SK Flowers 2

Patrzyłam prosto na ojca moich przyjaciół, a dokładniej na młodszą jego wersję. Horokeu Usui stał przełykając lekko ślinę, miał on jednak z 15 lat a w tej chwili znam go jako faceta koło 30, będącego ojcem 3 dzieci i mężem kuzynki mojej mamy. -Brawo śnieżynko, zdradziłeś nasze pozycje-zawarczał ktoś stając obok niebieskowłosego. Nie wiem jak, nie wiem czemu, ale na prawdę… to są nasi rodzice za młodu. -O żesz jasne cholera!!!!!- Men zaklął widząc młodą wersję swojego ojca. -Chłopaki daj cie spokój…-usłyszałam głos… Pomimo że powinnam go znać nie było tak… Powoli podniosłam wzrok na chłopaka… Był prawie identyczny jak Hana… Poza brązowymi włosami… W głowie mi się zakręciło, nogi zmiękły, a ja poczułam tylko że upadam.

***

Powoli uchyliłam powieki. No pięknie, znowu zemdlałam, ech powinnam jeść jednak więcej tego żelaza, magnezu czy czego tam bo to serio mi już przeszkadza w życiu. Wstałam z łóżka, tak leżałam u siebie w pokoju. Rozejrzałam się, zauważyłam czarnego kota który uważnie się we mnie wpatrywał. Był to Lian, stróż Mena, uśmiechnęłam się do niego i wstałam. Kot podszedł i podsunął pod moje nogi jakiś napój, no cóż mamusia mag największy świata. Westchnęłam, wiedziałam że on na prawdę nie da mi spokoju, ani nawet wyjść z pokoju, jeśli tego nie wypiję, więc wzięłam fiolkę, spojrzałam niepewnie na kota i wypiłam. Poczułam się lepiej, podziękowałam kotu i wyszłam z pokoju.

-A więc to przez wyrwę? O bez jaj przecież wyrwy czasoprzestrzenne pojawiają się tylko na wezwanie maga lub demona, rzadko na wezwanie innego.- usłyszałam głos Mena.

-A ty skąd wiesz takie rzeczy?-zapytał nieznany mi głos.- I niech oni przestaną tak na mnie patrzeć! To straszne!-zachlipiał.

-Mięczak.-burknęła Luna, uśmiechnęłam się lekko. Jej brat pewnie tylko wywrócił oczami i zaczął czytać lub rysować.

-Co to miało znaczyć?!-krzyknął ktoś, miał ton podobny do Harukiego mulata o czarnych włosach z czerwonymi pasemkami i szarymi oczami.-Łaaaaaaa!- po chwili z salonu wypadł …No cóż przyszły ojciec właśnie Harukisia, czyli Choco. Za nim wyszedł…o coś podobnego do pokemona Venonata rycząc na Choco.

-Hej Venona.-powiedziałam. Niby pokemon zmienił się w śliczną dziewczynę o czarnych włosach które wewnątrz były ciemnoróżowe, i niebieskich oczach była ubrana w gotycką sukienkę.

-Witaj Yuriko.-powiedziała słodko.- A TY GDZIE NĘDZA ISTOTO!- jej twarz zmieniła się, jej blada skóra zrobiła się czarna, oczy zastąpiły 2 czerwone, lśniące okręgi, a zęby wyostrzyły się i zwiększyły. Choco zaczął uciekać, a ja weszłam do salony. Men uśmiechnął się i do mnie podszedł. Przytuliłam się do niego, a on mnie pogłaskał po głowie, drugą ręką obejmując mnie w tali.

-Patrzcie, patrzcie jakiś Tao ma uczucia.-zaśmiał się niebieskowłosy. Mordercze spojrzenia 2 par złotych oczu i jedna para czerwonych zamordowało go wzrokiem.

-Mój drogi Lianie mógłbyś wywalić śmieci?-zapytał najstarszy z dzieci Tao. Po chwili na ścianie pojawił się cień, potem niebieskie światełka jako oczy, a potem uśmiech kota z Chesayer. Ze ściany wypadły łańcuchy i związały Horo, ten pisnął i zaczął się wyrywać.

