Świat Miki, Myszką nazywanej cz.1- Gehenna, Piekło, Pandemonium jak zwał tak zwał zabierzcie mnie stąd na wszystkie żelki świata!!!

Każdy wschód i zachód słońca jest tak różny… Każda gwiazda tak inna… Pojedyncza osoba, nie ważne jak bardzo jest podobna do kogoś z wyglądu lub charakteru jest inna. Tak wiele można zauważyć kiedy ma się tak wiele czasu… Kiedy nikt nie zagaduje do ciebie, kiedy masz spokój… Patrzenie przez okno w klasie było moją ukochaną i jedyną rozrywką w tej budzie… Jak zawsze widziałam ich… Może uznacie mnie za wariatkę, ale mam już 16 lat, jestem w technikum, a moja psychika wysiada i ładnie mi mówi że oto tam na dachu mojej graficzno-modowo-cyfrowej budy stoją sobie postaci z gier, anime i innych tego typu rzeczy w które grałam, oglądałam lub czytałam. Chodzenie do psychologa wafla mi pomaga, westchnęłam i spojrzałam na nauczycielkę od matematyki. Niska, krótkie blond włosy, grubawa i charakter suki… Nie ma to jak się wyżyć na 30 nieletnich którzy niestety nic nie mogą jej zrobić, poczekaj aż będę starsza, tak ci z laczka przyjebie że się nie pozbierasz… Z tak pozytywną myślą poszłam i rozwiązałam jej przykład z rysowania funkcji liniowych.

Resztę lekcji jakoś przetrwałam, przerwy tez minęły mi dość miło, miałam tam jakiś przyjaciół w tej szkole. Najczęściej zadawałam się z … Cóż może będę mówić ksywkami… Izayą, krótkowłosą dziewczyną w okularach, o niebieskich oczach, jest dość niska, rozgadana dość łatwo się denerwuje, ale jest na prawdę miłą i zabawna. Shizuo wysoką szatynką o brązowych oczach, oraz z Kuro i Popi. Kuro ma czarne włosy i zielono-piwne oczy, jest w połowie chińczykiem, a Popi jest chuda, niska, ma krótkie brązowe, pofarbowane od spodu na niebiesko, zawsze nosiła coś czarnego i często na jej stopach były glany. Powrót do domu był czymś czego nienawidziłam… Założyłam swoją jeansową kurtkę, plecak wrócił na swoje miejsce na moim kręgosłupie, wcześniej jednak ze średniej kieszeni wyjmując nauszne słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i żegnając się wyszłam ze szkoły. Na dzień dobry wpadłam na Tao Rena z Shaman kinga, zabiłam go wzrokiem i poszłam dalej omijając pozostałe postacie z tego animca. Dziwiło mnie to że było ich dziś bardzo dużo… O wiele więcej, jak zawsze tylko ja ich widziałam… Nosz cholera jasna, kto wymyśla to gówno!?

(-Że co słucham?!

-Miki uspokój to swoje ADHD czy co masz…- szkielet znany każdemu z gdy Undertale podszedł i położył kościstą dłoń na ramieniu Autorki- A poza tym… Witajcie drodzy czytelnicy… Jak widzicie to co w nawiasie to tak zwane „jebanie 4 ściany” które autorka stosuje… Postacie, czytajcie Miki z opka, mogą nas słyszeć… Swoją drogą nie mogłabyś wymyślić jakiegoś innego imienia? To jest już nudne…

-Nie będzie nudne!- zaprotestowała autorka rzucając w kościotrupa poduszką.- Poza tym teraz nie będzie większości opowiadań…

-W sumie znając tego lenia to prawda…- wychylił się zza książki złotooki chłopak o wdzięcznym imieniu Ren.- Radzę ci szanuj życie, jak się ją wnerwi to małe, podszywające się pod kobietę coś potrafi przywalić konkretnie…

-Oboje się zamknijcie bo zabiorę tobie kethup!-zagroziła konkretnie wnerwiona autorka tego chłamu- a tobie mleko!- wskazała na chłopaka bez koszulki, czemu był bez koszulki? Bo ta brązowowłosa dziewczynka tak sobie zażyczyła, a co myśleliście, muszą być jakieś przyjemności z pisanie, nie? xD Jednak groźba podziałała i po chwili w pokoju rozlegały się tylko błogie dźwięki „Stronger than you” w wersji Friks z Undertale)

