Laleczka cz.2

Manta siedział w swoim pokoju i kończył jakieś wypracowanie, patrząc przy tym na stronę którą założył dość niedawno. Była to strona specjalnie dla szamanów. Na początku zawsze miała krótkie pytanie pozwalające się w ogóle zarejestrować typu „kto był przywódcą drużyny gwiazdy”, lub „ilu było strażników”. Nagle do jego pokoju zapukała jego siostra.

-Czego chcesz Mannoko?- na wszelki wypadek zamknął laptopa i włożył wypracowanie do teczki. Siostra dała się nabrać że używał przeglądarki jako pomoc naukową.

-Ktoś do ciebie przyszedł.-powiedziała wreszcie blondynka.- Ta fioletowowłosa dziewczyna.-dodała z miną „wiem ze ci się podoba”

-Dziecko nie osłabiaj mnie- Manta wzniósł oczy ku niebu.- A ona ma na imię Kairi.- chłopak zszedł z krzesła i poszedł do gościa. Siostra go nie okłamała i w korytarzu, oparta nonszalancko o ścianę, stała Kairi w dżinsowych, ciemnych, rybaczkach i bluzce z zaczynającej się w okolicach dekoltu z rękawami 3/4 i nadrukiem sowy, top sięgał do pępka całość górnego odzienia była czerwona, a martensy na nogach były czarne. Włosy dziewczyny były rozpuszczone ze spinką żeby włosy na pewno nie zasłoniły oblicza dziewczyny. Jej turkusowe oczy w końcu zwróciły się w kierunku blondyna, uśmiechnęła się wesoło i leniwie oderwała od ściany.

-Hejka- powiedziała radośnie dziewczyna.

-Cześć.- powiedział Manta otrząsając się z tego wszystkiego. Dziewczyna była śliczna wiec nic dziwnego że tak się zapatrzył. – Potrzebujesz czegoś?- walnął niczym łysy grzywką o parapet. Natychmiast zrozumiał co powiedział, kurde! Nie mógł powiedzieć jakiegoś miło się widzieć!? Nie on musiał sucho zapytać „potrzebujesz czegoś”!? Yh!

-Właściwie to tak…-powiedziała spokojnie.- Ale ogólnie postanowiłam wyrwać cie z objęć roku szkolnego i zaprosić na basen… Jest jeszcze ciepło, ty umiesz wszystko na wyrywki, a nikt inny nie jest tak miły żeby się ze mną ruszyć i iść…-westchnęła. – To co? Idziesz?- spojrzała na niego tak że nie dało rady odmówić, w ogóle jak kobiety to umieją robić? Czy one mają jakąś szkołę trzepotania rzęsami i odpowiednich spojrzeń oraz ruchów ciała i idealnych pozycji!? No cóż ja o takiej nie słyszałam, ale może Kairi tak. Nie mniej chyba nie muszę wam mówić jaką odpowiedź dał Morty, przesz to ZBYT oczywiste.

Chłopak wraz z dziewczyną szedł w kierunku basenu. Nie wychodził zbyt często w takie miejsca, przed tym jak spotkał Yoh chodził tylko do szkoły, biblioteki, na dworzec i czasem do sklepu, po poznaniu młodego Asakury to się zmieniło, bo wreszcie miał cel w tym że wyjdzie.

-Tak właściwie jakiej pomocy potrzebujesz?-zapytał w końcu chłopak kiedy zmieniali buty na klapki. Dziewczyna spojrzała w bok i westchnęła, wstała i zaczęła iść w stronę przebieralni.

-Yoh i reszta jest w wielkim niebezpieczeństwie… Widzisz Hao nie umarł… Do tego stworzyło się kilka grób któe chcą zniszczyć Yoh i jego przyjaciół, oraz Hao, ale to mniej ważne… Myślę że któraś w końcu się odważy i go zaatakuje…

-Jakie organizacje?! O czym ty do mnie mówisz!? Co grozi Yoh i reszcie?!- krzyknął Manta. Większość osób spojrzała na niego zaciekawiona.

-Ciszej.-syknęła Kairi.- Nie znam wszystkich, wiem tylko o Ghulach, X-LAWS oraz Totally foe spies w skrócie TSF. Myślę że X-LAWS da sobie na razie spokój, słyszałam że Jeanne nie jest już pewna czy chce walczyć po ich stronie… TFS tylko planuje atak, jest ich mało, natomiast Ghouls liczą sobie koło tysiąca ludzi, wyszkolonych i świetnie przygotowanych. Podejrzewam ze to oni pierwsi zaatakują…-kontynuowała. Morty zaczął nad tym myśleć. Oboje weszli do przebieralni i zmienili ciuchy na stroje kąpielowe. Na basenie obmyślali plan jak można zapobiec atakowi sekt, nie wymyślili nic zbytnio pomocnego. Oyamada postanowił poszukać informacji na ich temat, a Kairi obstawi domy gromadki strażnikami którzy będą ją informować o obcych szamanach którzy weszli, lub są w pobliżu ich domu.

Pożegnali się koło godziny 18. Manta siedział przy komputerze i szukał informacji o jakiś sektach lecz nie mógł niczego znaleźć. Zrezygnowany poszedł się umyć, w wannie zaczął nad tym wszystkim myśleć logicznie. Jedyną nie logiczna rzeczą, a raczej osobą w jego układance była fioletowowłosa dziewczyna. Zjawiła się jak diabeł z pudełka, jest bardzo silna, jest przyjaciółką Yoh z dzieciństwa, ale wie o wiele za dużo… Może sama jest z jakiejś sekty… Chociaż co miałaby osiągnąć przez to ze mu o tym powiedziała? Straciłaby, a raczej jej grupa, element zaskoczenia, jest mądra wiec raczej nie myślała że nie powie o tym Asakurze. Chłopak poczochrał się po głowie i zanurzył się po głowę. Wynurzy się po chwili. Przyłapał się na tym że dość często o niej myśli, zdecydowanie za często.

Kairi leżała na łóżku i myślała o tym wszystkim. Nie martwiła się zbirami, pokonywała gorszych. Myślała o Mancie, nie rozumiała czemu tak dobrze spędza z nim czas. Złapała za książkę i próbowała czytać, lecz ta czynność nie dawała skutku. Westchnęła wnerwiona, odłożyła książkę i zamknęła oczy. Sen przyszedł do niej dopiero po dwóch godzinach myślenia o planie działania związanego z Hao. On był jedynym którego się lekko obawiała.

-Tomoe…-zaczęła cicho.

-Tak Kairi?-zapytał chłopak paląc swoją fajkę.

-Jak myślisz? Dam radę?

-Na pewno. Jesteś bardzo silna, ale i sprytna nie uda mi się siebie zaskoczyć czy oszukać.- Odparł mężczyzna wypuszczając kłąb dymu. Dziewczyna uśmiechnęła się i zasnęła.- Poza tym nie dam cię skrzywdzić…-szepnął chłopak i pogłaskał ją po głowie. Tomoe był stróżem dziewczyny od zawsze, pomagał jej wybierać nowych towarzyszy, opiekował się nią podczas chorób i pomagał w lekcjach. Kochał ją najbardziej na całym świecie, ale wiedział że nie zechce go bo jest jedynie duchem. Przykrył ją więc dokładnie i odszedł. Dziewczyna otworzyła oczy, wcale nie zasnęła. Chłodny dotyk lisiego chłopaka obudził ją z drzemki. Nie wiedział nawet jak bardzo się myli, dziewczyna kochała go do 14 roku życia, ale poddała się gdy chłopak odrzucał jej zaloty. Przewróciła się na drugi bok i zaczęła myśleć o swoich związkach. Miała w swoim życiu jednego chłopaka, który zerwał z nią kiedy nie chciała go pocałować, jak dotąd poza nim zakochała się tylko w Tomoe, chociaż teraz jak by się miała zastanowić to Manta też jej się podoba. Jest miły i pomocny, mądry no i na prawdę zabawny. Uśmiechnęła się delikatnie i zasnęła na prawdę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~*U Anny*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Anna siedziała w oknie i patrzyła na nocne niebo. Zastanawiało ją to wszystko. Przerwany turniej, Hao który być może żyje i ta Kairi. Miała wrażenie że to wszystko będzie trwało kilkanaście lat…. a może i dłużej…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No cóż widać ze ktoś dał Annie mój plan bo no cóż… Tak kolejny rozdział „Laleczki” będzie przeniesieniem w czasie. Wszyscy dorosną, no znaczy nie następny, ale jeden z najbliższych czyli tak do 6…. A ty Dara masz napisać komentarz na pół strony-,-

Opowieść Miki 2

Siedziałam na czarnym motorze, który nie dość że jechał po dachach to sam sobą sterował. Dodatkowo namierzał cel, jechał chyba 100 na godzinę, siedziałam spokojnie i czekałam aż dojedziemy.

