk o szarych włosach i niebieskich oczach.

-Hej Usagi-odparłam stając przy nim, zawsze wychodzę wcześniej żeby z nim pogadać.

-Późno idziesz do szkoły-zauważył. Zaśmiałam się lekko, niewiele duchów zwraca uwagę na datę, bo po co im to? Dni już ich nie obchodzą…

-Dziś jest zakończenie roku…-powiedziałam.- Jest Hana?-spytałam patrząc w stronę strasznego wzgórza, gdzie zaczęła się przygoda mojego ojca.

-Był na chwile a potem sobie poszedł, pewnie wróci później… -powiedział i popatrzył na mnie.- Ładnie ci w takim mundurku-uśmiechnął się.- Idź już bo się spóźnisz…- patrzył na mnie dalej, uśmiechnęłam się wesoło, pomachałam mu i poszłam.

Jak można było się spodziewać ceremonia była nudna. Kilkoro uczniów wygłosiło mowę, potem dyrektor mówił o obozach letnich, o zarządzie uczniowskim i o wynikach egzaminów. Potem poszłam do swojej klasy po świadectwo, a potem do Hany po jego świadectwo. Miał rację i rodziców nie było, ale nie mogli się dostać na samolot, cóż wiem jaką mają pracę i nie byłam zła. Choć… Było mi smutno, jednak wiem że takie zadanie dał im Król Szamanów. Zakichany debil mym skromnym zdaniem.

Po odniesieniu dyplomów, zostaniu wytarmoszoną przez mamcię Tamao za świetne wyniki, przebrałam się w rybaczki i żółtą tunikę na ramiączka, oraz trampki na koturnie o które walczyłam i w końcu się wściekłam to się poddali. Wzięłam saszetkę i dopięłam ją do paska, wpakowałam portmonetkę, telefon, włożyłam MP3 z podpiętymi słuchawkami założonymi na głowę i poszłam.

Siedziałam na strasznym wzgórzu, lubiłam to miejsce tak jak ojciec. Obok mnie ktoś usiadł, uśmiechnęłam się do ducha. Ludzie boją się tu przychodzić, nawet szamani się ograniczyli, ale ze mną duchy nie zadzierały głównie z faktu iż jak mamusia jestem itako.

-No i jak?-miękki, męski głos. Pomimo że Odo był yokai* nie jest jakiś wredny, znaczy dla innych tak, ale dla mnie nie. Chłopak miał dość długie, białe włosy z czerwonymi pasemkami oraz czerwone oczy.

-A dobrze, rodziców nie było, brat mi zwiał przez co w domu jest wojna, a ja zapomniałam kupić gumy do żucia… – westchnęłam i oparłam o niego. Pogłaskał mnie.

-Wiesz że mają pracę… Dobra to tekst dla Hany…- powiedział bawiąc się moimi włosami.- Wiem że ci smutno, może do nich zadzwoń?

-Rozładowała im się bateria, a nie mają gniazdka… Ale przyślą mi dziennik-uśmiechnęłam się słodko. Chłopak się zaśmiał.

-No, no, no…- poczułam jak bym dostała deską w łeb.-Czyż to nie Asakura-Brzydula.- trzymajcie mnie bo zabije jak psa! Spojrzałam na rudowłosą dziewczynę o niebieskich oczach. Dziewczyna z mojej klasy i… Kolejna, powiedziałabym że biedna ale z tą zdzirą to nie działa, powalona dziewczyna od wyrzutków.

-Frida wypierdzielaj stąd bo jak ci zajadę z klątwy to się przez rok nie pozbierasz suko-zawarczał Odo na dziewczynę.

-Morda w maskę sukinkocie- odburknęła. Nasze piękne warczenie które odbywało się już od pół godziny, a duchy robiły zakłady a Odo przyznawał punkty.

Kiedy mówiłam jej ze hipopotam z zoo prosił o zwrot wagi to nagle na niebie otworzyła się jakaś wyrwa. Obie spojrzałyśmy na to zaciekawione, a po chwili rozbiegłyśmy się w różne strony bo najpierw zleciała wielka kula bawełny lub lenu, a potem ludzie, a na koniec dziwne coś wyglądające na demony, pięknie bo mało się tego dziadostwa plącze…

-Co do?!-zapytałam kiedy obok mnie wylądował duch, taaa… jest już dość ciemno, to zwykły zły duch… Kogo ja nabieram?!- Jasna Cholera!- wrzasnęłam i szybko zaczęłam uciekać, ale mam swoją moralność… Nie goniły mnie… Poszły do nieprzytomnych…przybyszy z nieba? Tak to dobre określenie. Mniejsza, nawet nie myślałam kiedy stworzyłam kontrolę ducha i złapałam złe duchy w siatkę z neuronów. Yokai jednak szybko się z nią rozprawiły, no cóż… To nowy atak nie czepiać się!