No tak… Nawet tego nie skomentuję… Weszłam sobie do mojego domku, rzuciłam teczkę na podłogę i padłam na łóżko. Leżałam tak dość długo, wiedziałam ze i tak ich zobaczę… Wnerwiłam się w końcu i spojrzałam na lewo. Siedział tam Sans obierając mandarynkę i gadając z Yoh i kimś tam jeszcze. Spojrzał w końcu na mnie, ja wstałam i zeszłam do kuchni gdzie czekało na mnie spagetty. Stąd wiem ze oni są najpewniej prawdziwi, albo ja jestem takim pojebem że zapomniałam ze to ugotowałam… Papyrus stał obok z uśmiechem… Tak typowy dla niego… Więc usiadłam i zaczęłam jeść, spostrzegłam że poza Papyrusem jest tu też Sans, Yoh i Amaimon co jest dziwne bo nawet Papy rzadko stoi przy mnie… Po chwili wiedziałam czemu… Wiedziałam dopiero po tym jak przestało kręcić mi się w głowie i w końcu prawie jebłam łbem o podłogę.

(Postać z nowego opka jebła butem w piękne, fioletowe drzwi z napisem „Autorka”. Podeszła do dziewczyny w okularach i złapała ją za ramiona po czym zaczęła nią trząść.

-CO NA MIŁOŚĆ ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI TO MA ZNACZYĆ!??!?!?!?!?!?!?-zawyła przeraźliwie.

-Że dosypali ci proszków nasennych… A teraz wracaj tam!!!!- Autorka wstała, uniosła nogę i wykopała postać z powrotem do opowiadania)

Nie wiem ile spałam, ale obudziłam się na dość miękkim materacu w dziwnym pokoju. Wstałam powoli trzymając się za głowę. Kurde co mi jest? Opiłam się piccolo, czy co? Jak będę alkoholiczką to tak entuzjastycznie powitam każdy poranek mego życia… Wstałam powoli i pisnęłam kiedy moje bose nogi dotknęły zimnej jak lód podłogi. To dało mi otrzeźwienie. Rozejrzałam się dookoła… Cóż szału nie ma… Szare ściany, czarne kafelki, szafa, umywalka, kabina prysznicowa z zasłonką, jakiś plecak, stolik, pufa i szafa. Na podłodze obok łóżka leżały grube skarpetki i martensy. Ubrałam odzież na stopy oraz obuwie, potem wstałam i podeszłam do plecaka. Otworzyłam ten worek i pierwsze co znalazłam to list zaadresowany do mojej amebowatej osoby. Otworzyłam go zaciekawiona o co może chodzić, bo mam nadzieje że nie jest to jakiś debil godny opowiadanka „uprowadzonej dla sexu*”. Wiadomość brzmiała tak.

„Witaj moja droga Myszko

Zapewne masz wiele pytań, na które z chęcią odpowiemy, lecz najpierw musimy cię poprosić o zaufanie nam i zdanie się na nas… Pomieszczenie w którym się znajdujesz jest twoim pokojem nam kilka następnych tygodni. Twoim jedynym zadaniem jest zdanie jak największej ilości testów, będziesz konkurować z innymi uczest…”

Zatrzymałam się w połowie słowa bo pokój… ruszył do góry… Może w dół, nie wiedziałam, dla tego szybko wróciłam do czytania listu, cóż wydaje się dość ważny… Dla jasności, nie nie bałam się że ktoś mnie porwał, miałam przeczucie ze będzie okej… Gdzie ja skończyłam..? A no tak! Tutaj!

„…z innymi uczestnikami, którzy jak ty są tutaj, macie oddzielne pokoje. Niedługo, jeśli nie w chwili w której czytasz ten list, zacznie się pierwsza konkurencja. Prosiby, zabierz plecak i ustaw się przed drzwiami, kiedy się otworzą biegnij ile sił będziesz mieć w nogach. Nie liczy się ilość zdobytych rzeczy, a czas, jeśli jednak skończysz wcześniej znajdź drzwi z liczbą 3 i przejdź przez nie, potem okaże się czy wygrałaś, albo czy przegrałaś, osoba z najmniejszą ilością zaliczonych przedmiotów zostanie odesłana do domu. 