- Red załatwimy to razem, nie mam ochoty się bawić.-warknęłam i w końcu dojechałam. Wylądowałam idealnie na ziemi, motor zniknął.- Dobra proszę o spokój, za chwilkę opanuje sytuacje…- spojrzałam na szamanów w zagrożeniu. Nosz kurde! Czemu akurat ONI!? Nosz cholera! Kurodiko atakował Yoh, Choco, Horo, Ryo, Lyserga i Rena. Miałam ochotę rzucić to w cholerę i po prostu wyciągnąć popkorn patrząc jak ci debile bezskutecznie próbują zabić smolistą istotę… Z drugiej strony nie chce mi się wysłuchiwać kazań matko, ech, świecie czemu mnie nienawidzisz? Za mało na tacę daje? Zdeptałam jakąś roślinkę? Co ja kuźwa robię źle!?

-Miki! Rusz się!-krzyknęła Maja która nadbiegła. Westchnęłam męczenie, zacisnęłam ręce na rurce , nie była ona długa, przypominała ten badyl co ten Donatella z żółwi ninja, czy Robin z młodych tytanów, czy batmana. Zamknęłam oczy i wciągnęłam powietrze.

-Domi! Forma ducha!!!- krzyknęłam przede mną pojawiła się postać w czarnej pelerynie. Po chwili zmieniał się w czarną kulkę z czerwonymi oczami i weszła do kijaszka. Na jednym z końców pojawiło się zakrzywione ostrze, a cały przedmiot emanował czerwono-czarną aurą.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Całe gromadka poczuła mentalne uderzenie foryoku. Dziewczyna o brązowych włosach w ciągu sekundy przecięła potwora. Spojrzała na nich zimnym jak pustyni Antarktydy wzrokiem. Podeszłą do niej blondynka która wcześniej krzyczała że ma się ruszyć, oraz kuzynka Yoh.

-Dara!-ucieszył się szatyn i przytulił kuzynkę, lecz po chwili przypomniał sobie że to jej wina że to coś ich zaatakowało.- Czemu się spóźniłaś!?

-Zgubiłam się i Maja mnie znalazła….- po twarzy ciemnowłosej spłynął wodospad łez.

-Dlaczego mnie to nie dziwi?-zapytał Yoh lekko załamany. Maja patrzyła na nich oschłym wzrokiem, a Miki kończyła kontrolę.

-A ja mam pytanie… Kto to Maja i kim jest ta kosiara?-zapytał Choco.

-To moja przyjaciółka Maja, a to jej kuzynka Miki. Obie biorą udział w turnieju.- młoda Asakura przedstawiła pozostałe dziewczyny.

-Joł.- przywitała ich Maja z rękoma w kieszeniach. Patrzyła na nich wzrokiem zimnym jak tyłek pingwina.- Co się tak gapisz?-warknęła do Horo który gapił się na nią. Ten momentalnie poczerwieniał jak burak i odwrócił wzrok.

-Te bałwan, uważaj na do się gapisz.- warknęła dziewczyna o jasno brązowych włosach i brązowych oczach. „Kosiara” ,jak ją określił Choco, podeszła do nich i spojrzała na nich wzrokiem płatnego mordercy małych, pluszowych misiów.

-Słucham?!- wydarł się niebieskowłosy.

-A co ogłuchłeś?- warknęła. Maja i brązowowłosa się zaśmiały i nagle po prostu zniknęły. Wszyscy chłopcy mrugali zawzięcie. Dara zaśmiała się, po czym zaprowadziła ich do jakiejś restauracji.

-Kto to był, czemu ma tyle foryoku, jakim cudem umiał się teleportować i czemu jest tak wredna?!-zapytał Manta na jednym wdechu.

-Ma chłopaka?-zapytał niewinnie Ryo. Zapanowała cisza, nawet świerszcz zagrał swą pieśń.- No co? Zapytać nie można?

-W każdym razie….-zaczęła Dara.- Mówiłam ze to Miki i Maja, ta jeśli chodzi o foryoku… Mają jakąś tendencje do zdobywania go tak szybko i łatwo jak zjedzenie czekoladki, maja ma coś koło miliona, ale nie wiem ile ma miki teraz ma ponad dwa miliony, ale większość ma zablokowaną, a wredne są… ze swoich powodów.. Maja została zdradzona wielokrotnie przez swojego byłego, a Miki…. no sześć lat temu straciła pamięć. Ma jeszcze siostrę Gumi, jest adoptowana, ta jest zboczona i wredna z natury, ma też 11-letnią siostrę Martę, spokojną, cichą i czepialską, no i złośliwą. Jest też Uriko, Kaja i Hinata, wszystkie mają własny styl no i są dość niemiłe, ale jak się je pozna to są miłe i na prawdę pomocne. Ale wracając do spraw ważnych po co tutaj przyjechaliście?- dokończyła swoją wypowiedź.

-Anna zawsze wyjeżdża do kuzynki… Zawsze w wakacje no i ogółem często… No i chciałbym ją wreszcie poznać…- zaczął Yoh.

-Po prostu Choco mu wmówił ze Anna go zdradza….- powiedzieli jednocześnie Ryo i Manta.

-Że co…?!-napój który piła Dara wylądowałby na Renie gdyby ten w porę się nie uchylił.

-Uważaj do cholery!- warknął chińczyk. Ta tylko westchnęła i spojrzała na kuzyna wzrokiem „Are you fucking kidding me?”. Młody Asakura westchnął i spojrzał w bok, kuzynka chłopaka wstała i zapłaciła.

(Ahahhahahhahaha!!!!*bije ręką biurko, a drugą trzyma się za brzuch*

K.D[to on jeszcze tu jest?O.o]: Co ci?

Wyobraź sobie Dare płacącą za wszystkich, i to jeszcze Dare która nie wykorzysta szansy na strolowanie kogoś!!!!*przez śmiech*

K.D:*zaczyna śmiać się z nią*)

-Posłuchajcie, może was to zdziwić, znaczy osoby do których pójdziemy.- wstała i zaczęła ich prowadzić do dużego domu z wielkim ogrodem. Było tam kilka drzew, lewy róg był obsadzony liliami, a w prawym był wielki domek dla zwierząt.

-Łał kuzynki Anny lubią przyrodę i zwierzęta?- szaman z północy patrzył głównie na lilie, nie pomyślałby że obcokrajowiec będzie je pielęgnował. Inni też popatrzyli, Manta był zaskoczony elektroniką na dachu, Ryo smakowitymi zapachami, Choco podobały sie żarty namalowane na domku, Ren podziwiał sprzęt stojący na werandzie, a Yoh zlewał wszystko. Denerwował się że pozna rodzinę Anny. Dara widząc jak szatyn drży, a kolana uginają się pod jego ciężarem zapukała do drzwi. Otworzyła je kobieta koło czterdziestki. Miała czerwone, krótkie włosy i brązowe oczy.

-Witam w czym mogę pomóc?-zapytała uprzejmie z uśmiechem dobrej cioci na twarzy.

-Dzień dobry pani Makoya, możemy wejść?- Asakura z Polski poczęstowała ją rozbrajającym uśmiechem.

-Och, Dara słońce, oczywiście, a kim są twoi przyjaciele?- zapytała patrząc na wszystkich po kolei.

-To mój kuzyn Yoh, a to jego przyjaciele Monta, Ryo, Horo, Ren i Choco- uśmiechnęła się dziewczyna.

-Doprawdy?- uśmiech zniknął z twarzy kobiety.- Więc to ty będziesz mężem mojej siostrzenicy?- kobieta utkwiła wzrok w Yoh. Ten zaczął się pocić i trząść jeszcze bardziej.

-Kochanie kto to?- usłyszeli męski głos. Do kobiety podszedł czarnowłosy mężczyzna o niebieskich oczach. Objął żonę w pasie i patrzył na gości.- Nie stójcie tak jak harcerki z ciastkami któych nikt nie chce kupić, wejdźcie, noce bywają jeszcze zimne.- wpuścił wszystkich, a ci rozszerzyli oczy na widok domu. Był on dobrze wyposażony, pięknie umeblowany a na ścianach wisiały zdjęcia i obrazy. Nie było tam przepychu, było idealnie.