Pomimo wszystko dawałam sobie z nimi radę… No cóż, dawałam sobie dopóki reszta nie rozplątała się z siatki… Jasna cholera! Nie mogłam już sobie poradzić, nie wiem ile ich było.

-Dobra, dobra!- usłyszałam nagle, kiedy waliłam jednego który podszedł za blisko w miejsce które boli. Nagle wszystkie yokai zaczęły uciekać.  Niektóre chyba nie zdążyły, bo zostały wciągnięte w najciemniejsze miejsce. Potem, kiedy poza mną i nieprzytomnymi nie było nikogo z miejsca w którym zniknęły demony wyłonił się chłopak o ciemnej niczym karmel miał czarne włosy i czarne oczy, z głowy wystawały mu rogi.

-H…hej -przywitałam demona. Znałam go, był to „stróż” mojego narzeczonego.

-Ah! Yuriko!-podszedł i pocałował moją dłoń.- Jak miło cię widzieć, Men właśnie szedł do ciebie razem z Leo i Luną. Co tu się tak właściwie stało?- rozejrzał się.

-No… Więc zobaczmy… Kłóciłam się z Fridą od wyrzutków, no i nagle niebo zostało…rozerwane..?-bardziej zapytałam niż powiedziałam.- No i wypadły Yukai i… I ci ludzie!- nagle sobie o nich przypomniałam i pobiegłam do nich. Tam już chodziła 3 osób, Leo, Luna i Men, gdy ten ostatni mnie zobaczył podbiegł do mnie i mnie przytulił. Men Tao był moim narzeczonym miał 14 lat, tak jak ja. Postawił mnie z powrotem na ziemi skłonił się i ucałował moją dłoń.

-Jak zawsze wyglądasz pięknie, moja droga Yuriko.- podał mi kwiat białą różę, mój ulubiony kwiat. Uśmiechnęłam się.

-Cześć Yuriko- Leo i Luna jak zawsze mówili równocześnie. Oboje mieli brązowe włosy, dziewczynka związała je w kitki, a chłopak związał je w kitkę. Oczy mieli złote, lecz chłopiec miał spokojne spojrzenie, a dziewczynka miała je raczej łobuzerskie i pewne siebie.

-Hej, łał urośliście jakieś 15 centymetrów! A gdzie Nina?-zapytałam ignorując nieprzytomnych.

-A no wiesz…. Wolała jeszcze coś załatwić, będzie za parę dni. A kim są oni?-zapytał patrząc na nieprzytomnych.- A przede wszystkim… Gdzie są?!-szybko przyciągnął do siebie rodzeństwo i mnie. Nie było to dziwne, liczba nieprzytomnych zmniejszyła się z 17 do 10. Zbladłam i szybko stworzyłam kontrolę ducha.

-Spokojnie…-powiedziała Luna.- Oni są na drzewie, na tamtym budynku i w krzakach…- wszyscy na nią spojrzeliśmy.- No co? Venona już dawno uwięziła ich duchy.

-Adikol zatruł ich broń, jeśli dużej ją potrzymają to zasną.- Leo poprawił ramiączko plecaka.

-No a Asriel ich spokojnie wywali z kryjówek…-powiedział Men kładąc rękę na moim ramieniu.

-ŁAAAAA!!! PAJĄKIIIIII!-zakwilił ktoś z krzaków. Wszyscy tam spojrzeliśmy. Chłopak miał na sobie szorty i granatową koszulkę, miał niebieskie włosy i czarne oczy. Oczy nam się rozszerzyły, no cóż… Jeśli pozostali to ci o których myślę to przysięgam że sprawdzę skład mojej owsianki zanim ją zjem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Taaaaa…. Mam nadzieje że się podoba…. Pozdrawiam…

*Japońskie widmo, złe duchy takie jak ogniki, lub taki nasz bazyliszek

1 Komentarz

  1. Okej… Ja sie chyba troche pogubiłam^^” chociaż rozdział długi i to sie chwali^^
    I wychodzi na to że teraz bedzie kolejna wersja dzieciaczkow Heh… Taaaaa….
    Hana:Tylko ja niezmiennie przystojny
    Taaa…eeee…
    Men*patrzy na Yukiro* Uuuu…*wyciąga do niej łapki£
    Je*face plam*
    Men:Um? A Yuno i Aleksja…? ;-:*mina serduszko mi sie dzieli na trzy* Yyyyyy;-;
    Je:No juz już… Cichaj…
    Men*wtula sie*
    Ren:Aha…
    A to co ona na to sniadanie jadła grzybki mung XD!?
    No dobra a tak na serio to kim tam na tym strasznym wzgórzu padało? Bo troche nie ogarniam XD
    Czekam na next^^

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.