Powodzenia i do zobaczenia moja droga Myszko”

Co to ma kurwa znaczyć?! Porywają mnie, przetrzymują wbrew mojej woli, rozbierają i ubierają w jakiś strój ala matrix… Moment co!? Spojrzałam na siebie, martensy, czarne leginsy, czarna bluzka z krótkim rękawem i cyfrą „3″ no i związane w warkocz włosy… Nie wiem kto to zrobił, ale mu przyjebie… Postanowiłam jednak posłuchać listu, zarzuciłam worek na plecy i stanęłam przed drzwiami w ostatniej chwili bo winda po chwili się zatrzymała. Wzięłam głęboki oddech i przyjęłam pozycję do biegu. Moje fioletowe włosy postanowiły się zbuntować i kilka kosmyków wyskoczyło z gumki opadając na moje czoło i jasnoniebieskie oczy, cóż… Tak czy owak nie mam czasu się tym przejąc.

-Zawodnicy!- nawet nie wiedziałam że są tu głośniki.- Po rozpoczęciu macie 10 minut na obejrzenie sprzętu lub znalezienie schronienia. Potem labirynt zacznie przemieszczać ściany, a stwory zostaną wypuszczone, jeśli natraficie na innego zawodnika możecie walczyć, uciec lub zostawić go w spokoju, jednak jedną, najważniejszą zasadą jest :Nie wolno wam się nawzajem zabić…- przełknęłam ślinę, może i moje życie jest delikatnie do niczego, ale bez przeginki co?-… Powodzenia!!!- rozległ się pisk, a drzwi powoli się otworzyły, nawet nie do końca a ja już wybiegłam, na początek miałam tylko 2 cele, kryjówka i przegląd sprzętu.

Zatrzymałam się po sprincie schowana za drzewami, bo one nie mogą się nagle ruszyć, nie? Usiadłam i zaczęłam przeglądać rzeczy. Cóż całkiem przydatne… Latarka, scyzoryk, zapałki… Ale byłą też broń, jakieś wisiorki, jojo i inne bzdety… No i woda i kanapki… Postanowiłam zjeść kawałek drożdżówki, a potem się rozejrzeć. Właśnie śledziłam dziewczynę którą widziałam przez gałęzie, miała czerwone włosy i szare oczy oraz dość ciemną karnację, ale nie jak afro-amerykanin, po prostu opaloną… Gdy nagle rozległ się głośny gwizd oznaczający upłynięcie tych 10 minut. Zdziwiło mnie to ze dziewczyna zaczęła zapieprzać jak na promocję w lidlu… Miałam właśnie ruszyć kiedy przede mną pojawiły się drzwi z kotkiem i biedronką, zdziwiona jak 7 diabłów złapałam klamkę, po czym przez nie przeszłam. Znalazłam się w ciemnym pokoju, widziałam tylko pomarańczowo-czerowne kafelki na podłodze.

-Witaj!- usłyszałam łagodny i melodyjny głos. Spojrzałam na … O jaja se robita?! Gdzie moje psychotropy! Ludzie widzę biedre z serialu „Miraculous biedronka i czarny kot”.- Nazywam się biedronka, odpowiesz mi na pewne pytanie?- spytała.

-Okej.- wzruszyłam ramionami i założyłam ręce na piersiach.

-Podasz mi imiona 4 kwami i powiesz czym są?- uśmiechnęła się lekko.- A potem powiesz mi jak nazwałabyś swoje? I czym by było?- dziwne pytanie…

-Cóż… Plagg jest kotem, Tiki jest biedronką, Nuru jest… motylkiem, albo ćmą… No i Weiji jest żółwiem… Swoje nazwałabym… Luna i byłoby wilkiem, albo Fung i byłby smokiem…- powiedziałam.

-Doskonale!- uśmiechnęła się dziewczyna i podała mi 2 klucze i 2 przypinki.- Powodzenia w następnych etapach!- i wypchnęła mnie z pokoju do miejsca w którym byłam, troszkę wredne z jej strony. Cóż… Przypomniało mi się że miałam w plecaku 2 worki, jeden narysowanym kluczem, a drugi z przypinkami, wyjęłam je i włożyłam dane przedmioty do odpowiedniego worka. Wstałam i ruszyłam szukając kolejnych drzwi, bo chyba właśnie to miałam zrobić.