-Kto przyszedł?- z kuchni wyszła młodsza wersja mężczyzny. Wycierał ręce w ręcznik. Włosy miał dość długie, w przeciwieństwie do ojca, no i nie miał brody, fryzura która była niczym siano dodawała mu uroku, a wielkie oczy patrzące z zaciekawieniem mogły by skraść każde dziewczęce serce( tak przynajmniej mówią jego koleżanki .-.). Do przedpokoju weszła dziewczyna. Miała zielone średniej długości włosy i zielone oczy, gdy ich zobaczyła plastikowy(na szczęście) kubek upadł ze stukotem na podłogę.

-Czy wyście poszaleli!? Dara nie wzięłaś leków!? Przesz jak one, albo jak ON ich tu zobaczy, zakładając że to my mamy tego którego chcemy, to połamie nam wszystkim kręgosłupy!!!- zapiszczała dziewczyna. Jej głos był czysty i melodyjny.

-Przepraszam ze się wtrącę…-zaczął Ryo.- Ale kto ma się wściec i dowiedzieć..?-zadał durne pytanie.

-Zakładam ze moja siostra mówiła o mnie…- powiedziała jasnowłosa szatynka stojąc i opierając się o ścianę w nonszalancki sposób.- A przez ON moja siostra ma na myśli naszego gościa którego znacie drużyno Rena i drużyno Asakury.- jej oczy wyrażały dla nich jedno:kłopoty.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dedykacja dla Dary… Ale jak nie dopuścisz innych do głosu to ci zabije dzieci na twoich oczach-,-

Opowieść Miki 1

Słońce świeciło wszystkim po mordach, Gumi wesoło tuliła Anne, Maja się z nią witała z obojętną miną, a Uniko, ta czarnowłosa, przedstawiała się grzecznie, potem zrobiły to dwie bliźniaczki o czerwonych włosach, jedna miała szare oczy, a druga czerwone. Anna spojrzała na mnie, a ja na nią. Uśmiechnęła się i podeszła mnie przytulić. 3….2…1…

-Anno jak cudnie cię zobaczyć- uśmiechnęłam się nieszczerze… Nagroda za najlepsze hamowanie i ukrywanie emocji, oraz za najlepszą grę aktorską ever otrzymuje ja!

-Ciebie również Miki.- jej ton i uśmiech też były sztuczne. Czyli wie, no i bardzo dobrze, niech wie że mam ochotę rozwalić jej narzeczonego.

-Och dziewczynki, jesteście takie słodkie razem.- uśmiechnęła się moje mama.- Zostawię was same, zróbcie zakupy jeśli możecie, weźmiemy twoje bagaże Anno.- zakończyła kobieta.

-Ciociu może ja…- zaczęła blondynka patrząc na starszą wersie mnie samej o niebieskich oczach.

-Nonsens, idźcie już.- powiedziała kobieta.

-Armagedon się zbliża wielkimi krokami.- zaśmiała się Maja odchodząc. Gumi spojrzała na nas z miną „nie rozpierdzielcie całego miasta”. Kaja i Hinata, bo tak nazywają się czerwonowłose bliźniaczki, patrzyły na nas wzrokiem ze chcą jeszcze dożyć starości i mamy być spokojne. Uniko natomiast patrzyła na nas zaniepokojona, a moja mama dalej szła z bananem na ustach.

-Jak tam u ciebie? Co po tym jak twój mistrz umarł?-warknęła.

-A co cię to obchodzi? Idź dalej bawić się w ciocie samo dobro z tymi bachorami. Poza tym jestem raczej jego sprzymierzeńcem albo agentem bo nikt poza tobą i tą piątkom o tym nie wie, no i babcia wie, ale ma to w poważaniu.- odburknęłam jej. Wstałam i zaczęłam iść.- I radze ci na nich uważać, jest dość spora grupa ludzi która chętnie by ich zobaczyła smażących się na griilu.

-Poradzą sobie.- odwarknęła i dogoniła kuzynkę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-…dla tego właśnie jadę z wami!- wywód Jun w końcu się skończył.

-Dobra zrozumieliśmy, ale już jesteśmy w Polsce i wystarczyło powiedzieć że dla tego ze jest tu twój narzeczony…- Ren zaliczał setnego facepalma. Jego siostra uparła się że też jedzie, za wafla nie dało jej się wyperswadować tego z głowy, po czym zaczęła im tłumaczyć czemu jedzie, a potem dopowiedziała że sami się zgubią, na co Yoh zareagował żywym monologiem ze ma tu kuzynkę która chętnie mu pomoże.

-Dobra dajcie wszyscy spokój…- Horo jak i reszta był tym wszystkim zmęczony.- Chodźmy już…- wziął swój plecak .

-Ja idę z Leo na randkę, pa.- Jun odeszła z urażoną miną, no bo jak tak można?

Yoh i reszta wyszli z lotniska i rozejrzeli się. Nie zobaczyli nikogo podobnego do opisu szatyna, więc postanowili poczekać. Ludzie przechodzili i przechodzili, po pewnym czasie zauważyli dziwne monstrum. Wielkie czarne, smoliste coś, z dwiema dziurami w których były małe czerwone światełka. Ryknęło, nikt poza nimi nie zauważył tego potwora. Zaczęli uciekać, a Ryo biegł taszcząc bagaże.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Maja szła ze swoją przyjaciółką przez ulice. Nie miała lepszego zajęcia, a lubiła tą dziewczynę, jej kuzynka i reszta bandy też, ale ona dziewczyna z którą szła nie czułą się swoją w ich towarzystwie odkąd te się zmieniły. Obok blondynki szła długowłosa dziewczyna o piwnych oczach. Dara Darkus-Asakura prawie ze biegła, niestety nie chciało jej się biec, wiec szybko szła. Maja w tym czasie szła lekko przyśpieszonym krokiem jedząc lizaka. Niektórzy mężczyźni patrzyli za nimi. Patrzyli na szatynkę z uśmiechem ala „fajna laska”, a na maję z minami że chętnie by się zamienili w tego lizaka, albo żeby dany „lizak” był tylko przezwiskiem pewnej części ciała mężczyzny.

-Przypomnij mi po kiego grzybolca ja idę z tobą?- Sakamoto miała wyraźnie dość patrzenia na facetów.

-Trzeba było ubrać coś co nie jest tak skąpe!- Asakura zmarszczyła brwi. Sama miałą na sobie jeansy i bluzkę z krótkim rękawem w kolorze zielonym. Maja natomiast miała szorty , żółtą bluzkę na ramiączka z dużym dekoltem bo miała się czym pochwalić, nie że szatynka nie miała, a na to top, przekrzywiony tak że zasłaniał prawe ramie, odsłaniał kusa bluzkę i zatrzymał się trochę przed łokciem.

-Mi tak wygodnie, odwalcie się wszyscy.- odparła dziewczyna. Dara spojrzała na nią smutno.

-Kiedyś taka nie byłaś…-zaczęła. Maja spojrzała w bok. „Kiedyś” były to czasy przed jej zakochaniem i złamaniem Serca. Zakochała się w Patryku Lokowskim, jest on przystojnym chłopakiem o zielonych oczach i granatowych włosach, gra w szkolnej drużynie koszykówki. Zaczęli ze sobą chodzić dwa lata temu. Prezentowali się razem idealnie ona liderka drużyny pływackiej, najlepsza w drużynie, świetna uczennica, piękna i wesoła i on najlepszy gracz, dobry uczeń romantyczny i uroczy. Zdradził ją przez rok z 56 dziewczynami, jedna tak się zdenerwowała że powiedziałam Mai że jest z nią tylko żeby się dobrze prezentować, a z innymi sypiał a potem rzucał. Zerwała z nim dokładnie godzinę później przywalając mu z liścia przez co wleciał do jeziora z molo. Dziewczyna od tamtej pory z wesołej, pomocnej, zabawnej i kochanej przyjaciółki stała się oziębła, pyskata, złośliwa i nie gada z nikim poza swoją paczką i Darą.

-Nie moja wina…- odburknęła wycierając jedną jedyną łzę.