-P…Przepraszam, mógłbyś odwołać ducha? Bardzo proszę, on czasem mówi same głupoty.- westchnęła długowłosa blondynka o brązowych oczach. Była to moja matka chrzestna o imieniu Maja. Men westchnął.

-Skoro pani tak ładnie prosi-powiedział z miną „mnie wychowali na dżentelmena” i wypuścił Horo z łańcuchów. Zaśmiałam się lekko.

-Widzieliście może gdzie tego debila wywiało?-spytałam Luny i Leo. Chłopak westchnął w stylu „o idiotach nie rozmawiam”

- Widziałam tylko jak wychodził.. Wziął to coś…- burknęła, ja wiedziałam o co chodzi, oni chyba nie bardzo.

-Więc trzeba się ruszyć i go poszukać…-zakwiliłam sama do siebie. Wstałam, wszyscy z mojego pokolenia, poza Kotori która obsługiwała ludzi w knajpce, wstali i poszli się ubrać by mi pomóc.

~~~

Chodzenie po tym mieście nocą było prawie samobójstwem, lecz jeśli jest się w 5 osoby i jest się szamanem to nic złego… Sprawdziliśmy kilka pabów, klubów, restauracji i sklepów, ale w żadnym go nie było. Mój kochany, durnowaty brat przepadł jak kamień w wodę. Nasi przyszli rodzice, a właściwie tylko 7 z nich, postanowili nam pomóc. W końcu pomyślałam chwilę i doszłam do wniosku że jeśli nie ma go w tych miejscach jest tylko jedna opcja…Straszne wzgórze…. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam?

-Wiem gdzie iść-powiedziałam radośnie i pobiegłam w tamtą stronę. Reszta ruszyła za mną. Nie pomyliłam się… Może poza faktem że spodziewałam się innego widoku… A nie, nie Hany który leży z przebitą na wylot nogą starając się bronić przed dziwnym stworem. Zaniemówiłam, tak samo jak reszta… Lecz nie wszyscy byli tacy jak ja… Men szybko ruszył do ataku, a Leo i Luna wysłali swoje duchy by mu pomóc. Ja stałam i powoli opadłam na kolana, nie ja byłam tą odważną z rodzeństwa…

-Uważaj!-krzyknął ktoś i odepchnął mnie na bok, jednocześnie blokując atak kontrolą ducha stworzonej na strzelbo-mieczu.- Psia krew, zabierz ją stąd!- poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i gdzieś ciągnie, moja trzeźwość myślenia wróciła z przerwy i dała mi po mordzie. Spojrzałam na dziewczynę która mnie ciągnęła. Miała ciemną karnację, ale nie taką jak afro amerykanie, czarne włosy z czerwonymi pasemkami i szare, nie widzę ich, ale poznaję tą dziewczynę, oczy. Domyśliłam się kim jest chłopak który mnie obronił… Miał taki sam kolor skóry jak ona… Włosy czerwone z czarnymi pasemkami i czarne oczy… Moi kochani Haruki i Sanako… Kochane rodzeństwo McDonellów…

-Rose! Różany strzał!- krzyk dziewczyny przerwał ciszę, jej biały pistolet bez oporów wykonał jej polecenia zabijając czarne, maziowate stwory. Jej brat atakował stwory to strzałem to przecinaniem ich na pół. Wzięłam się w końcu w garść i potrząsnęłam głową.

-Eve! Forma ducha!- krzyknęłam wyciągając i zakładając zerówki.- Do okularów!- przedmiot na moim nosie rozrósł się na cało powierzchnię mojej głowy tworząc niby hełm.  Wiecie jak w grach wideo wyglądają takie ikonki chodzenia? Ja miałam coś takiego… Posłałam kilkanaście małych robotów by pomóc reszcie, ale stworów i tak było za dużo…

-Nie damy rady tym cholerstwom!-powiedział Haruki rozwalając jednego stwora.