Nie natknęłam się na nikogo i zaliczyłam chyba wszystko związanego z nadprzyrodzonymi stworami takimi jak diabły, demony, szatan, śmierć i tym podobne… Szłam i szłam, znudzona jak nie wiem co, przydałaby się muza… No i znowu się przesuwa, wnerwia mnie to wszystko, czemu te ściany się ruszają? Westchnęłam i poszłam ścieżką, natknęłam się w końcu na kolejne drzwi z narysowanym kulkowym Amidamaru. Przeszłam przez nie, a tam zauważyłam Yoh, zdziwiło mnie to, ale co ja tam mogę zrobić.

-Hej-uśmiechnął się, typowe dla niego…- Odpowiesz mi na pytanie? Trochę dziwne ale… Jak ma na imię mój syn, syn Rena i do kogo jest podobna matka Hao? No i gdzie była finałowa bitwa? Na jakim kontynencie?

-Hana, Men, do Anny i zaginiony kontynent Mu…- odparłam bez wahania. Chłopak wyglądał na zaszokowanego, dał mi kluczyki i przypinki i poszedł. Poszłam i niedługo po tym znalazłam ostatnie drzwi. Jedyne co tam widziałam to mały, niebieski płomyk.

-Czy Szatan nienawidził ludzi? Jakie jest jego marzenie? Czy Szatan nie potrafił kochać?- rozległ się głos. A to do czego jest?! Kurde… Pomyślmy… Niebieski… Takie pytania… Moment! Ao no exorcist! No tak!

-Nie, nie pałał nienawiścią do ludzi dopuki nie zabili pewnej osoby… Jego marzenie to połączyć Gehennę i nasz świat, potrafił kochać… Kochał kobietę o imieniu Yuri…- powiedziałam cicho, lubiłam taki obraz Szatana… Niby stworzył każdego demona, niby powinien nienawidzić ludzi, a tak na prawdę nic do nich nie miał… Dopóki nie zabili jedynej która go rozumiała, jedynej którą pokochał, jedyna która znosiła jego płomienie… Przede mną pojawiły się kluczyki i breloki. Wzięłam je i wyszłam, potem usłyszałam to ze mamy iść do swoich drzwi, więc poszłam ich szukać. Nie zajęło mi to długo, okazało się że wyniki czy co tam będą dopiero jutro, więc dziś mamy już wolne.

Uprowadzona dla sexu porzućcie nadzieje ci którzy to przeczytacie albowiem takiego gówna o torturach seksualnych nie znajdziecie nigdzie indziej… Oczywiście nie chcę obrażać Autorki tego co tu jest napisane, ale dla mnie, a mało wiem o tych sprawach, to nie jest przekonujące…

Oficjalnie dziękuje Darze która pomogła mi z pytaniami. Cóż jeszcze…. Chyba nic, miłego czytania myszki :3

TAG od Will

Jako ze jestem leniem patentowanym nie chcę mi się wysilać mózgu… Więc zrobię tag o który prosiła Will… No cóż… Zacznijmy tego crapa…

1.BoA- Masayume chasing

2.Toby Fox- Megalovania

3.Scissors Sisters- I can’t decide

4.BIGBAND- Fantastic Baby

5.2PM- Take off

6.Toby Foc(chyba)- Drop pop candy

7.Sister Sladge- we are family

8.Imagine Dragons- Warriors

9.Imagine Dragons- Radioactive

10.Fall out boy- Immortals

11.Fall out boy- the phoenix

12.Fall out boy- my song know what you did in the darknes

13.Meghan Trainor- Better when i’m deancing

14.American Authors- Best day of my live

15.Skillet- Good to be alive

16.Set it off- Wolf in sheep’c clothing

17.Nael Yami- New soul

18.Gorillaz- Feel good

19.Toby Fox- Hopes and dreams

20.Eurobeat Brony- Discord

Okej… To pierwsze które wpadły i do głowy…

Sans:Zabawne ciągle słuchasz muzyki, a nie mogłaś znaleźć tych 20 piosenek…

Cichaj-,-

Let’s talk

Hej^^ Jak widzicie jest nowy adres, nagłówek… Opowiadania nowe się pojawią jak widać… Mam zamiar cóż… Pradę mówiąc tylko parę opowiadań będzie dokończonych, a resztą albo zacznę od nowa, albo o niej zapomnę… Na pewno będzie jedno nowe, które już zaczęłam, będzie ono raczej inne od tego co pisałam nie będzie miało konkretnej fabuły w swym istnieniu, będzie bo będzie… Nie mam za wiele co więcej mówić… No może poza jednym.