-Słuchaj wiem ze się w nim zakochałaś poważnie i to bardzo, ale to że jeden facet to debil, pajac i złamas nie znaczy że każdy taki jest…- zaczęła szatynka z miną znawcy. Nie było jej dane dokończyć monolog, bo najpierw wesołą gromadka przebiegła w tempie auta formuły jeden, a za nimi wielka czarna mazia. Obie dziewczyny miały miny wyrażające jedynie szok bo ich oczy były wielkości pomarańczy, a usta jedynie kreskami.

-Czy to nie byli oni?-zapytała cicho Maja.

-Tak, to byli oni… A kolejny kurodiko* ich ścigał- Darkus móiła spokojnie jak na kogoś kto zobaczył takie zjawisko.

-Przyzwyczaiłam się….-skwitowała Maja.- Dobra trzeba im pomóc bo se sieroty nie poradzą.- westchnęła Maja.- Czemu tu nie może być normalnie? Nie mógł ich zaatakować zwykły pies?-spojrzała w niebo i pobiegła za kuzynem przyjaciółki i jego bandą, jej martensy jej to nawet ułatwiały.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Razem z Anną wróciłam do domu po 2 godzinach. Oddałyśmy zakupy, blondynka poszła się rozpakować i odpocząć po podróży, ja natomiast jak zawsze poszłam do pokoju w którym leżał albo Hao Asakura, prawdziwy brat Yoh którym byłby gdyby nie klątwa, lub mój mistrz Zeke Asakura, który jest moją pierwszą miłością od 5 lat… Oficjalnie stwierdzam ze zakochuje się tylko w bed boyach, no cóż, taki los… Usiadłam przy łóżku szatyna. Spał, oddychał, ale się nie budził od ponad miesiąca. Rana była już zagojona, a jego foryoku wracało do normy, powinien już dawno mnie ochrzaniać ze go tuliłam ze szczęścia ze się obudził, ale ten nie… on śpi, leży jak kłoda. Przynajmniej można się pogapić na jego klatę jak go przewracam żeby odleżyn nie dostał. No cóż… Martwię się, choć może i nie powinnam…

-Miki!-krzyknęła moja matka.-Kurodiki na kogoś napadły!- westchnęłam i wstałam, po czym zamknęłam drzwi. Wyjęłam ze stojaka na parasole małą torebkę i założyłam ją.

-Idę!- krzyknęłam i wyszłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Kurodiko- kuro oznacza czarny po japońsku diko to coś co sobie po prostu dodałam. Są to małe duszyczki które z jakiegoś powodu są złe żywią się chuimimorio i małymi shikigami, wtedy rosną w takie bestie jak to ogromne coś.

 

Dedykacja dla Dary

SinaCat

UWAGA!!!!UWAGA!!!!

Kiedyś razem z Kirai pisałam parodialny blog o creepypastach. Pomysł nie wypalił i piszemy nowy. Dziś o godzinie 20 moja przyjaciółka z którą pisałam danego bloga znalazła blog dziewczyny o niku SinaCat. Dziewczyna ma za sobą wiele oskarżeń o kradzież cudzych treści. Taka niestety sytuacja przydarzyła się mnie i Kirze. Dziewczyna bezwstydnie skopiowała posty i wkleiła jako własne, kradnąc nawet nagłówek. Poczułam się jak by ktoś mi przywalił. Postać Lizzy ma w sobie trudny okres mojego gimnazjum, zabierając to co pisałyśmy wyrwała mi kawałek wspomnień, uczuć i wszystkiego co przeżyłam! Blog tej oszustki został usunięty a my ostrzegamy! Nie dajcie się oszukać, ani okraść!


http://beast-vs-killer.blogspot.com/2015/11/uwaga-kopiara.html?showComment=1448138315473#c1308934344995092329

Opowieść Miki Prolog

Siedziałam na kamieniu, słońce świeciło mi po twarzy. Patrzyłam Pusto na jakiś kamień, po chwili podeszłą do mnie siostra. Miała zielone włosy do łopatek i zielone oczy, obok niej stała moja kuzynka Maja o blond włosach i brązowych oczach, za nimi stałą dziewczyna o czarnych włosach i zielonych, neonowych pasemkach, miała niebieskie oczy. Ostatnia jako jedyna miała obojętną minę i żuła gumę, blondynka stała z lekko zmartwioną miną, za to zielonooka wyglądała na przerażoną. Ja osobiście nie byłam jakaś wyjątkowa jak te dwie, miałam długie ,brązowe włosy i brązowe oczy.

-Miki, wiem ze jesteś smutna ze Zeke nie żyje…- no tak… wielki Zeke Asakura, odradzający się na każdy turniej szamanów, mój mistrz odkąd pamiętam , został pokonany przez swojego brata, narzeczonego mojej drugiej kuzynki Anny Kyoyamy.- Ale nie możesz tu siedzieć wiecznie, choć już do domu…Anna przyjeżdża do nas w wakacje…- westchnęłam, tak nie ma to jak mieszkać przez 2 miesiące z narzeczoną mordercy twojego mistrza, a idźcie w cholerę! No ale co miałam zrobić? Wstałam i już miałam odejść kiedy poczułam coś dziwnego. Ukłucie igłą z foryoku, zatrzymałam się, a po chwili ruszyłam biegiem w kierunku resztek czyjejś energii. Dobiegłam i zobaczyłam chłopaka… Wyglądającego identycznie jak mistrz Zeke, chociaż na lewej ręce miał niby bliznę w kształcie drzewa…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Yoh, Anna, Morty oraz reszta ich przyjaciół razem z duchami wrócili do Japonii, postanowili zostać u Yoh do końca wakacji, no poza Piliką i Jun które wróciły do siebie od razu, a Anna też nie mogła się zająć mordowaniem ćwiczeniem chłopców, jechała do Polski, do ciotki i jej rodziny. Odkąd pamięta spędza tam wakacje, jej kuzynka jest szamanką, a sama rodzina liczy sobie ponad 20 osób…

-Musisz jechać?-zapytał smutno Yoh patrząc jak jego narzeczona się pakuje.

-Tak.-odpowiedziała mu krótko i zwięźle, po czym najzwyczajniej w świecie wyszła z domu ubierając przed tym lekki płaszcz.

-No i poszła- powiedział smutno Yoh.

-Na serio wierzysz ze do kuzynki?-zapytał Choco, on z nieznanego ludziom powodu pił ciągle Piccolo, a się okazuje ze można się tym upić…

-Co masz na myśli?-zdziwił się szatyn.

-Nie słuchaj go, to pewnie znowu kiepski żart..-Ren pił swą miłość życiową, czyli mleko.

-Guzik prawda, moim zdaniem zdradza Yoh i tyle, zawsze wyjeżdża w tym samym czasie, co za problem żebyś z nią do kuzynki pojechał?

-To ty potrafisz mówić logicznie!?- Horo prawie gałki oczne wyskoczyły i zatańczyły lambadę.

-Mistrzu Yoh, panienka Anna nigdy by czegoś takiego nie zrobiłą!- Ryo postanowił zachować instynkt samozachowawczy, poza tym nawet on wiedział ze tak nie jest bo to przecież Anna! Nie zdradziłaby Yoh.

-Poza tym Anna raczej nie flirtuje z nikim i jest za ostra na to by… No by kogoś tak po prostu poderwać!- Morty na to miast nie wierzył że jest taki samobójcą co by z własnej woli był z Anną…

-Jedziemy do Polski!-krzyknął Yoh.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

Wiem, wiem, wygląda na zjebane… Trudno, będzie lepiej, musi być

„Pamiętaj, jeśli kochasz 13 Ostatnia deska ratunku”

Dziś weekend… Festiwal, a ja nie wiem czy iść, Jeanne ani myśli zostawić Mena z nami, czy samego, a ja mam dziwne wrażenie że wiem jak jej pomóc, ale nie pamiętam! Z tego wszystkiego wzięłam się za sprzątanie i przed południem CAŁA, powtarzam CAŁA ogromna posiadłość Asakurów świeciła się z czystości.

-Na serio ci się nudzi..- skwitował Yoh robiąc kanapki i herbatę dla Anny. Hao kroił ciasto i układał je na talerzu razem z ciasteczkami. Opadłam sobie na krzesło i położyłam głowę na stole.

-Wydaje mi się że wiem jak pomóc Jeanne… Ale nie pamiętam jak…- prawie zapłakałam. Taka byłą prawda… Ha spojrzał na mnie zmartwiony.