-Ten chłopak ma rację!- dodał Yoh.- Ale nie mamy jak się wycofać!- zauważył. Zaklęłam pod nosem… Faust i moja przyszła matka zajęli się Haną, a pozostałe 5 osób walczyło… Znaczy 4 bo ciocia Dara została pokonana i chowa się za zielonowłosym… I nagle kilkanaście stworów rozpadło się bo coś białego przeleciało przez nich.

-Jest! Baza zaliczona!-zaśmiał się czyiś idealny głos. Od razu go rozpoznałam, spojrzałam na swoją kuzynkę, miała krótkie, obcięte na taką długość na złość matce, brązowe włosy i zielone oczy. Ubrana w czarną koszulkę z dekoltem i bez rękawów, oraz zielone, jeansowe shorty, na szyi naszyjnik z białym motylem, a w rączkach kij bejksbolowy. Zaśmiałam się.

-Hej Momo!- to było jej przezwisko, na prawdę nazywała się Antonina Rozalia Asakura-Dithel. Moja kuzynka znana z sprzeciwiania się matce, chrzanienia tradycji i uwielbiania szaleć.

-Heja kuzynko! Przyprowadziłam jeszcze jedną pomoc! Spotkałyśmy się na przystanku!- zachichotała.  Obok niej zauważyłam dziewczynę średniego wzrostu o fioletowych włosach i niebieskich oczach. Miałą na d\sobie długą, asymetryczną koszulkę na krótki rękaw, jeansową kurtkę, rajstopy w poziome, czarno-turkusowe, paski, czarne szorty i martensy w czaszki.

-Sans… Blastery…- jak na zawołanie wokół stworów pojawiły się czaszki jakby dinozaurów i zniszczyły maź. Wszyscy patrzyli na swoją wybawczynię ubraną w niebieską, świecącą teraz bluzę*.

-Dzięki Vicki!- powiedział Haruki wzdychając z ulgą.- Bez ciebie zostały by z nas same…Kości.-zachichotał( chodzi o to ze Vicki jak jej ojciec jest nekromantą)

-To było suche jak kości Sansa…- skomentowała jago siostra lekko załamana.

-Nieeeee-zalamentował Men.- Epidemia sucharów się zaczęła.- załamany czerwonooki podszedł do mnie i oparł głowę na moim ramieniu.

-Zadzwońcie jak ten psychiatryk się skończy…- powiedziały bliźniaki zakładając słuchawki na uszy.

-Biedaczyska… -westchnęła Sanko chowając pistolet do pochwy.- A ty się ogarnij matole!-walnęła brata w głowę.

-Eeee… Przepraszam, możemy iść? On się wykrwawia…- zauważyła Dara. Wszyscy na nią spojrzeli.

-Jasne…- powiedziała czarnowłosa i ruszyła. Potem podeszła do Choco.- Chcesz usłyszeć kawał?-zapytała.

-Eh!!!!- westchnęli wszyscy.

-Jasne.- ucieszył się ten z afro.

-Puk, puk- uśmiechnęła się słodko.

-Kto tam?-zareagował starszy McDonell.

-Bór jodłowy!- odparła jego siostra.

-Jodeł pełen bór?-zapytał chichocząc.

-O nie wiedziałam ze umiesz jodłować bracie!- pochwaliła rodzeństwo. Śmiech Choco pierdolnął o nasze bębenki. Leo widocznie nie wytrzymał i podszedł do Sanko.

-Puk, puk.- zaczął. Zdziwienie mulatki było na poziomie 9000, ale odparła.

-Kto tam?

-Krzyk.-powiedział brązowowłosy.

-Jaki krzyk?-zdziwiła się dziewczyna.

-KRZYK SIE ROZLEGNIE JAK NIE PRZESTANIECIE OPOWIADAĆ TAKICH DOWCIPÓW!!!!-skoczył na nią i potrząsnął jej ramionami. Cała komedia sytuacji polegała na lekkim hipokryźmie, ale i tak wszyscy się zaśmiali. Jego siostra zdusiła lekko śmiech, ale nie wytrzymała i wtuliła się w ramię brata po czym zaśmiała słodkim głoskiem. Każdy kto ich znał wiedział ze ta dwójka bardziej przypomina parę, a nie rodzeństwo( jednak autorka[mua-,-] zostałaby zjebana, zajebana, otruta, spalona, usmażona*libania innych okrutnych śmierci* za kazirodcze podteksty więęęęęc… Walić to pewnie i tak je zrobię ^^’) pomimo to nie przeszkadzało nam to… Nawet ich matka nic nie miała przeciwko, tylko ich ojciec…