BARDZO PRAWDOPODOBNE BĘDZIE ZE TO CO PISAŁAM NA BLOGERZE BĘDZIE TUTAJ KOŃCZONE…

Choć to tez nie do końca pewne…

Jeszcze jedno… Pomimo wszystko jak się orientuje spośród tych którzy czytają mojego bloga to piszę najczęściej, więc proszę was, po prostu proszę, nie zacznijcie mi truć w pewnym momencie że ja jestem teraz leniem i nie piszę… Fakt ostatnio dość mocno zaniedbałam pisanie, ale… Nie mam pomysłów, anie weny, a jak wracam do domu chcę odpocząć po dniu w szkole… Teraz już nie jestem w gimnazjum a w technikum, czyli będę tam kiblować do 20 roku życia, więc możliwe że będę do tego czasu pisać, potem nie wiem. Cóż na teraz to wszystko^^

Miłego czytania moje myszki^3^

SK Flowers 2

Patrzyłam prosto na ojca moich przyjaciół, a dokładniej na młodszą jego wersję. Horokeu Usui stał przełykając lekko ślinę, miał on jednak z 15 lat a w tej chwili znam go jako faceta koło 30, będącego ojcem 3 dzieci i mężem kuzynki mojej mamy. -Brawo śnieżynko, zdradziłeś nasze pozycje-zawarczał ktoś stając obok niebieskowłosego. Nie wiem jak, nie wiem czemu, ale na prawdę… to są nasi rodzice za młodu. -O żesz jasne cholera!!!!!- Men zaklął widząc młodą wersję swojego ojca. -Chłopaki daj cie spokój…-usłyszałam głos… Pomimo że powinnam go znać nie było tak… Powoli podniosłam wzrok na chłopaka… Był prawie identyczny jak Hana… Poza brązowymi włosami… W głowie mi się zakręciło, nogi zmiękły, a ja poczułam tylko że upadam.

***

Powoli uchyliłam powieki. No pięknie, znowu zemdlałam, ech powinnam jeść jednak więcej tego żelaza, magnezu czy czego tam bo to serio mi już przeszkadza w życiu. Wstałam z łóżka, tak leżałam u siebie w pokoju. Rozejrzałam się, zauważyłam czarnego kota który uważnie się we mnie wpatrywał. Był to Lian, stróż Mena, uśmiechnęłam się do niego i wstałam. Kot podszedł i podsunął pod moje nogi jakiś napój, no cóż mamusia mag największy świata. Westchnęłam, wiedziałam że on na prawdę nie da mi spokoju, ani nawet wyjść z pokoju, jeśli tego nie wypiję, więc wzięłam fiolkę, spojrzałam niepewnie na kota i wypiłam. Poczułam się lepiej, podziękowałam kotu i wyszłam z pokoju.

-A więc to przez wyrwę? O bez jaj przecież wyrwy czasoprzestrzenne pojawiają się tylko na wezwanie maga lub demona, rzadko na wezwanie innego.- usłyszałam głos Mena.

-A ty skąd wiesz takie rzeczy?-zapytał nieznany mi głos.- I niech oni przestaną tak na mnie patrzeć! To straszne!-zachlipiał.

-Mięczak.-burknęła Luna, uśmiechnęłam się lekko. Jej brat pewnie tylko wywrócił oczami i zaczął czytać lub rysować.

-Co to miało znaczyć?!-krzyknął ktoś, miał ton podobny do Harukiego mulata o czarnych włosach z czerwonymi pasemkami i szarymi oczami.-Łaaaaaaa!- po chwili z salonu wypadł …No cóż przyszły ojciec właśnie Harukisia, czyli Choco. Za nim wyszedł…o coś podobnego do pokemona Venonata rycząc na Choco.