-Ej nie przejmuj się, dasz radę, pamiętasz prośby każdego człowieka na ziemi, a miałabyś zapomnieć czegoś takiego. Dasz radę, a teraz wybacz bo muszę dać Gumi przekąskę.- wziął wielki talerz i ruszył w kierunku swojego pokoju. Zaśmiałam się i spojrzałam na Yoh który zrobił to samo. Do kuchni wbił Ren i Horo kłócący się o coś co i tak nie zrozumiem bo oni się kłócą o czarno białe zdjęcia. Popatrzyłam na nich a oni momentalnie ucichli i usiedli na przeciwko siebie. Horo usiadł koło mnie z racji iż ostatnio się zaprzyjaźniliśmy.

-Co ci jest?-zapytał zdziwiony patrząc na mnie. Ren spiorunował go wzrokiem, a ten go totalnie zlał i patrzył na mnie zaciekawiony.

-A aikido, kuźwa!- wnerwiłam się.- Jak chciałam z Jeanne pogadać, to ta miała w poważaniu i się Menem zajęła! Ja jej chce pomóc by nie zdechła, a ta ma w diabły wysyła żebym jej czasu z synkiem nie marnowała!- westchnęłam i spojrzałam na Horo.

-Ej nie wyżywaj się na mnie, bo jam niewinny- zaśmiał się.- Dobra ptaszki zakochane, ja spadam bo już idę z Mają na ten festiwal, chce pooglądać i kupić sobie kimono… Czemu kobiety zawsze chcą nosić kimona w takie okazje?- zadał pytanie wszechświatowi i wyszedł. Pokręciłam głową i poczułam jak ktoś patrzy na mnie jak na zbira. Spojrzałam na Rena ze znudzoną miną.

-Czego znowu?- zadałam grzeczne inaczej pytanie.

-Coście się tak zbliżyli?-zapytał. Poje oczy przeszły się po okolicy, szczęka zmierzała do jadra ziemi, a brwi zjechały na plecy i tam zostały.

-Weź ty coś na gorączkę, bo majaczysz… On jest narzeczonym mojej kuzynki, dogadujemy się bo będę go często widywać na spotkaniach rodzinnych, poza tym już nie jest takim imbecylek i niedorozwojem jak kiedyś!- spojrzałam na niego krzywo. Mało brakuje a mu wygarnę za każdą laskę z jaką się spotkał, co by się mu należało, nawet Dara tak powiedziała.

-Eh… Przepraszam…-powiedział i spojrzał w bok.- Masz z kim iść na festiwal?-zapytał.

-Obiecałam koledze że tam się z nim spotkam, ale tak ogólnie to nie, a co?- zapytałam pijąc mrożoną kawę.

-Pójdziesz tam ze mną?-zapytał. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.

-Okej.- oddał uśmiech i oboje poszliśmy w swoje strony.

***

Dochodziła godzina już 19, ja ubrałam coś ala kimono trochę przed kolana i leginsy, spięłam włosy i zaczęłam się malować. Do moich drzwi ktoś zapukał wstałam i otworzyłam. Stał tam Ren ubrany w eleganckie spodnie i koszule na krótki rękaw, patrzył na mnie z rumieńcami, przydało się podglądanie Gumi jak się maluje.

-Hej- uśmiechnęłam się do niego i wyszłam zamykając drzwi. -Idziemy?-zapytałam go,a on tylko pokiwał głową.

Podróż minęła w milczeniu, ale nasze ręce były złączone.  Doszliśmy na festiwal w miarę szybko, było tam pełno par, dzieci i rodziców. Przy maskach zobaczyłam Subaru i Shuu, dwaj wampirzy bracia. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do nich, po czym rzuciłam się na ich plecy.

-Hej Miki-uśmiechnął się Shuu.- Jak tam kochanie ty malutkie?-zapytał. No cóż zna mnie odkąd miałam 2 latka.

-Ej! Ja jestem już pełnoletnie!- zaśmiałam się. Przytulili mnie mocno, potem zrobił to Subaru.

-Jesteś słodka jak zawsze, i pięknie pachniesz- uśmiechnął się. Zaczęłam mu tarmosić włosy.

-Nie baw mnie to.- zaśmiałam się. Ren patrzył na to z miną mordercy, no cóż, a niech se pobędzie zazdrosny, on ma więcej grzechów na sumieniu. Podszedł do nas i się przywitał.

Ren łaskawie zgodził się na to żebym potem na chwilę poszła, przekupiłam go całusem. Ta chwila własnie nadeszła, on poszedł do jakieś restauracji, po chwili słychać było piski zachwytu, krzyki i inne takie. Zachichotałam i zwiałam żeby się nie czepiał i nie rzucił do tłumaczeń. Pobiegłam nad punkt widokowy w górach. Stali tam i czekali, mieli po masce i jedli lody, trzymali jakąś reklamówkę.

-Hej!-krzyknęłam do nich.

-Hej- uśmiechnęli się.

Włóczyłam się tak z nimi pół godziny, Ren poszedł do domu z własnej woli i jeszcze mnie przepraszał . Chłopcy dali mi białą maskę i lody, zjadłam i siedziałam patrząc nad małe oczko wodne, za chwilę miały być sztuczne ognie.

-Czemu jesteś zmartwiona?-zdziwił się Shuu.

-No…- nie było sensu mówić że wcale tak nie jest, znał mnie za dobrze.- Moja przyjaciółka umiera… A ma małe dziecko…-zaczęłam jedząc smętnie ciastko, oni chcą mnie utuczyć, a ja jak się martwię to jem! Ja się nie zgadzam! Będę grubaaaa!

-To słabo..-powiedział. Poczułam jak coś łazi mi po rękach. Spojrzałam i zobaczyłam jadowitego skorpiona… Prawie zeszłam na zawał, Subaru to zauważył. Bez problemu osłonił mnie przed żądłem, złapał toto i zgniótł go.

-Szkoda ze ona też nie jest wampirem..-powiedziałam patrząc jak rana na skórze białowłosego znika.- Wtedy by jej się nic nie stało…

-Co za problem?-zdziwili się oboje.

-Przecież nawet nie musi być wampirem… Wystarczy pół wampir i nawet lepiej.- Patrzyłam na niego jak na debila, zbawce i mędrca jednocześnie.

-Moment…-zaczęłam gdy w mojej czaszce zaczęło się gotować.- Możecie ją przemienić?!- krzyknęłam szeptem. Subaru spojrzał na brata, a ten podrapał.

-Znaczy oni nie… Ja tak, ale to troszkę… Niebezpieczne..-zaczął.- Znaczy nie niebezpieczne, ale by wymagało od niej poświecenia…

 

Chwile potem biegłam ciągnąc ich za sobą do domu. Nie byli źli czy coś, po prostu biegli za mną. Wpadłam do domu jak burza robiąc tyle samo hałasu, wpadłam do pokoju Jeanne która czytała śpiącemu Menowi. Patrzyła na mnie jak na idiotę, nic dziwnego miałam rozczochrane włosy, dyszałam i patrzyłam z ognikami w oczach.

-Choć!- prawie krzyknęłam. Białowłosa patrzyła po wszystkich z miną wyrażającą „co się tutaj dzieje na pióra aniołów!?”, ale poszła. Wyszliśmy przed dom i stanęliśmy jak święta czwórca.

-Mamy sposób na to byś żyła…-zaczęłam. Dziewczyna poweselałą, pojaśniałą, zanielała i w ogóle.- Ale..- no i nastrój dupnął…- Przez około 2-3 lata nie mogłabyś się zbliżać do ludzi, a z Menem nie mogłabyś być cały czas… I… poświeciłabyś bardzo dużo… Swoje człowieczeństwo, a przynajmniej jego część..- spojrzałam na nią z niezbyt optymistyczną miną.

-Co musiałabym zrobić..?- zapytała po chwili ciszy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dedykacja dla Dary i Jeanne od niej

 

„Pamiętaj, jeśli kochasz 12

Następnego dnia obudziłam się jak zawsze pierwsza. Tylko że tym razem była czwarta rano. No cóż… Przyszłe mamusie muszą dużo spać, a inni, poza dziadkami Yoh, byli na kacu, na prawdę wielkim kacu. Poszłam do łazienki i szybko się umyłam, po czym ubrałam w sukienkę na krótki rękaw, sięgała lekko przed kolana. Poszłam do kuchni i przygotowałam kanapki.