Doszliśmy do domu dość szybko, znaczy ja i większość, bo Haruki, Sanko, Choco i Yoh zostali na końcu bo Asakura nie chciał biegać, a reszta chciała pożartować. Dara chowała się za Lysergiem przed morderczym lokiem Momo, a reszta patrzyła dziwnie na Vicki która miała minę pt.”mam w nosie co o mnie myślicie” i wtulała się w swojego ducha, Sansa. Dziewczyna jak ojciec kochała martwą osobę i miałą w nosie co inni o tym mówią, ale ja i inni ją lubiliśmy, co z tego ze jest nekromantką? Sans też z resztą jest spoko. Fioletowowłosa razem z przyszłym, zastępczym ojcem zajęła się leczeniem mojego braciszka, a ja pomogłam Kotori robić herbatę, po czym Men przyszedł, opieprzył nas że dźwigamy, kiedy damy nie powinny tego robić przy mężczyźnie i zaniósł tacę z naparem i ciastkami na stół.

-Tak w ogóle…-odezwała się w końcu blondynka o krótkich włosach do której byłam tak podobna, czyli Anna.- Co go zaatakowało?-zapytała.

-Cóż, o ile wiem to tylko akumy, maziowate demony niskiej klasy… Niestety „ekspertka”… -zrobiłam nawiasy z palców.- …od demonów będzie tu za…-spojrzałam na Mena pijącego mleko, wychwycił moje spojrzenie i nie przerywając wchłaniania nabiału pokazał mi 4 palce.-… 4 dni to nie jestem pewna.- wróciłam do picia herbaty.

-Czemu zaatakowały twojego brata?-zapytała nieśmiało Hinata z konta w którym siedziała z lekko przyciągniętymi do siebie nogami i obejmowała jej jedną ręką, a drugą trzymała, opierając na udach, kubek herbatki.

-Cóż… Mój brat jest ważny dla jakiegoś projektu związanego z turniejem… Ale nie bierze tego na poważnie… Dla tego zabito go już jakieś 12 razy…- powiedziałam jedząc ciastko.

-Tylko 9, nie przesadzaj, nie mam takich zdolności masochisto-sadystyczno-samobójczych… Jeszcze…-usłyszałam za sobą leniwy ton. Powoli spojrzałam na brązowe tęczówki, takie same jak moje.

-Nareszcie się obudziłeś…Hana.- dodałam, a on zamykając jedno oko podrapał się po tyle głowy, robiąc jeszcze większy bajzel na swojej łepetynie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ktoś mi jeszcze powie że nie umiem długich rozdziałów pisać to go jebnę maczugą…-,-

Dedykacja… Właściwie nie wiem dla kogo… Dla wszechświata~

*W Undertale potwory nie umierają, a zmieniają się w pył i ten pył często wnika w rzecz którą najczęściej nosili lub lubili, dla tego dla Sansa to bluza^^

1 Komentarz

  1. Jej rozdzialik o Sk^^ i to rozdział w którym nie zostałam zjechana… Do końca… Jej^^
    Yoh:I są moje dzieciaczki^^
    Anna*roztrój emocjonalny*
    Ren:Moje dzieci są oczywiściee najzdolniejsze^^ to rzecz oczywista!
    Horo:Nie bo moje!
    Choco:Moje! Wasze nie nają poczucia humoru
    Faust:Widzisz Eliajzo jaką mamy piekną córkę?
    Elaiza:*pattzy i kiwa głową*
    Ciekawe tak akumy francuskie bardziej mi sie podobają… A teraz przepraszam ide ryczeć w kącie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.