-Hej Venona.-powiedziałam. Niby pokemon zmienił się w śliczną dziewczynę o czarnych włosach które wewnątrz były ciemnoróżowe, i niebieskich oczach była ubrana w gotycką sukienkę.

-Witaj Yuriko.-powiedziała słodko.- A TY GDZIE NĘDZA ISTOTO!- jej twarz zmieniła się, jej blada skóra zrobiła się czarna, oczy zastąpiły 2 czerwone, lśniące okręgi, a zęby wyostrzyły się i zwiększyły. Choco zaczął uciekać, a ja weszłam do salony. Men uśmiechnął się i do mnie podszedł. Przytuliłam się do niego, a on mnie pogłaskał po głowie, drugą ręką obejmując mnie w tali.

-Patrzcie, patrzcie jakiś Tao ma uczucia.-zaśmiał się niebieskowłosy. Mordercze spojrzenia 2 par złotych oczu i jedna para czerwonych zamordowało go wzrokiem.

-Mój drogi Lianie mógłbyś wywalić śmieci?-zapytał najstarszy z dzieci Tao. Po chwili na ścianie pojawił się cień, potem niebieskie światełka jako oczy, a potem uśmiech kota z Chesayer. Ze ściany wypadły łańcuchy i związały Horo, ten pisnął i zaczął się wyrywać.

-P…Przepraszam, mógłbyś odwołać ducha? Bardzo proszę, on czasem mówi same głupoty.- westchnęła długowłosa blondynka o brązowych oczach. Była to moja matka chrzestna o imieniu Maja. Men westchnął.

-Skoro pani tak ładnie prosi-powiedział z miną „mnie wychowali na dżentelmena” i wypuścił Horo z łańcuchów. Zaśmiałam się lekko.

-Widzieliście może gdzie tego debila wywiało?-spytałam Luny i Leo. Chłopak westchnął w stylu „o idiotach nie rozmawiam”

- Widziałam tylko jak wychodził.. Wziął to coś…- burknęła, ja wiedziałam o co chodzi, oni chyba nie bardzo.