Koło dziewiątej ktoś delikatnie zapukał do drzwi. Westchnęłam bo wiedziałam że chociaż Ryo, Choco jakoś się przyczołgali to nie wstaną, a Horo i Maja mają cały świat w nosie. Podniosłam się i poszłam do drzwi. Pukanie narastało, Hao, który widocznie wstał, wyszedł z pokoju.

-Kto się z rana dobija?-zapytał tonem męczennika.

-Nie wiem, ale jak obudzili Rena..Znaczy jak obudzili Gumi i Annę to ich skopię!!!!- poprawiłam się szybko, on pokiwał głową na znak że mi nie wierzy, ale mogę uznać że wieży bo ma to w nosie. Wykręciłam oczami i otworzyłam drzwi. Moje oczy momentalnie przemieniły się w przerażone pięciozłotówki z nutko zdziwienia. Przede mną stała… Jeanne… Białe włosy się gały jej do kolan i były pięknie uczesane, była dość wysoka i szczupła, ku zaskoczeniu jej… kobiece kształty dość ostro urosły, a czerwone oczy patrzyły na mnie przyjaźnie i ciekawie. Za nią z siwymi pasemkami stał Marco, który gdy mnie zobaczył aż się zachłysnął powietrzem, potem stało się nieszczęście… Zobaczyli Hao… Znaczy nieszczęściem było ze Marco zobaczył Hao bo Jeanne miała na to centralnie wywalone.

-To ten morderca!!!!!!- krzyknął. Zareagowałam natychmiast.

-Domi!!!!!! – w mgnieniu oka demonica pojawiła się.- Strażnik!!!!- jej ubranie zmieniło się na czarną sukienkę do kolan z pelerynką do połowy pośladków, jej włosy stały się białe i wylewały się wręcz spod kaptura w którym było widać jedynie czerwone oczy. Stuknęła kosą o ziemię i jak na zawołanie dawne X-LAWS otoczyły chordy postaci odzianych na czarno z kuszami wycelowanymi w białowłosą i blondasa z siwizną.

-Spokojnie!-melodyjny głos kobiety przerwał ciszę.- Proszę nie walczmy, przyjechałam do Rena… Muszę z nim porozmawiać. -Poczułam się jak bym dostała w twarz z glana… Trzy razy… Skuliłam się w duszy, ale nie dałam tego po sobie poznać.

-Domi… Zabierz mu broń i niech wchodzą.- rzekłam ostatecznie przepuszczając ją do środka.

(KAŻDY KTO LUBIE JEANNE: To co teraz napiszę to nie dla tego że nienawidzę danej albinoski, no ale w mandze tak było, no i w moim opku niestety też tak pasuje..;-; Ja ją lubię…)

Krzyki, bo rozmową nie dało się tego nazwać, dochodzące z pokoju Rena obiegały cały dom i wesoło wychodziły na przechadzkę po górach. Piłam herbatę z miną zbitego szczeniaczka bez łapki. Dara tuliła Lyserga z którym się przeprosiła. Yoh starał się wygłuszyć te krzyki dla Anny która nie znosiła ich dobrze, Gumi patrzyła na mnie zmartwiona, a reszta poza rodziną Asakurów bała się odezwać bo myśleli że zabiję ich jednym spojrzeniem. Drzwi do pokoju chłopaka w końcu się odsunęły i wyszedł z nich chłopak.

-Powtarzam po raz któryś nie mogę!- spojrzał na czerwonooką tak jak by go oszukała.- Nie tak miało być! Ja mam pracę! Nie mam czasu!!!- mówił prawie płacząc ze złości.

-Ale to nie moja wina! Ta dziewczyna to zrobiła podstępem! Co mam z nim zrobić!?- powiedziała pokazując na małego chłopca. Skamieniałam, zdębiałam i prawie zalałam się łzami. Chłopiec miał czerwone oczy i białe włoski jak Jeanne, a w reszcie był identyczny jak dziecko. Ren w końcu sobie coś uświadomił… Spojrzał na mnie. Wstałam i poszłam w stronę wyjścia.

-Miki!-krzyknął. Pobiegł za mną, a Jeanne popatrzyłam na mnie.- Poczekaj, to nie tak!- złapał mnie z rękę. Coś we mnie pękło, podniosłam rękę i przywaliłam mu w twarz tak ze aż się zatoczył i upadł. Patrzył na mnie zdziwiony, ze smutkiem. Po moich polikach płynęły łzy.

-Co jest nie tak!?-wydarłam się- Co jest k%@#$ nie tak!? Masz dziecko!!! Sam wiesz że ta sekta mnie nękała! Ale skoro się zakochałeś to dobrze! Proszę bardzo! Życzę miłego życia!- nie mówiłam kłamliwie, skoro kocha Jeanne niech z nią będzie, ale ja tego widzieć nie muszę. Po prostu uciekłam ze łzami w oczach.

Siedziałam wtulona płacząc w koszulkę Greena. On mnie głaskał, o co mi chodzi? Jeanne sama z siebie nękałam mnie 2 lata po wyjeździe Yoh i reszty. Chłopak podał mi lody, zaczęłam je jeść.

-No a teraz powiedz mi o co chodzi- pogłaskał mnie po głowie.

-No bo… S…skoro on ją kochał…. i skoro ma z nią dziecko to czemu dawał mi nadzieje!?- ryczałam jak najęta.

-Spokojnie kochana…- przytulił mnie.- Na prawdę nie masz się czym przejmować, na pewno da radę ci to wytłumaczyć…- pocieszał mnie tak kilka godzin. Spacerowaliśmy po mieście. Dzień zleciał jak z bicza trzasło. Wieczorem musiał już wracać, ja z resztą też.

Wchodziłam na górę z przekonaniem że dam Renowi szansę na wyjaśnienia… Wchodziłam spokojnie i powoli. Duchy lasu patrzyły na mnie zmartwione, ale nie podchodziły i dobrze…. Kiedy w końcu doszłam zobaczyłam ze Ren siedzi na tarasie i majstruje coś przy maluchu, choć „maluch” miał już z rok, może dwa, ustal my że półtora. Zaśmiałam się kiedy prawie płakał z rozpaczy bo nie wiedział jak założyć, a przede wszystkim zdjąć pieluszkę. Podeszłam z westchnięciem i zabrałam mu dziecięce odzienie na pupcię. W ciągu kilku sekund zmieniłam chłopaczkowi pieluszkę i założyłam nową. Patrzył na mnie tymi swoimi oczkami zaciekawiony, ale i trochę przestraszony, no cóż widział jak strzeliłam jego tatę w twarz, nic dziwnego.

-Miałaś doświadczenia z dziećmi?- zapytał nieśmiało Ren.

-Tak, pomagałam mamie przy Marcie i dorabiałam trochę jako opiekunka.- ubrałam czerwonookiemu spodenki i wrzuciłam zużytą pieluchę do śmieci.- A teraz gadaj jako on w ogóle… No wiesz…

-Dwa  lata po wyjeździe myślałem ze cię już nie zobaczę… Wtedy spotkałem Jeanne… Na prawdę się zmieniła… No i jest miłą i inteligentna… Zaczęliśmy się spotykać… No i nie była zauroczona moimi pieniędzmi, a mną… Po  miesiącu wylądowaliśmy w łóżku i 3 miesięcy później zrobiła test ciążowy.. Okazało się ze była w 2 miesiącu… Po urodzeniu Mena zaczęliśmy się oddalać… Ona zajmowała się nim, a ja pracą i studiami… Zerwaliśmy, płaciłem jej na dziecko i spotykałam się z nim kilka razy w miesiącu…- mówił.

-Wiec czemu przyjechała tutaj?-zmarszczyłam brwi. Kamień spadł mi z serca ze nie są parą i nie kocha jej w taki sposób… No cóż… Zniosę dziecko jeśli będziemy parą.- On ma właściwie półtora roku?-zapytałam.

-Tak… No i… Ona niedawno została zaatakowana, szaman lub szamanka, miał zakrytą twarz, nie był silny wiec szybko go pokonała, lecz skaleczył ją zatrutą bronią… Ona niedługo umrze, a ja jako ojciec Mena muszę się nim zająć… Nie mam pojęcia jak…- przytuliłam go jedną ręką.

-Pomogę ci…- obiecałam patrząc jak chłopiec ziewa i wtula się we mnie zasypiając, uśmiechnęłam się lekko. Był śliczny, a ja miałam przeczucie że Jeanne się zgodzi, z resztą wątpię by zostawiła Mena samego z dzieckiem które tak kochała.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dedykacja dla Dary która podsunęła mi taki pomysł. I przepraszam Jeanne;-;

„Pamiętaj, jeśli kochasz 11- impreza xd”

Ciążowy amok trwał, Państwo Asakura tulili synów z dumnymi okrzykami „będziemy dziadkami!”. Keiko już obiecywała chętne zajmowanie się dzieciaczkami, Mikichisa chwalił synów, a Dara wyglądała jak by się miała popłakać. Lyserg natomiast cieszył się jak głupi. Popatrzyłam na ten raj troskliwych misiów, po czym jak na rozsądnego samobójce ruszyłam pomiędzy bydło i dopadłam testów każdej z dziewczyn. Na początku dorwałam Anny, dobry… jak chcecie sie zapytać co sprawdzam to od razu odpowiadam, datę ważności. Tak to też się może zepsuć w pewnym momencie. Dorwałam test Gumi, cały jest okej, dobra one na pewno są w ciąży… Westchnęłam i obojętnie sięgnęłam po test Dary. Obejrzałam go.

-CISZA!- krzyknęłam słodko. Wszyscy poza Bliźniakami i państwem Asakura spojrzeli na mnie.- Lyserg nie szczerz się tak, szampana- tak ktoś przyniósł szampana i Piccolo, osobiście uważam ze to Ryo i Horo, ale co ja tam wiem.- to ty se możesz wypić na pocieszenie, a Dara ty przestań się powstrzymywać od płaczu, nie jesteś w ciąży, masz test miesiąc po dacie ważności.

-Na prawdę?!- szczęście Dary wypełniło pomieszczenie jeszcze bardziej niż szczęście przyszłych ojców. Lyserg natomiast wyglądał jak by go ktoś przeżuł, wypluł, zdeptał, włożył do maszynki do mięsa i zmieszał z błotem. Dara się radowała, a on prawie ze płakał z rozpaczy, kiedy zobaczył jej uśmiech wnerwiony wybiegł, z tego co zrozumiałam to mówił coś że skoro nie chce mieć z nim dziecka to nich się za niego nie wychodzi i chyba wyszedł z domu. Dara tego nie zauważyła i razem z kuzynami tańczyła walca idiotów.

Nawet nie wiem jakim cudem z 2 po południu zrobiła się 23. Muzyka grała w miarę głośno, ogółem zrobiła się mini impreza. Ja szybko zrobiłam jakieś żarełko, Shadow pod prośbami zakupił jakiś alkohol, kilka coli i innych takich rzeczy, to już pod przymusem, i chyba 3 skrzynki Piccolo bo przecież ciężarnym kobietom się nie da takiego normalnego alko, Dara natomiast z radości wypiła kieliszek i do teraz się krzywi popijając to rozgazowanym sevenup’em. Lyserg wrócił, zakosił piwo, dla braku zmartwień pewnej osoby dodam że nie był bardzo spity, i zabunkrował się u siebie. Mikichisa już udzielał jakiś „złotych rad” synom, Keiko z przejęciem wraz z przyszłymi synowymi oglądała jakiś katalog z modą dla ciężarnych, a inni pili ich zdrowie. Osobiście zadowalałam się brzoskwiniowym szampanem dla dzieci. No cóż ja za alkoholem nie przepadam, choć za taką okazję to trzeba wypić choćby dla tego że inaczej bym zabiła jednego i drugiego. Wstyd się przyznać ale moja główka jest zbyt szlachetna na takie trunki i można mnie upić kilkoma piwami. Nagle ktoś usiadł obok mnie, w nozdrza uderzył mnie zapach cytrusów, kij wie czy perfumy, szampon czy mydło, ale wiem ze ten zapach poznam wszędzie. Oparłam głowę na ramieniu Rena, poza jego cudnym, kochanym przeze mnie, codziennym zapachem było czuć od niego alkohol, no tak facet to facet. Spojrzałam na niego, szacunek… Był tylko delikatnie podpity. Dla jasności Horo dzielnie się trzymał, ten to ma mocną bańkę, ale nie dał w palnik na maksa tylko dla tego ze jest tu Maja. Choco leżał pod stołem i chrapał. Ryo w upiciu śpiewał przeboje Lejdy Gagy, Yoh, Hao i ich ojciec byli upici na tyle by nie wiedzieć co się dzieje. Dara próbuje się dogadać z no cóż, pół pijanym Lysergiem.

-Hejka.- uśmiechnęłam się do niego. Mam dla was radę, jeśli chcecie sie czegoś dowiedzieć od faceta upijcie go delikatnie. Zamglony wzrok oznacza idealny stan do wywiadu.- Powiesz mi kim była ta ruda kobieta?-zapytałam pijąc cole.

-Tamta? A no spotykałem się z nią miesiąc -i czknął pijąc ice tea, rozsądny facet.- Wmawiała mi że była w ciąży, ale ja nie jestem głupi i kazałem jej się przy mnie przebadać. Ta ginekolog jej 19 razy wrzeszczała ze nie jest w ciąży, to na USG poszła i facet jej 138 razy to wrzeszczał po czym dał jej to na piśmie… Każda dziewczyna jaką spotykałem próbuje mnie zaciągnąć do łóżka, a potem złapać na ciążę… Każda dziewczyna leci na kasę-stwierdził filozoficznie nalewając, a raczej kulturalnie zaiwaniając mojego Piccolo. Teraz grzecznie się zatkam tymi sucharami z twarożkiem chrzanowym co by nie palnąć…

-Ja cię poznałam… I ani razu nie zaciągałam cię do łóżka, no nie w tym sensie…- zaśmiałam się. On też. Piłam sobie grzecznie kole z lodem, Horo został ładnie poproszony przez Maję poprzez ślimaczą wymianę płynów jamy gębowej, gdy nagle ktoś położył głowę na moich kolanach. Ren najspokojniej na świecie leżał sobie robiąc poduszkę z moich nóg, a konkretniej ud tak dla potomności, i prawie spał.

-Pachniesz jak lilie w cukierni i sklepie ze słodyczami- powiedział słodko. Moja twarz mogłaby robić za czerwone światło. Po chwili chłopak zasnął, miał miarowy oddech, a że twarz maił zwróconą ku górze . Pomimo lekkiego upicia miał słodki i miarowy oddech. Wyglądał jak grecki bóg, zanim się zorientowałam moja ręka żyjąca własnym happy live układała mu włosy które bezczelnie zalegały mu na twarzy. Potem pogłaskałam go po policzku i tak se go głaskałam, kij wam do tego. Słuchałam tych głupich pogaduszek przez jakiś czas. Koło północy Maja całując Horo ciągnęła go za koszulkę do jego pokoju, kolejna chce mieć dziecko… Gumi wtulała się w Hao, a ten ją głaskał, Yoh skakał wokół Anny upewniając się że niczego jej nie brakuje. Dara w końcu się poddała i piła jakiegoś disla colowego. Tamao tańczyła z Mortym, a ten tu w ogóle skąd!? A no tak przyjechał dziś rano. Duchy wesoło grały w pokera. Neko flirtowała, dość skutecznie, z Basonem, a Domi, już nie tak skutecznie, próbowała poderwać Amidamaru.

Cała biba skończyła się koło 2:30 w nocy. Tak na chama poprosiłam Shadowa żeby pomógł mi go przenieść do mojego pokoju, Gumi postanowiła przenieść się do pokoju Hao, i położyłam go na posłaniu. Umyłam się i ubrałam w piżamę, czyli szorty i bluzkę na długi rękaw. Wyszłam i zobaczyłam zdezorientowanego Rena, w ręce miał spodnie od piżamy bo bluzka od piżameczki nie jest dla szlachty.