-Więc trzeba się ruszyć i go poszukać…-zakwiliłam sama do siebie. Wstałam, wszyscy z mojego pokolenia, poza Kotori która obsługiwała ludzi w knajpce, wstali i poszli się ubrać by mi pomóc.

~~~

Chodzenie po tym mieście nocą było prawie samobójstwem, lecz jeśli jest się w 5 osoby i jest się szamanem to nic złego… Sprawdziliśmy kilka pabów, klubów, restauracji i sklepów, ale w żadnym go nie było. Mój kochany, durnowaty brat przepadł jak kamień w wodę. Nasi przyszli rodzice, a właściwie tylko 7 z nich, postanowili nam pomóc. W końcu pomyślałam chwilę i doszłam do wniosku że jeśli nie ma go w tych miejscach jest tylko jedna opcja…Straszne wzgórze…. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam?

-Wiem gdzie iść-powiedziałam radośnie i pobiegłam w tamtą stronę. Reszta ruszyła za mną. Nie pomyliłam się… Może poza faktem że spodziewałam się innego widoku… A nie, nie Hany który leży z przebitą na wylot nogą starając się bronić przed dziwnym stworem. Zaniemówiłam, tak samo jak reszta… Lecz nie wszyscy byli tacy jak ja… Men szybko ruszył do ataku, a Leo i Luna wysłali swoje duchy by mu pomóc. Ja stałam i powoli opadłam na kolana, nie ja byłam tą odważną z rodzeństwa…

-Uważaj!-krzyknął ktoś i odepchnął mnie na bok, jednocześnie blokując atak kontrolą ducha stworzonej na strzelbo-mieczu.- Psia krew, zabierz ją stąd!- poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i gdzieś ciągnie, moja trzeźwość myślenia wróciła z przerwy i dała mi po mordzie. Spojrzałam na dziewczynę która mnie ciągnęła. Miała ciemną karnację, ale nie taką jak afro amerykanie, czarne włosy z czerwonymi pasemkami i szare, nie widzę ich, ale poznaję tą dziewczynę, oczy. Domyśliłam się kim jest chłopak który mnie obronił… Miał taki sam kolor skóry jak ona… Włosy czerwone z czarnymi pasemkami i czarne oczy… Moi kochani Haruki i Sanako… Kochane rodzeństwo McDonellów…

-Rose! Różany strzał!- krzyk dziewczyny przerwał ciszę, jej biały pistolet bez oporów wykonał jej polecenia zabijając czarne, maziowate stwory. Jej brat atakował stwory to strzałem to przecinaniem ich na pół. Wzięłam się w końcu w garść i potrząsnęłam głową.

-Eve! Forma ducha!- krzyknęłam wyciągając i zakładając zerówki.- Do okularów!- przedmiot na moim nosie rozrósł się na cało powierzchnię mojej głowy tworząc niby hełm.  Wiecie jak w grach wideo wyglądają takie ikonki chodzenia? Ja miałam coś takiego… Posłałam kilkanaście małych robotów by pomóc reszcie, ale stworów i tak było za dużo…

-Nie damy rady tym cholerstwom!-powiedział Haruki rozwalając jednego stwora.

-Ten chłopak ma rację!- dodał Yoh.- Ale nie mamy jak się wycofać!- zauważył. Zaklęłam pod nosem… Faust i moja przyszła matka zajęli się Haną, a pozostałe 5 osób walczyło… Znaczy 4 bo ciocia Dara została pokonana i chowa się za zielonowłosym… I nagle kilkanaście stworów rozpadło się bo coś białego przeleciało przez nich.

-Jest! Baza zaliczona!-zaśmiał się czyiś idealny głos. Od razu go rozpoznałam, spojrzałam na swoją kuzynkę, miała krótkie, obcięte na taką długość na złość matce, brązowe włosy i zielone oczy. Ubrana w czarną koszulkę z dekoltem i bez rękawów, oraz zielone, jeansowe shorty, na szyi naszyjnik z białym motylem, a w rączkach kij bejksbolowy. Zaśmiałam się.

-Hej Momo!- to było jej przezwisko, na prawdę nazywała się Antonina Rozalia Asakura-Dithel. Moja kuzynka znana z sprzeciwiania się matce, chrzanienia tradycji i uwielbiania szaleć.

-Heja kuzynko! Przyprowadziłam jeszcze jedną pomoc! Spotkałyśmy się na przystanku!- zachichotała.  Obok niej zauważyłam dziewczynę średniego wzrostu o fioletowych włosach i niebieskich oczach. Miałą na d\sobie długą, asymetryczną koszulkę na krótki rękaw, jeansową kurtkę, rajstopy w poziome, czarno-turkusowe, paski, czarne szorty i martensy w czaszki.

-Sans… Blastery…- jak na zawołanie wokół stworów pojawiły się czaszki jakby dinozaurów i zniszczyły maź. Wszyscy patrzyli na swoją wybawczynię ubraną w niebieską, świecącą teraz bluzę*.

-Dzięki Vicki!- powiedział Haruki wzdychając z ulgą.- Bez ciebie zostały by z nas same…Kości.-zachichotał( chodzi o to ze Vicki jak jej ojciec jest nekromantą)