-Idź się umyć, nie myśl nawet o tym żeby iść do siebie bo i tak ledwo chodzisz, a poza tym i tak ostatnio nie narzekałeś.- powiedziałam spokojnie. Chłopak jak w wojsku wykonał rozkaz i po chwili bachnął się na łóżeczko. Ja położyłam się obok i wtuliłam w niego. Chłopak objął mnie ramionami i przyciągnął do siebie. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

I jak? Podoba się? Dara pamiętaj że masz napisać długi komentarz z udziałem dużej ilości postaci-,-

„Pamiętaj, jeśli kochasz 10 zmowa czy co?!;-;”

Obudziłam się dość wcześnie. Tak to jest, ja zazwyczaj od rana mam prace, ale ze Haoś dał mi wolne to mogłabym se pospać… Z tym entuzjastycznym zamiarem położyłam głowę z powrotem na poduszce. Dziwne… Poduszka była za twarda i za wysoka… I od kiedy moja poduszka pachnie lotosami i cytrusami? Leniwie otworzyłam oczy i zamarłam czerwona. Dla jasności NIC, powtarzam NIC się nie wydarzyło! Nie insynuować sobie niczego! No dobra lekka macanka… Ale nic poza tym!!!!! Już wyjaśniam… Obok mnie spał sobie smacznie i niewinnie Ren… Jego włosy były wesoło rozwalone po najbliższej okolicy jego cudnej główki, koszulka wymiętolona odsłaniała mu trochę podbrzusza, jak na grzeczną dziewczynkę przystało zakryłam go kołdrom. Rozejrzałam się, nie to nie mój pokój, czemu spałam u niego? A no tak gadaliśmy i oglądaliśmy film i zasnęliśmy, znaczy jestem skłonna założyć że mua usnęła, on wyłączył film i położył mnie na sobie, jakkolwiek by to nie brzmiało, dowodem jest ładnie odłożony film i wyłączony TV. Powoli i po cichu wstałam, w moim pokoju zjawiłam się w ciągu trzech minut. Błyskawicznie weszłam do łazienki i zaczęłam się myć. Mogłam siedzieć pod prysznicem i kilka godzin ma się te zaszczyty jak się budzi o piątej rano. Skończyłam i uczesałam się, po czym ubrałam w luźną, pomarańczową koszulkę sięgającą mi do jednej trzeciej uda i jasne jeansowe szorty które ledwo było widać. Związałam włosy w niedbały kok tak że kilka kosmyków opadało mi na plecy i ramiona, a sam kok był luźny. Poszłam do kuchni i zaczęłam gotować. Była godzina dziewiąta, siedziałam spokojnie i czekałam aż przyjdą. Nagle coś zaczęło walić w drzwi, podbiegłam i otworzyłam, niech się nie obudzą. Stałą przede mną rudowłosa kobieta o szarych oczach ubrana w miniówkę i bluzkę z takim dekoltem że aż dziw że jej cycki nie wyskoczyły… Patrzyłam na nią jak na ufoludka.

-Witem, jestem Jane, szukam Tao Rena.- powiedziała wyniośle. Wzrok jakim ją obdarzyłam powinien był ją usmażyć za pomocą piorunów. Dobra Mikiś uspokój się, nie zdradzaj chęci mordercy, nie zatrzaśnij jej drzwi przed tym nosem zrobionym u chirurga plastycznego, nie fuknij na nią jadem, spokój, opanowanie…

-Jest. Aktualnie śpi, mam mu coś przekazać jak się obudzi?-spytałam z tak słodkim jadem że aż jestem z siebie dumna. Szkoda ze do tej lateksowej bluzki jej nie naleciało…

-Chcę się z nim zobaczyć!-zaprotestowała kobieta. Miałam ochotę jej przywalić, ale się opanowałam. Jestem spokojnym kwiatem lotosu na tafli spooooookojnego jeziora. Tak spokojnego że aż zatopiło kilka statków i porwało ponad setkę ludzi na imprezkę z rybkami.

-Mówiłam że śpi, nie może pani tu poczekać, więc albo pani mówi co mam mu przekazać, albo do widzenia- nagroda za najlepsze zue oczy wędruje do mua. Kobieta zawahała się, ja się niecierpliwiłam, a ta w końcu wyciągnęła jakiś notes którego kolor jest ścigany za oślepienie każdego kto go zobaczył i zaczęła coś bazgrolić. Z charakteru pisma strzelam ze jest  lekarzem. Podała mi ten bazgroł i jakieś czarne pudełeczko.

-Przekaż mu to i powiedz że ode mnie.- poszła kręcąc biodrami. A żeby ci tak ta zgrabna tylna część ciała z zawiasów wypadłą wredna krowo. Wsiadła do jakiegoś czerwonego samochodziku i pojechała, krzyżyk na drogę.

Koło jedenastej poszłam ze śniadanie i pudełkiem od tej rudej do pokoju Rena. Nie wiem czemu ale miałam przeczucie że to nie jego sekretarka. Zapukałam do drzwi i stałam tak. Usłyszałam w końcu stłumione „proszę” i weszłam do środka. Ren wyszedł z łazienki z umytymi włosami ubrany w bardzo ciemną fioletową koszulkę i jasne jeansy.

-Była tu jakaś kobieta do ciebie.- burknęłam i dałam mu świstek i pudełko. Patrzył na to jak bym mu wciskała w rękę karalucha. Zniecierpliwiłam się i karteczkę wcisnęłam mu przed oczy, a to czarne coś trzymałam, niech zna moją łaskę. Ren to przeczytał i podarł karteczkę na milion kawałeczków, a paczuszkę, za pomocą ducha, zniszczył. Patrzyłam na to z pełnym zdziwieniem, ale co ja się będę pytać…

-Masz śniadanie, widzimy się potem w salonie.- bardziej wydałam polecenie niż poprosiłam. Wstałam i wyszłam z pokoju, na korytarzu spotkałam Annę z torebką z apteki. Spojrzałam na nią zdziwiona, ale ona szybko uciekał do swojego pokoju. Okej niech jej będzie nie mam na to siły. Przy stole zastałam Maję i wszystkich poza bliźniakami Asakura i Renem, ciekawostką był jeszcze brak Lyserga, a najbardziej zdziwił mnie brak Dary która na śniadanie zawsze przychodzi. Dobra, nawet się nie pytam. Usiadłam koło blondynki i zaczęłyśmy żywo rozmawiać o książce, obie dość dużo czytamy. Nagle cały dom zapełnił się krzykami. Ja ze strachu wylądowałam na kolanach Rena, który przyszedł w międzyczasie, a Maja kurczowo wtulała się w klatkę piersiową Horo będą c w jego objęciach. Choco i Ryo popatrzyli po nas, a potem po sobie.

-Co się stało!?- pierwsza otrząsnęła się mama Yoh. Wszyscy pobiegliśmy do drugiego salonu wyłącznie dla najmłodszego pokolenia Asakurów. Hao i Yoh ściskali to swoje narzeczone to tańczyli taniec wesołego debila, Lyserg tulił Darę i całował ją po każdym zakamarku twarzy. Gumi płakała z uśmiechem, a Anna siedziała z uśmiechem patrząc na Yoh.

-Coście im dały!?- zapytałam unosząc głos.- Następnym razem dajcie im połowę! A nie psują kulturalne rozmowy i śniadanie!- sześć par oczu z przewagą brązowych spojrzała no mnie oczkami troskliwych misiów. Hao rzucił się na mnie i tulił mnie, Yoh tulił wszystkich, a Lyserg pierdzielił coś trzy po trzy po angielsku.

-Co wam jest!?- w końcu pani Kino postanowiła nas wybawić, w podzięce jej kupię ciężarówkę herbaty!- O co chodzi wnukowie!?- jej laska zaliczyła bolesne, przynajmniej dla bliźniakó, spotkanie z łydkami młodzieńców.

-Anna jest w ciąży!- Yoh prawie skakał jak małe dziecko. Wszyscy rozszerzyli swe oczęta.

-Gumi też!- Hao tańczył dalej taniec wesołego imbecyla.

-I Dara!- Lyserg opanował się i dołączył do tej mini imprezki szczęśliwych teletubisiów. Moje oczy poszły sobie na długi spacer po okolicy. Maja zemdlała, Horo złapał ją ale sam miał minę pod tytułem „ŻE CO KUR….!?” Choco i Ryo zbierali szczęki z podłogi, a Ren patrzył na to z udawanym „nic”.

-Że co rrrrwa mać!??!?!?!?!?!?- wydarłam się.

-To wspaniale!- Keiko rzuciła się na szyje dzieci i chrześnicy, Mikichisa się dołączył, dziadkowie skwitowali ze jest za dużo zamieszania i poszli a ja stałam jak ten ostatni zbaraniały baran i gapiłam się na to, z resztą nie tylko ja. Czy oni się zmówili!?!??!?!?!?!?!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dedykacja dla Darci xD Która mam nadzieje że mnie nie zabije xD