-To było suche jak kości Sansa…- skomentowała jago siostra lekko załamana.

-Nieeeee-zalamentował Men.- Epidemia sucharów się zaczęła.- załamany czerwonooki podszedł do mnie i oparł głowę na moim ramieniu.

-Zadzwońcie jak ten psychiatryk się skończy…- powiedziały bliźniaki zakładając słuchawki na uszy.

-Biedaczyska… -westchnęła Sanko chowając pistolet do pochwy.- A ty się ogarnij matole!-walnęła brata w głowę.

-Eeee… Przepraszam, możemy iść? On się wykrwawia…- zauważyła Dara. Wszyscy na nią spojrzeli.

-Jasne…- powiedziała czarnowłosa i ruszyła. Potem podeszła do Choco.- Chcesz usłyszeć kawał?-zapytała.

-Eh!!!!- westchnęli wszyscy.

-Jasne.- ucieszył się ten z afro.

-Puk, puk- uśmiechnęła się słodko.

-Kto tam?-zareagował starszy McDonell.

-Bór jodłowy!- odparła jego siostra.

-Jodeł pełen bór?-zapytał chichocząc.

-O nie wiedziałam ze umiesz jodłować bracie!- pochwaliła rodzeństwo. Śmiech Choco pierdolnął o nasze bębenki. Leo widocznie nie wytrzymał i podszedł do Sanko.

-Puk, puk.- zaczął. Zdziwienie mulatki było na poziomie 9000, ale odparła.

-Kto tam?

-Krzyk.-powiedział brązowowłosy.

-Jaki krzyk?-zdziwiła się dziewczyna.

-KRZYK SIE ROZLEGNIE JAK NIE PRZESTANIECIE OPOWIADAĆ TAKICH DOWCIPÓW!!!!-skoczył na nią i potrząsnął jej ramionami. Cała komedia sytuacji polegała na lekkim hipokryźmie, ale i tak wszyscy się zaśmiali. Jego siostra zdusiła lekko śmiech, ale nie wytrzymała i wtuliła się w ramię brata po czym zaśmiała słodkim głoskiem. Każdy kto ich znał wiedział ze ta dwójka bardziej przypomina parę, a nie rodzeństwo( jednak autorka[mua-,-] zostałaby zjebana, zajebana, otruta, spalona, usmażona*libania innych okrutnych śmierci* za kazirodcze podteksty więęęęęc… Walić to pewnie i tak je zrobię ^^’) pomimo to nie przeszkadzało nam to… Nawet ich matka nic nie miała przeciwko, tylko ich ojciec…

Doszliśmy do domu dość szybko, znaczy ja i większość, bo Haruki, Sanko, Choco i Yoh zostali na końcu bo Asakura nie chciał biegać, a reszta chciała pożartować. Dara chowała się za Lysergiem przed morderczym lokiem Momo, a reszta patrzyła dziwnie na Vicki która miała minę pt.”mam w nosie co o mnie myślicie” i wtulała się w swojego ducha, Sansa. Dziewczyna jak ojciec kochała martwą osobę i miałą w nosie co inni o tym mówią, ale ja i inni ją lubiliśmy, co z tego ze jest nekromantką? Sans też z resztą jest spoko. Fioletowowłosa razem z przyszłym, zastępczym ojcem zajęła się leczeniem mojego braciszka, a ja pomogłam Kotori robić herbatę, po czym Men przyszedł, opieprzył nas że dźwigamy, kiedy damy nie powinny tego robić przy mężczyźnie i zaniósł tacę z naparem i ciastkami na stół.

-Tak w ogóle…-odezwała się w końcu blondynka o krótkich włosach do której byłam tak podobna, czyli Anna.- Co go zaatakowało?-zapytała.

-Cóż, o ile wiem to tylko akumy, maziowate demony niskiej klasy… Niestety „ekspertka”… -zrobiłam nawiasy z palców.- …od demonów będzie tu za…-spojrzałam na Mena pijącego mleko, wychwycił moje spojrzenie i nie przerywając wchłaniania nabiału pokazał mi 4 palce.-… 4 dni to nie jestem pewna.- wróciłam do picia herbaty.

-Czemu zaatakowały twojego brata?-zapytała nieśmiało Hinata z konta w którym siedziała z lekko przyciągniętymi do siebie nogami i obejmowała jej jedną ręką, a drugą trzymała, opierając na udach, kubek herbatki.

-Cóż… Mój brat jest ważny dla jakiegoś projektu związanego z turniejem… Ale nie bierze tego na poważnie… Dla tego zabito go już jakieś 12 razy…- powiedziałam jedząc ciastko.

-Tylko 9, nie przesadzaj, nie mam takich zdolności masochisto-sadystyczno-samobójczych… Jeszcze…-usłyszałam za sobą leniwy ton. Powoli spojrzałam na brązowe tęczówki, takie same jak moje.

-Nareszcie się obudziłeś…Hana.- dodałam, a on zamykając jedno oko podrapał się po tyle głowy, robiąc jeszcze większy bajzel na swojej łepetynie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ktoś mi jeszcze powie że nie umiem długich rozdziałów pisać to go jebnę maczugą…-,-

Dedykacja… Właściwie nie wiem dla kogo… Dla wszechświata~

*W Undertale potwory nie umierają, a zmieniają się w pył i ten pył często wnika w rzecz którą najczęściej nosili lub lubili, dla tego dla Sansa to bluza^^